Pierworodnego pociągają pociągi. Matkę i Ojca Pierworodnego niepokoi, czy ten pociąg do pociągów nie jest niepokojący. Czy to czasem zbyt długo już się nie przeciąga? Pociąg pociągiem, ale tu już zaczyna się przegięcie, przeciążenie wręcz. Czy to nie pociągnie za sobą jakichś zgubnych skutków? A po kolei na co przyjdzie kolej?
Może Matka temu winna? Całe dzieciństwo marzyła o torach i kolejce. Tak się cieszyła, że będzie Syn, że będzie kolejka... Może sama go uwarunkowała?
Pierworodnego Kolekcja Pociągów, czyli
Po Kolei Posiada:
3 pociągi do kąpieli
3 pociągi zwykłe
1 wagonik
1 zestaw do budowania stacji kolejowej
3 zestawy puzzli z pociągami
5 par skarpet z lokomotywami
1 piżamkę z lokomotywami
1 czapkę z daszkiem z lokomotywą
1 koszulę z lokomotywami
3 koszulki z lokomotywami
1 poszewkę na jaśka z lokomotywą
1 książkę z "Lokomotywą" Tuwima
1 książkę o przygodzie małego chłopca na dworcu kolejowym
1 potężną wyobraźnię (!), która ze wszystkiego zrobi pociąg lub tory
(Z tego Matka z Ojcem zaopatrzyli go jedynie w książki, puzzle i 1 koszulkę - z lumpeksu zresztą. Ewentualnie, może mieli też jakiś wpływ na punkt ostatni. A cały ten dobytek nie wiadomo kiedy i za czyją właściwie sprawą tak się rozrósł)
Pierwsza Kolejowa Pasja
Dodatkowo życia nie ułatwia most widoczny z okien mieszkania, który pokonywany jest przez znaczną część pociągów wjeżdżających lub wyjeżdżających z miasta.
Pamiętacie motyw z filmu "Pieniądze to nie wszystko"? Główną rozrywką bohaterów było odgadywanie, jaki skład właśnie przejechał przez ich wioskę. Mniej więcej tak wygląda życie Matki od dwóch lat. A zaczęło się wcześnie, gdy Pierworodny był jeszcze kilkutygodniowym berbeciem i skubaniec zawsze życzył sobie nocne karmienie w porze, gdy w oddali za oknem słychać było, albo za chwilę miało się usłyszeć, ten sam nocny pociąg. A Matka zaspana mamrotała: "Kopernik" i podawała cyca. I jakoś nigdy nie sprawdziła skąd i dokąd jechał.
Teraz Pierworodny sam już krzyczy przyklejony do szyby: "Ciuch-Ciuch!!!". A jego odkrycie należy wraz z nim celebrować i podziwiać kilka a nawet kilkanaście razy dziennie.
Nie od Prady Kreacje Pierworodnego
Codziennie trwa walka o to, co Pierworodny na siebie włoży. Oczywiście, nieodmiennie upiera się przy ubraniach z motywem pociągu. Pech - wszystko z długim rękawem.
I tu ratuje sytuację wyobraźnia dwulatka. Otóż wystarczy, że koszulka lub skarpetki są.... w paski, a Pierworodny już w tych paskach widzi, w zależności od dnia, kilometry torów lub rzędy wagonów czy równo ustawionych pociągów.
To samo widzi w łazienkowych fugach, przeszyciu na kanapie i mnóstwie innych rzeczy, w których Matka, ograniczona swą dorosłością, nigdy pociągów się nie doszukiwała - teraz musi, choćby po to, by zmobilizować dziecko do wyjścia z wanny lub założenia piżamki. Piżama z ciuchcią to w końcu +10 do dziecięcego lansu. Co z tego, że to tylko białe portki w czarne paski?
Przez dwa tygodnie Pierworodny uważał się za posiadacza najpiękniejszej czapki świata. W poszukiwaniu tegoż cudownego nakrycia głowy przez kilka wieczorów, a nawet nocy, przeczesywała Matka najbardziej zawiłe zakamarki internetu. Zapłaciła. Wyczekiwała listonosza. W końcu wystała swoje w kolejce (<--o ironio) na osiedlowej poczcie. To wszystko, by wręczyć Pierworodnemu czapkę z George'm, braciszkiem Świnki Peppy. Dwa tygodnie trwał zachwyt, podziw i duma. Bez czapki Pierworodny nigdzie z domu się nie ruszał.
Potem przyjechał Ojciec Matki. Na dzień dobry Dziadek wręczył Pierworodnemu czapkę z lokomotywą "Tomkiem". I tak skończył się zachwyt nad czapką z George'm, wysiłek Matki też poszedł w niepamięć. A Pierworodny nigdzie z domu nie rusza się bez swojego "Tomka".
Podróż Koleją Przyćmiewa wszystko
Na wspomnienie, że niedługo będzie jechał pociągiem, zaraz ma spakowany swój plecaczek i przy drzwiach stoi gotowy do drogi, choć stopy bose, pampek pełen a na grzbiecie piżama. W dzień, na który wycieczka jest zaplanowana, z nadmiernej ekscytacji wstaje przynajmniej godzinę wcześniej niż zwykle, a energia tak go rozsadza, że, gdy ostatnim razem doświadczał tej niewyobrażalnej przyjemności, wyczerpany zasnął po 10 minutach od zajęcia miejsca w wagonie i przespał całą podróż.
I albo brakuje Matce i Ojcu samokontroli albo aż za bardzo kochają to dziecko, bo w niedzielę zabrali Syna na wycieczkę do muzeum kolejki wąskotorowej i, rzecz jasna, na przejażdżkę takową kolejką. Na razie trwa zachwyt i duma przy każdym spojrzeniu na pamiątkowy magnes z lokomotywą z namaszczeniem przyczepiony przez Pierworodnego do lodówki. Jednak nikt, nawet skrycie, nie liczy na to, że opowieści o tych wszystkich widzianych "ciuch-ciuch" szybko się skończą.
Podziw dla Kolei Przetrwać!
wtorek, 12 sierpnia 2014
sobota, 9 sierpnia 2014
A jak Wam minął sobotni wieczór?
Zmęczony dwulatek
zamiast wejść do bloku uciekł w stronę parkingu i wpadł na sąsiada, brudząc go lodami z czekoladą.
wysmarował lodami windę.
wysmarował lodami spodnie Matki.
wlazł na siatkę z zakupami, żeby dosięgnąć domofonu (no to po malinach).
nie dojadł lodów.
niedojedzone postanowił wrzucić do siatki z zakupami (czujna Matka, mało brakowało).
wlazł w butach na kanapę.
sypnął gołą ręką żwirkiem z kuwety w kota, a zaraz potem do kociej miski z wodą (tu już refleks matczyny przysiadł).
wylał niedopity sok z kubka.
"napoił" pluszowego pieska.
plastikowymi grabkami walił w co popadnie - padło na stół i krzesło.
przelał sok z butelki do foremki do robienia babek z piasku.
ryk, bo nie chciał chleba z pasztetem tylko z dżemem.
ryk, bo nie chciał jogurtu.
zjadł prawie cały przygotowany chleb z pasztetem.
napchał pozostały chleb z pasztetem do kubka z sokiem jabłkowym.
(to dziecko dostaje zdecydowanie za dużo soku)
ryk, bo jednak chciał jogurt.
zjadł 4 łyżki jogurtu.
ryk, bo MiniMini nie przewidziało, że on akurat chce bajkę o ciuchciach.
ryk, bo gumowa kaczka powinna stać za szamponem a nie przed.
ryk, bo Matka wyjęła korek z wanienki (z trudem włożyła go więc z powrotem).
wyjął korek z wanienki.
ryk, bo Matka powiedziała coś nie po jego myśli, tylko zgodnie z prawdą.
....
A wszystko to w ciągu jednej nieopisanie długiej godziny.
Zmęczona Matka
za każdym razem ogarnęła cały sajgon będący dziełem dwulatka.
trzymała ręce przy sobie i nie posunęła się do rękoczynów.
tylko raz powiedziała brzydkie słowo, ale tak cicho, że dwulatek nie usłyszał.
przygotowała kolację.
podała jogurt.
odstawiła jogurt.
podała jogurt.
nie zwymiotowała sprzątając chleb z pasztetem maczany w soku jabłkowym (szatańskie połączenie).
wykąpała dwulatka.
ustawiła wszystkie zabawki do kąpieli, szampony i żele pod prysznic według jego wytycznych.
przeczytała bajkę i utuliła do snu.
posprzątała po kolacji.
posprzątała łazienkę, bo cały dzień nie miała kiedy.
nastawiła zmywarkę.
oprzątnęła kuchnię.
mocząc nogi w misce napisała ten tekst.
opublikowała.
padła na ryj.
zamiast wejść do bloku uciekł w stronę parkingu i wpadł na sąsiada, brudząc go lodami z czekoladą.
wysmarował lodami windę.
wysmarował lodami spodnie Matki.
wlazł na siatkę z zakupami, żeby dosięgnąć domofonu (no to po malinach).
nie dojadł lodów.
niedojedzone postanowił wrzucić do siatki z zakupami (czujna Matka, mało brakowało).
wlazł w butach na kanapę.
sypnął gołą ręką żwirkiem z kuwety w kota, a zaraz potem do kociej miski z wodą (tu już refleks matczyny przysiadł).
wylał niedopity sok z kubka.
"napoił" pluszowego pieska.
plastikowymi grabkami walił w co popadnie - padło na stół i krzesło.
przelał sok z butelki do foremki do robienia babek z piasku.
ryk, bo nie chciał chleba z pasztetem tylko z dżemem.
ryk, bo nie chciał jogurtu.
zjadł prawie cały przygotowany chleb z pasztetem.
napchał pozostały chleb z pasztetem do kubka z sokiem jabłkowym.
(to dziecko dostaje zdecydowanie za dużo soku)
ryk, bo jednak chciał jogurt.
zjadł 4 łyżki jogurtu.
ryk, bo MiniMini nie przewidziało, że on akurat chce bajkę o ciuchciach.
ryk, bo gumowa kaczka powinna stać za szamponem a nie przed.
ryk, bo Matka wyjęła korek z wanienki (z trudem włożyła go więc z powrotem).
wyjął korek z wanienki.
ryk, bo Matka powiedziała coś nie po jego myśli, tylko zgodnie z prawdą.
....
A wszystko to w ciągu jednej nieopisanie długiej godziny.
Zmęczona Matka
za każdym razem ogarnęła cały sajgon będący dziełem dwulatka.
trzymała ręce przy sobie i nie posunęła się do rękoczynów.
tylko raz powiedziała brzydkie słowo, ale tak cicho, że dwulatek nie usłyszał.
przygotowała kolację.
podała jogurt.
odstawiła jogurt.
podała jogurt.
nie zwymiotowała sprzątając chleb z pasztetem maczany w soku jabłkowym (szatańskie połączenie).
wykąpała dwulatka.
ustawiła wszystkie zabawki do kąpieli, szampony i żele pod prysznic według jego wytycznych.
przeczytała bajkę i utuliła do snu.
posprzątała po kolacji.
posprzątała łazienkę, bo cały dzień nie miała kiedy.
nastawiła zmywarkę.
oprzątnęła kuchnię.
mocząc nogi w misce napisała ten tekst.
opublikowała.
padła na ryj.
środa, 30 lipca 2014
Z cyklu wychowywać dwulatka i nie zwariować: Rozmowa typowa
Przedpołudnie. Jedno z tych, kiedy po burzliwym poranku, marzysz by nastał wreszcie wieczór. Kiedy jeszcze przed śniadaniem dom wygląda jak po przejściu huraganu. Przeskakujesz nad rozjeżdżającymi się po pokoju resorakami. Do stóp przyklejają się malutkie puzzle - Świnka Peppa jedzie pociągiem. Tu krzesło, tam spodenki, tu pampers, tam majtki, rozrzucone gazety i nocnik. Kot profilaktycznie zwiał pod łóżko w sypialni, przezorna bestia. Lipcowe słońce powoli sięga najwyższego punktu na niebie. Emocje sięgają zenitu. Tornado szaleje, siejąc zamęt, zniszczenie, a w pewnych kręgach pewnie i zgorszenie swoim gołym, odparzonym tyłkiem. Próbując w łazience doprowadzić się do stanu_jako_takiego, kiedy już jest się spóźnionym do pracy, w myślach wizualizujesz błogie, szeptane czytanie bajki na dobranoc i zamykanie za sobą drzwi sypialni...
WTEM słychać odgłosy katastrofy. Kolejnej.
To Syn Pierworodny. A jakże. Co tym razem?
Sok, słomka, szyba w oknie, kanapa, wkurzona Matka Matki. Resztę można sobie dopowiedzieć.
- Przestań! Wiesz, że tak nie można robić. Zobacz ile teraz jest sprzątania, ile pracy... Babcia przecież wczoraj tłumaczyła ci, że nie wolno tak robić, prawda? - zaczęła po raz kolejny tłumaczyć Babcia.
- Tak - potwierdził Pierworodny, po czym dodał spokojnie: - Tata.
- Co tata? Tata też ci tłumaczył?
- Tak. Mama.
- Mama też tłumaczyła?
- Tak - stwierdził dobitnie.
I poszedł.
A Babcia została. Z sokiem, słomką, szybą, kanapą i szmatą.
Przynajmniej wiadomo, że ze słuchem i pamięcią u Pierworodnego wszystko w porządku.
poniedziałek, 28 lipca 2014
...
niedziela tak leniwa, że zawstydziłaby nawet pierogi.
umysł tak leniwy, że nie ma siły dokończyć żadnej myśli.
sam brzechwa nie dodałby już ani słowa do zastanej sytuacji.
śpimy. po kolei. na zmianę. na wyrywki. wszyscy razem. każde z osobna.
i układamy. puzzle. z lokomotywą. z krówką. z kotkami. ze świnką w pociągu. ze świnką na statku. ze świnką w kosmosie. ze świnką w chmurach.
na siódmy dzień tygodnia siedem układanek. niezliczoną ilość razy
pierworodny przepadł.
składa. dokłada. przekłada. układa.
odwraca. obraca. łączy. scala. kombinuje.
brawo.
na chwilę tylko uruchomić nadprzyrodzone moce. wyłączyć tryb oszczędzania baterii.
życiowej.
resztkami silnej woli odkłada matka telefon - nie zamówi pizzy. nastawia makaron, będzie obiad.
matka zostaje bohaterką w swoim domu.
ojciec śpi.
na deser mini-mini. "tomek i przyjaciele".
pierworodny śpi.
matka śpi.
ojciec resztką sił z resztek po sobotnim przyjęciu przygotowuje tosty na kolację. zostaje bohaterem.
pierworodny kocha tosty równie mocno, co makaron.
kot śpi.
powietrze ciągnie się i lepi od swej bezczynności.
jeszcze "elmer" do poduszki. i już można. zamknąć oczy.
jeszcze coś napisać.
by się chciało. ale palce zbyt ociężałe. nawet, by zdobyć się na wysiłek użycia wielkiej litery. myśl zbyt senna, rozlazła, niemrawa. nawet tytułowi nie chciało się wymyślić.
ojciec śpi.
syn śpi.
kot śpi.
skąd ona ma tyle energii? ta ćma na ekranie.
nie wie, że lipiec? że niedziela?
zamknąć okno, nie będą wlatywać.
od pomysłu do flegmatycznej próby realizacji mija tyle czasu, że czynność traci sens. za oknem nic już nie lata. lampa nad stołem nie może opędzić się od adoratorów. wisi niewzruszona. pozwala lecieć im jak w ogień. nie odbiera nadziei.
lenistwo czy niemoc?
czas się położyć i udawać, że poniedziałkowy poranek nie nadejdzie nigdy.
zapowiadali burzę.
może. da się żyć.
morze. było by miło.
jeszcze tylko przełożyć syna do jego łóżeczka.
ciuchcia, ciuchcia. mamrocze przez sen.
tu jest. koło ciebie.
ja też jestem.
zasypiamy. snem wyczerpującym.
poniedziałek. jednak. jakże brutalny.
umysł tak leniwy, że nie ma siły dokończyć żadnej myśli.
sam brzechwa nie dodałby już ani słowa do zastanej sytuacji.
śpimy. po kolei. na zmianę. na wyrywki. wszyscy razem. każde z osobna.
i układamy. puzzle. z lokomotywą. z krówką. z kotkami. ze świnką w pociągu. ze świnką na statku. ze świnką w kosmosie. ze świnką w chmurach.
na siódmy dzień tygodnia siedem układanek. niezliczoną ilość razy
pierworodny przepadł.
składa. dokłada. przekłada. układa.
odwraca. obraca. łączy. scala. kombinuje.
brawo.
na chwilę tylko uruchomić nadprzyrodzone moce. wyłączyć tryb oszczędzania baterii.
życiowej.
resztkami silnej woli odkłada matka telefon - nie zamówi pizzy. nastawia makaron, będzie obiad.
matka zostaje bohaterką w swoim domu.
ojciec śpi.
na deser mini-mini. "tomek i przyjaciele".
pierworodny śpi.
matka śpi.
ojciec resztką sił z resztek po sobotnim przyjęciu przygotowuje tosty na kolację. zostaje bohaterem.
pierworodny kocha tosty równie mocno, co makaron.
kot śpi.
powietrze ciągnie się i lepi od swej bezczynności.
jeszcze "elmer" do poduszki. i już można. zamknąć oczy.
jeszcze coś napisać.
by się chciało. ale palce zbyt ociężałe. nawet, by zdobyć się na wysiłek użycia wielkiej litery. myśl zbyt senna, rozlazła, niemrawa. nawet tytułowi nie chciało się wymyślić.
ojciec śpi.
syn śpi.
kot śpi.
skąd ona ma tyle energii? ta ćma na ekranie.
nie wie, że lipiec? że niedziela?
zamknąć okno, nie będą wlatywać.
od pomysłu do flegmatycznej próby realizacji mija tyle czasu, że czynność traci sens. za oknem nic już nie lata. lampa nad stołem nie może opędzić się od adoratorów. wisi niewzruszona. pozwala lecieć im jak w ogień. nie odbiera nadziei.
lenistwo czy niemoc?
czas się położyć i udawać, że poniedziałkowy poranek nie nadejdzie nigdy.
zapowiadali burzę.
może. da się żyć.
morze. było by miło.
jeszcze tylko przełożyć syna do jego łóżeczka.
ciuchcia, ciuchcia. mamrocze przez sen.
tu jest. koło ciebie.
ja też jestem.
zasypiamy. snem wyczerpującym.
poniedziałek. jednak. jakże brutalny.
środa, 23 lipca 2014
Wspomnienia z Jarocina. Na wyrywki
Matka wróciła. Zmęczona i wypoczęta zarazem. Szczęśliwa i jednocześnie stęskinona za rodziną. Wciąż dochodzi do siebie.
Może jednak z tym Jarocinem przeholowała? Może trzeba było stopniowo przyzwyczajać organizm? Może 3-dniowy wypad, spanie w namiocie, lipcowe upały, rock&roll'owe koncerty, ludzie poznani nie przy piaskownicy, ale przy piwie to już za dużo... Matka ma w końcu swoje lata... Może trzeba było na początek... nie wiem... może do opery się wybrać i sączyć kieliszek szampana?
Ale stało się. I było cudnie.
Okazało się, że przez ostatnie 3 lata świat się nie zatrzymał, a punk nadal nie umarł.
Pakowanie
Śpiwory. Matka i Ojciec mają dwa. Jeden - panieński Matki, lżejszy, ale swoje już w życiu przeszedł i należy mu się emerytura, drugi - kawalerski Ojca, ciężki, za to ciepły i wygodny. Matka zastanawiała się, który zabrać.
- Weź ten lekki - podpowiada Ojciec.
- Ale on jest niewygodny - marudzi Matka.
- Po pijaku będzie ci wszystko jedno.
- Ten Twój jest dużo lepszy.
- Tym bardziej weź swój. Nie będzie szkoda jak zarzygasz.
Po chwili jeszcze dodaje:
- I tylko nie pal!
- No dobra to biorę ten gorszy śpiwór - temat śpiwora jednak wydaje się wygodniejszy.
- Pijana będziesz to...
Nie zdążył dokończyć, jak wtrąca się przerażona dyskusją Matka Matki, tak jakby po tylu latach jeszcze nie zawsze wyłapywała ich żarty.
- Jak to pijana!?!? Ty jej zabroń!!! - żąda kategorycznie.
- A co ja jej mam zabraniać? - odpowiada Ojciec ze stoickim spokojem. - Dorosła jest! Zresztą nie ja się będę wstydził. To Twoja córka.
Przykład. Z gatunku tych łagodnych.
... na temat znajomej dziewczyny:
Kolega 1: - Ale powiedz, co z nią jest? - pytanie skierowane do Matki.
Kolega 2: - Nawet się całować nie chce.
Kolega 1: - Jak nie chce?
Kolega 2: - No chce. Ale krótko.
Kolega 1: - No tak - stwierdził ze zrozumieniem, po czym dodał gwoli wyjaśnienia: - A krótko się nie liczy.
Rozbawił do łez. Dlatego przekonał.
Rano.
- Po co człowiekowi są linie papilarne?
- Żeby się nie ślizgał.
Pierwsze Nieoficjalne Jarocińskie Spotkania Blogosfery Parentingowej
Wiecie, generalnie to Matka nie pali... Ale z Jadźką umówiła się na papierosa. W domyśle chyba jednego. Trzy spaliła. A w ich trakcie poruszono multum tematów. Było o Pink Floydach, o nianiach do dzieci, o większości, klasycznych już, polskich kapel punkowych, o nastoletnim buncie, o tym kto w domu trzyma kasę, o blogach, o blogerach, o tym gdzie leży Poznań...
Było to pierwsze takie spotkanie w karierze Matki. W związku z tym jedynie Jadźka może Wam zaświadczyć, że Matka istnieje naprawdę i nie jest starym, grubym facetem z bogatą wyobraźnią i dostępem do internetu.
Wracać czas...
Ostatni etap podróży przyszło Matce przeżyć już samotnie w nocnym pociągu. Po drodze, z powodu remontów, czekała ją jeszcze przesiadka w zastępczego busa i potem z powrotem w pociąg. Podczas przesiadki okazało się, że w pociągu była jedyną kobietą. W busie, wypełnionym co do jednego miejsca, okazało się, że chociaż sama ma oczy na zapałki, wszyscy inni pasażerowie są bardziej śpiący od niej. Sąsiad z siedzenia obok, wyjątkowo rosły, żeby nie powiedzieć przypakowany, zasnął jej na ramieniu. Z powodu ciężaru ledwie mogła oddychać. Na szczęście nie posunął się dalej niż do przytulania. Dojechali do końca trasy busa. Wszyscy wysiadają i idą w jednym kierunku. Matka na wpół przytomna nie bardzo ogarnia dokąd, ale trzyma się tłumu. W pewnym momencie orientuje się, że dworzec kolejowy zostawili po drugiej stronie ulicy a wszyscy po kolei wchodzą do budynku naprzeciwko - ciemno jest, ciężko stwierdzić co to za budynek.
- Przepraszam bardzo, a panowie to gdzie idą?
- Wracamy do wojska.
- A to nie, dziękuję.
Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej
Matka wytęskniona do granic możliwości. Tymczasem Syn...
Syn nie zauważył zniknięcia Matki. Nie wiadomo czy się cieszyć czy być tym faktem zaniepokojoną. Na wszelki wypadek, po całej tej dawce Luzu!, którego zażyła w weekend, Matka wybiera pierwszą opcję i nagminnie odgania myśl, że jej Syneczek już jej nie kocha i woli Tatusia.
Może jednak z tym Jarocinem przeholowała? Może trzeba było stopniowo przyzwyczajać organizm? Może 3-dniowy wypad, spanie w namiocie, lipcowe upały, rock&roll'owe koncerty, ludzie poznani nie przy piaskownicy, ale przy piwie to już za dużo... Matka ma w końcu swoje lata... Może trzeba było na początek... nie wiem... może do opery się wybrać i sączyć kieliszek szampana?
Ale stało się. I było cudnie.
Okazało się, że przez ostatnie 3 lata świat się nie zatrzymał, a punk nadal nie umarł.
Pakowanie
Śpiwory. Matka i Ojciec mają dwa. Jeden - panieński Matki, lżejszy, ale swoje już w życiu przeszedł i należy mu się emerytura, drugi - kawalerski Ojca, ciężki, za to ciepły i wygodny. Matka zastanawiała się, który zabrać.
- Weź ten lekki - podpowiada Ojciec.
- Ale on jest niewygodny - marudzi Matka.
- Po pijaku będzie ci wszystko jedno.
- Ten Twój jest dużo lepszy.
- Tym bardziej weź swój. Nie będzie szkoda jak zarzygasz.
Po chwili jeszcze dodaje:
- I tylko nie pal!
- No dobra to biorę ten gorszy śpiwór - temat śpiwora jednak wydaje się wygodniejszy.
- Pijana będziesz to...
Nie zdążył dokończyć, jak wtrąca się przerażona dyskusją Matka Matki, tak jakby po tylu latach jeszcze nie zawsze wyłapywała ich żarty.
- Jak to pijana!?!? Ty jej zabroń!!! - żąda kategorycznie.
- A co ja jej mam zabraniać? - odpowiada Ojciec ze stoickim spokojem. - Dorosła jest! Zresztą nie ja się będę wstydził. To Twoja córka.
I tak każda pakowana rzecz przysparzała kolejnych dylematów.
Żeby koledzy Matce nie zarzucili, że zabrała mnóstwo niepotrzebnych bzdur, żeby jej nie wypominali, że wzięła ze sobą graty typu kwiatek w doniczce, aby w namiocie było przytulniej, buty na obcasie, bo nigdy nic nie wiadomo czy suszarkę do włosów, bo zawsze może się przydać, starała się Matka ograniczyć bagaże do minimum - same praktyczne rzeczy. A i tak, na dzień przed wyjazdem, stwierdzono, że jej plecak ze stelażem to przesada.
I co?
Dojechała Matka na umówione miejsce z jednym, fakt, że dużym, ale jednym(!) plecakiem na plecach i torbą z namiotem w dłoni i co zobaczyła?... facetów z reklamówkami, woreczkami, plecakami, torbami, śpiworami, namiotami itd. A co w tych reklamówkach, woreczkach, plecakach, torbach itd? Oto jest zagadka. Nie było na przykład obiecanej ładowarki samochodowej do telefonu, ale... był przyrząd do robienia baniek mydlanych. Szczoteczka do zębów niekoniecznie została potraktowana, ani tym bardziej zabrana, jako artykuł pierwszej potrzeby, ale... była szisza i różne smaki tytoniu do niej. Nie było rozpałki do grilla (cyt. "Po co?" - 3 godziny później wiedzieli już po co), ale była musztarda. A w samochodzie można też było znaleźć na przykład żelazko.
Jednak byłaby Matka niesprawiedliwa, gdyby nie przyznała, że takie "męskie" pakowanie ma też swoje plusy. Praktyczny mężczyzna bierze ze sobą nie tylko zapasowy ręcznik, ale i zapasowy namiot (na wszelki wypadek). Kobieta, której się tylko wydawało, że jest praktyczna, bierze ze sobą namiot, po czym na miejscu okazuje się, że nie ma on tropiku. Swoją drogą trzeba być strasznym chamem, by pożyczyć od kogoś namiot i bez słowa oddać go w takim stanie.
No to w drogę...
I co?
Dojechała Matka na umówione miejsce z jednym, fakt, że dużym, ale jednym(!) plecakiem na plecach i torbą z namiotem w dłoni i co zobaczyła?... facetów z reklamówkami, woreczkami, plecakami, torbami, śpiworami, namiotami itd. A co w tych reklamówkach, woreczkach, plecakach, torbach itd? Oto jest zagadka. Nie było na przykład obiecanej ładowarki samochodowej do telefonu, ale... był przyrząd do robienia baniek mydlanych. Szczoteczka do zębów niekoniecznie została potraktowana, ani tym bardziej zabrana, jako artykuł pierwszej potrzeby, ale... była szisza i różne smaki tytoniu do niej. Nie było rozpałki do grilla (cyt. "Po co?" - 3 godziny później wiedzieli już po co), ale była musztarda. A w samochodzie można też było znaleźć na przykład żelazko.
Jednak byłaby Matka niesprawiedliwa, gdyby nie przyznała, że takie "męskie" pakowanie ma też swoje plusy. Praktyczny mężczyzna bierze ze sobą nie tylko zapasowy ręcznik, ale i zapasowy namiot (na wszelki wypadek). Kobieta, której się tylko wydawało, że jest praktyczna, bierze ze sobą namiot, po czym na miejscu okazuje się, że nie ma on tropiku. Swoją drogą trzeba być strasznym chamem, by pożyczyć od kogoś namiot i bez słowa oddać go w takim stanie.
No to w drogę...
Spontaniczność wyjazdów z mężczyznami jest powalająca. Tuż przed samym Jarocinem zakomunikowali przerażonej Matce, że wcale nie jadą na pole namiotowe. Znów ktoś znał kogoś, a ten znał kogoś, a tamten ktoś na festiwal do Jarocina przyjeżdża od 1988... I tak wylądowali z ekipą zebraną z całej Polski, rozbici na dziko, ale uwaga! z własnym, prywatnym, toi toi'em zamykanym na kluczyk. Pełen profesjonalizm: własna kosiarka do trawy, żeby móc wygodnie rozbić namioty, zaprzyjaźnieni właściciele pobliskiej posesji i możliwość skorzystania z ich łazienki z prysznicem z hydromasażem... Luksus, panie, luksus.
O czym rozmawiają faceci?
Pierwsze pół godziny w aucie. Co do przewidzenia, było o ostatnim mundialu, było o samochodach. Ale, gdy jeszcze przed wyjazdem Matka zastanawiała się nad męskimi tematami, nie uwzględniła jednego faktu. Trzech mężczyzn to nic. Trzech budowlańców to dopiero hard core.
O czym rozmawiają faceci?
Pierwsze pół godziny w aucie. Co do przewidzenia, było o ostatnim mundialu, było o samochodach. Ale, gdy jeszcze przed wyjazdem Matka zastanawiała się nad męskimi tematami, nie uwzględniła jednego faktu. Trzech mężczyzn to nic. Trzech budowlańców to dopiero hard core.
- Ale ci dwaj to drogowcy. My ich tak nie poważamy ;-) - powiedział Matce na ucho dla uspokojenia ten trzeci, architekt.
Trzy dyskusje na temat węzłów komunikacyjnych na krajowej "piętnastce" zaliczono już w ciągu pierwszych 50 km podróży.
O czym tak naprawdę rozmawiają faceci?
O czym tak naprawdę rozmawiają na męskich wypadach przekonała się Matka bardzo szybko. Do teraz nie jest pewna, czy chciała wiedzieć. Nie bardzo też wiadomo czy bardziej traktowana była jak specjalistka od psychiki kobiet (z dodatkową specjalizacją i praktycznym doświadczeniem w podgrupie "żony") czy jako kolejny kumpel, robiący za tzw. skrzydłowego.
Trzy dyskusje na temat węzłów komunikacyjnych na krajowej "piętnastce" zaliczono już w ciągu pierwszych 50 km podróży.
O czym tak naprawdę rozmawiają faceci?
O czym tak naprawdę rozmawiają na męskich wypadach przekonała się Matka bardzo szybko. Do teraz nie jest pewna, czy chciała wiedzieć. Nie bardzo też wiadomo czy bardziej traktowana była jak specjalistka od psychiki kobiet (z dodatkową specjalizacją i praktycznym doświadczeniem w podgrupie "żony") czy jako kolejny kumpel, robiący za tzw. skrzydłowego.
Przykład. Z gatunku tych łagodnych.
... na temat znajomej dziewczyny:
Kolega 1: - Ale powiedz, co z nią jest? - pytanie skierowane do Matki.
Kolega 2: - Nawet się całować nie chce.
Kolega 1: - Jak nie chce?
Kolega 2: - No chce. Ale krótko.
Kolega 1: - No tak - stwierdził ze zrozumieniem, po czym dodał gwoli wyjaśnienia: - A krótko się nie liczy.
W każdym mężczyźnie jest trochę dziecka
Przyzwyczajona jest Matka do wybywania z domu jak sójka za morze. Do częstego spóźniania się i chodzenia drogami innymi niż zaplanowała. Przyzwyczajona jest, bo na co dzień obcuje z dwulatkiem.
Nieoczekiwanie jednak weekend z kolegami pozwolił docenić zdolności organizacyjne mocno nieletniego Syna, jego punktualność, poukładanie i życiowe ogarnięcie.
Notorycznie bowiem spóźniali się na koncerty, na które chcieli się wybrać, kilkukrotnie trafiając dopiero na ostatni bis. Gdy wybrali się na basen, nieopodal placu festiwalowego, szli przeszło 4 godziny - zahaczając "po drodze" nawet o muzeum, co by kultury trochę liznąć. A w ciągu tych 4 godzin najczęstszym zdaniem jakie Matka słyszała było: "- Wypijemy tylko piwo i idziemy". Zaplanowane pójście na Rynek nie doszło do skutku. A drugiego dnia festiwalu, podczas szwendania po parku Kolega nagle doznał olśnienia i stwierdził pod nosem: - Aaa, bo my przecież w Jarocinie jesteśmy.
Przyzwyczajona jest Matka do wybywania z domu jak sójka za morze. Do częstego spóźniania się i chodzenia drogami innymi niż zaplanowała. Przyzwyczajona jest, bo na co dzień obcuje z dwulatkiem.
Nieoczekiwanie jednak weekend z kolegami pozwolił docenić zdolności organizacyjne mocno nieletniego Syna, jego punktualność, poukładanie i życiowe ogarnięcie.
Notorycznie bowiem spóźniali się na koncerty, na które chcieli się wybrać, kilkukrotnie trafiając dopiero na ostatni bis. Gdy wybrali się na basen, nieopodal placu festiwalowego, szli przeszło 4 godziny - zahaczając "po drodze" nawet o muzeum, co by kultury trochę liznąć. A w ciągu tych 4 godzin najczęstszym zdaniem jakie Matka słyszała było: "- Wypijemy tylko piwo i idziemy". Zaplanowane pójście na Rynek nie doszło do skutku. A drugiego dnia festiwalu, podczas szwendania po parku Kolega nagle doznał olśnienia i stwierdził pod nosem: - Aaa, bo my przecież w Jarocinie jesteśmy.
Absurd gonił absurd
Koncerty trwają w najlepsze. Jeden z kolegów zgłodniał. Dlatego ze wszystkich sił próbuje przekonać resztę o wyższości gorącej zupy nad piwem, na które właśnie się wybierają:
- Na piwo chcecie iść? A może chodźmy na grochówkę? - Widząc brak zrozumienia w oczach wytacza poważne argumenty - Zobaczcie, tyle samo kosztuje a ma mniej kalorii...Rozbawił do łez. Dlatego przekonał.
Rano.
- Po co człowiekowi są linie papilarne?
- Żeby się nie ślizgał.
Pierwsze Nieoficjalne Jarocińskie Spotkania Blogosfery Parentingowej
Wiecie, generalnie to Matka nie pali... Ale z Jadźką umówiła się na papierosa. W domyśle chyba jednego. Trzy spaliła. A w ich trakcie poruszono multum tematów. Było o Pink Floydach, o nianiach do dzieci, o większości, klasycznych już, polskich kapel punkowych, o nastoletnim buncie, o tym kto w domu trzyma kasę, o blogach, o blogerach, o tym gdzie leży Poznań...
Było to pierwsze takie spotkanie w karierze Matki. W związku z tym jedynie Jadźka może Wam zaświadczyć, że Matka istnieje naprawdę i nie jest starym, grubym facetem z bogatą wyobraźnią i dostępem do internetu.
Wracać czas...
Ostatni etap podróży przyszło Matce przeżyć już samotnie w nocnym pociągu. Po drodze, z powodu remontów, czekała ją jeszcze przesiadka w zastępczego busa i potem z powrotem w pociąg. Podczas przesiadki okazało się, że w pociągu była jedyną kobietą. W busie, wypełnionym co do jednego miejsca, okazało się, że chociaż sama ma oczy na zapałki, wszyscy inni pasażerowie są bardziej śpiący od niej. Sąsiad z siedzenia obok, wyjątkowo rosły, żeby nie powiedzieć przypakowany, zasnął jej na ramieniu. Z powodu ciężaru ledwie mogła oddychać. Na szczęście nie posunął się dalej niż do przytulania. Dojechali do końca trasy busa. Wszyscy wysiadają i idą w jednym kierunku. Matka na wpół przytomna nie bardzo ogarnia dokąd, ale trzyma się tłumu. W pewnym momencie orientuje się, że dworzec kolejowy zostawili po drugiej stronie ulicy a wszyscy po kolei wchodzą do budynku naprzeciwko - ciemno jest, ciężko stwierdzić co to za budynek.
- Przepraszam bardzo, a panowie to gdzie idą?
- Wracamy do wojska.
- A to nie, dziękuję.
Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej
Matka wytęskniona do granic możliwości. Tymczasem Syn...
Syn nie zauważył zniknięcia Matki. Nie wiadomo czy się cieszyć czy być tym faktem zaniepokojoną. Na wszelki wypadek, po całej tej dawce Luzu!, którego zażyła w weekend, Matka wybiera pierwszą opcję i nagminnie odgania myśl, że jej Syneczek już jej nie kocha i woli Tatusia.
Wieczór po powrocie.
Siedzi na wpół przytomna Matka na kanapie. Marzy o tym żeby się wreszcie wyspać. Tuż przy niej toczą się normalne rozmowy Ojca z Matką Matki, czyli Teściową. W wyniku zmęczenia możliwości percepcyjne Matki są silnie ograniczone i nie wytrzymuje ona zawrotnego tempa dyskusji. Czyli że gubi się już przy drugim zdaniu i strzela jakąś głupotą. Na co Ojciec zwraca się do Teściowej:
- Widzisz? Tylko 3 dni jej nie było a wróciła kompletnie odmieniona. Ja nie wiem, co tu za baba siedzi? Gdzie tamta kobieta? Gdzie ta inteligencja, gdzie to wszystko w czym się zakochałem...
I jeszcze jedno Matka Wam powie
jeśli zobaczycie dziecko w czarnej koszulce z napisem "Punk's not dead" - to moje :-)
Znaczy... Matka pamiątki przywiozła.
Siedzi na wpół przytomna Matka na kanapie. Marzy o tym żeby się wreszcie wyspać. Tuż przy niej toczą się normalne rozmowy Ojca z Matką Matki, czyli Teściową. W wyniku zmęczenia możliwości percepcyjne Matki są silnie ograniczone i nie wytrzymuje ona zawrotnego tempa dyskusji. Czyli że gubi się już przy drugim zdaniu i strzela jakąś głupotą. Na co Ojciec zwraca się do Teściowej:
- Widzisz? Tylko 3 dni jej nie było a wróciła kompletnie odmieniona. Ja nie wiem, co tu za baba siedzi? Gdzie tamta kobieta? Gdzie ta inteligencja, gdzie to wszystko w czym się zakochałem...
I jeszcze jedno Matka Wam powie
jeśli zobaczycie dziecko w czarnej koszulce z napisem "Punk's not dead" - to moje :-)
Znaczy... Matka pamiątki przywiozła.
piątek, 18 lipca 2014
Sterta
Wieczór.
Zostawiając za sobą uchylone drzwi, cichutko wychodzę z sypialni wypełnionej spokojnym, ciepłym oddechem.
W głowie majaczą mi jeszcze zdania i obrazy z książki, której znów nie doczekał końca.
Śpi.
Wtulony w moją poduszkę.
Wtulony w pluszowego pieska. W pluszowego misia. I słonia. Tego dużego, od Dziadka. Wtulony w zajączka. I jeszcze drugiego zajączka. I jaśka ubranego w poszewkę z lokomotywą. We wszystko na raz.
Najdłużej w procesie zasypiania trwa znalezienie dogodnej pozycji, która uwzględni wtulenie się w to wszystko.
I pomyśleć, że tak niedawno jako przytulankę zabierał do łóżka plastikowy kubeczek. Czasem dwa. Albo piłkę. Kanciasty pociąg z klocków czy samochodzik.
Zasypia zasłuchany w szeptaną opowieść o chłopcu, który "nie był ani bardzo grzeczny, ani bardzo niegrzeczny". Brzmi znajomo.
Dzień dobiegł końca.
Cisza
W przedpokoju mijam niedbale rzucone sandałki w rozmiarze 26.
W łazience wisi mokry ręcznik z Kubusiem Puchatkiem. Wzdłuż ściany stoją i suszą się gumowe zwierzątka we wszystkich kolorach świata. Przy całym swym niepoważnym wyglądzie ze wszystkich sił starają się nie kłuć dorosłego wzroku, by znów nie wylądować wepchniętymi w koszyk, czekając całą dobę na małe łapki, które wśród śmiechów i pokrzykiwań uwolnią je dopiero następnego dnia. Czasem im się udaje. Nie dzisiaj.
Cisza.
Dzień dobiegł końca.
Prawdopodobnie nie wydarzy się już nic bardzo ważnego. Nieważnym jest przecież czytanie książki. Mało to książek się w życiu przeczytało? Nauka pierwszych liter to jest naprawdę ważne. Niczym szczególnym jest przygotowywanie zapraw z czerwonych porzeczek. Zjedzenie aż 4 kanapek z dżemem do śniadania to jest wyczyn. Film? Nuda. Czym jest w obliczu odkrycia Księżyca albo przy pierwszym samodzielnym ułożeniu puzzli z 35 elementów?
Już nic ważniejszego niż zapewnienie bezpiecznego snu i doczekanie poranka nie będzie miało miejsca.
W kuchni, na talerzu niedojedzona skórka od chleba. Zostanie dla ptaków.
Spod kanapy wystaje jakiś niesprzątnięty samochodzik. Musiał być dziś bardzo zmęczony. Zawsze dba, by wszystkie auta były na swoim miejscu. Jeden rzut oka i inwentaryzacja przeprowadzona - nie wiadomo jak on to robi, ale wiadomo, którego autka brakuje.
I jeszcze ta sterta na komodzie.
Spodnie, które wytarły niezliczone metry podłóg i chodników, otarły się o ściany, ławki, piaskownice, zjeżdżalnie i trawniki. Skarpetki, które tylko dziś przemierzyły całe kilometry w poszukiwaniu nowych wrażeń. Koszulka, z którą podzielił się śniadaniem, obiadem i kolacją. I lodami. Nimi dzielił wyjątkowo hojnie.
Nim zdecyduję czy coś z tego nadaje się do ponownego użytku, bezwiednie przykładam błękitną bluzeczkę do twarzy. Nozdrza bez świadomości umysłu chłoną cudowny zapach niewinności. Zapach dziesiątek przygód, mnóstwa odkryć i zadziwień, małych i wielkich radości, smutków tak rozdzierających serce, jakby złorzeczyły koniec świata...
hhhhmmmmm
Pachnie jak miłość.
Dzień dobiegł końca.
Zostawiając za sobą uchylone drzwi, cichutko wychodzę z sypialni wypełnionej spokojnym, ciepłym oddechem.
W głowie majaczą mi jeszcze zdania i obrazy z książki, której znów nie doczekał końca.
Śpi.
Wtulony w moją poduszkę.
Wtulony w pluszowego pieska. W pluszowego misia. I słonia. Tego dużego, od Dziadka. Wtulony w zajączka. I jeszcze drugiego zajączka. I jaśka ubranego w poszewkę z lokomotywą. We wszystko na raz.
Najdłużej w procesie zasypiania trwa znalezienie dogodnej pozycji, która uwzględni wtulenie się w to wszystko.
I pomyśleć, że tak niedawno jako przytulankę zabierał do łóżka plastikowy kubeczek. Czasem dwa. Albo piłkę. Kanciasty pociąg z klocków czy samochodzik.
Zasypia zasłuchany w szeptaną opowieść o chłopcu, który "nie był ani bardzo grzeczny, ani bardzo niegrzeczny". Brzmi znajomo.
Dzień dobiegł końca.
Cisza
W przedpokoju mijam niedbale rzucone sandałki w rozmiarze 26.
W łazience wisi mokry ręcznik z Kubusiem Puchatkiem. Wzdłuż ściany stoją i suszą się gumowe zwierzątka we wszystkich kolorach świata. Przy całym swym niepoważnym wyglądzie ze wszystkich sił starają się nie kłuć dorosłego wzroku, by znów nie wylądować wepchniętymi w koszyk, czekając całą dobę na małe łapki, które wśród śmiechów i pokrzykiwań uwolnią je dopiero następnego dnia. Czasem im się udaje. Nie dzisiaj.
Cisza.
Dzień dobiegł końca.
Prawdopodobnie nie wydarzy się już nic bardzo ważnego. Nieważnym jest przecież czytanie książki. Mało to książek się w życiu przeczytało? Nauka pierwszych liter to jest naprawdę ważne. Niczym szczególnym jest przygotowywanie zapraw z czerwonych porzeczek. Zjedzenie aż 4 kanapek z dżemem do śniadania to jest wyczyn. Film? Nuda. Czym jest w obliczu odkrycia Księżyca albo przy pierwszym samodzielnym ułożeniu puzzli z 35 elementów?
Już nic ważniejszego niż zapewnienie bezpiecznego snu i doczekanie poranka nie będzie miało miejsca.
W kuchni, na talerzu niedojedzona skórka od chleba. Zostanie dla ptaków.
Spod kanapy wystaje jakiś niesprzątnięty samochodzik. Musiał być dziś bardzo zmęczony. Zawsze dba, by wszystkie auta były na swoim miejscu. Jeden rzut oka i inwentaryzacja przeprowadzona - nie wiadomo jak on to robi, ale wiadomo, którego autka brakuje.
I jeszcze ta sterta na komodzie.
Spodnie, które wytarły niezliczone metry podłóg i chodników, otarły się o ściany, ławki, piaskownice, zjeżdżalnie i trawniki. Skarpetki, które tylko dziś przemierzyły całe kilometry w poszukiwaniu nowych wrażeń. Koszulka, z którą podzielił się śniadaniem, obiadem i kolacją. I lodami. Nimi dzielił wyjątkowo hojnie.
Nim zdecyduję czy coś z tego nadaje się do ponownego użytku, bezwiednie przykładam błękitną bluzeczkę do twarzy. Nozdrza bez świadomości umysłu chłoną cudowny zapach niewinności. Zapach dziesiątek przygód, mnóstwa odkryć i zadziwień, małych i wielkich radości, smutków tak rozdzierających serce, jakby złorzeczyły koniec świata...
hhhhmmmmm
Pachnie jak miłość.
Dzień dobiegł końca.
środa, 16 lipca 2014
Matka's not dead!
Stało się. Ruszyła operacja logistyczna skomplikowana bardziej niż odbicie zakładników z rąk somalijskich piratów czy innych arabskich terrorystów. Jej skutki odczuje znacznie więcej osób niż mogło by się wydawać.
Matka, Syn Pierworodny i Ojciec Pierworodnego to dopiero początek. A gdzie tu jeszcze Babcia, Siostra Babci, bliżsi i dalsi krewni i znajomi, od kilku do kilkunastu pracowników Ojca...
Efekt ma być taki, że Matka po raz pierwszy odkąd jest matką wybędzie z domu. I to jak? Z hukiem! Z pompą! I nie tak sobie po prostu. Nie, że na godzinkę z koleżanką na kawę.
Matka wybędzie na 3 dni i 3 noce.
Matka pojedzie do Jarocina!!!
I nie, że se domek nad jakimś jeziorem wynajmie i będzie ryby łowić.
Nie, że na działkę do ciotki kuzynki szwagra teścia jeść pyry i gzik z rzodkiewką
Nieee
Matka na festiwal pojedzie. o!
Tak, tak, na TEN festiwal. Co kiedyś był mekką zbuntowanych nastolatków PRLu a teraz jest piknikiem rodzinnym dla starych punkowców.
Matce już niestety bliżej do starego punkowca niż zbuntowanej nastolatki. No to jedzie. Obada sytuację i sprawdzi czy za rok jechać z Synem.
A póki co jedzie sama.
To znaczy nie tak całkiem sama. Z ekipą.
I jest nadzieja, że przez te 3 dni i 3 noce nie będzie gadać wyłącznie o dziecku. Bo Matka jedzie na męski wypad. Czyli że z samymi facetami. Tak się jakoś złożyło.
W dodatku Matka tak dobrze to zna jednego z nich. On zna dobrze drugiego. A ten drugi zna trzeciego.
To wiadomo, że się Matka będzie hamować, żeby na oszołomkę, co żyje tylko własnym dzieckiem nie wyjść przed obcymi ludźmi. Pytanie, czy przygotowywać się z jakichś męskich tematów? Trwa jeszcze to euro w Brazylii? Jak tam nasi?
O czym rozmawiają mężczyźni na męskich wypadach?
Czy na pewno chcę wiedzieć?
I oczywiście poza tym, że się Matka cieszy, że będą ludzie, że będzie fajnie, że muzyka, piwo, pogo, lato i mała beztroska, że prawie jak dawniej, że namiot, śpiwór, karimata, że koncerty, klimat, rock&roll...
...to kurde blaszka dziwnie tak bez Ojca. Nieswojo. Od dziesięciu lat to z nim się szlaja przecież po świecie. W tym po koncertach i festiwalach.
A bez Pierworodnego? No jak to? Zatęskni się przecież.
Nie on. Matka.
I gada Matka we wtorek na fejsie z Kolegą, z którym jedzie. W międzyczasie zastanawia się czy brać zmywacz do paznokci? Bo taki fajny lakier kupiła, trzeci dzień już trzyma. To i taki festiwal powinien przetrzymać. Ale jak jednak będzie odprysk to nie zdzierży... Brać ten zmywacz czy szkoda miejsca? Ot, takie dylematy kobiety przed 30-ką. A Kolega? W myślach jej czyta czy co? Fakt, wie jak się Matka cieszy na wyjazd...
- Tylko Ty się czasem już nie pakuj! Wystarczy jak w czwartek zaczniesz.
- Najlepiej mi zrób listę rzeczy do zabrania.
- Mydło, szczoteczka i portfel. Styknie.
A po chwili dopisek.
- Ale jak użyjesz Rexona 72h to dwa pierwsze możesz skreślić.
Matka rozmyśla o zmywaczu a Kolega, bardziej praktyczny, o korkociągu.
- Nie wiem czy brać, bo ochrona to jako broń traktuje.
- Ty nie wiesz, co można zrobić takim korkociągiem. Ja wiem, bo jestem matką dwulatka. A to oznacza, że przez 2 lata moja wyobraźnia wzbogaciła się o sfery niewyobrażalne...
- Zatem uzyskujesz stopień specjalistki w tej dziedzinie = bierzesz korkociąg i popitę.
Tak że tego... zapowiada się Matce prawdziwy survival.
A jeśli wróci z irokezem i wygoloną połową głowy to znak, że pora kończyć z blogiem. Albo zacząć z nowym: "Matka, Nie Luzuj!", bo ci szkodzi.
P.S. Post z opóźnieniem, bo zagadywała mnie jedna taka z Konina ;-)
Matka, Syn Pierworodny i Ojciec Pierworodnego to dopiero początek. A gdzie tu jeszcze Babcia, Siostra Babci, bliżsi i dalsi krewni i znajomi, od kilku do kilkunastu pracowników Ojca...
Efekt ma być taki, że Matka po raz pierwszy odkąd jest matką wybędzie z domu. I to jak? Z hukiem! Z pompą! I nie tak sobie po prostu. Nie, że na godzinkę z koleżanką na kawę.
Matka wybędzie na 3 dni i 3 noce.
Matka pojedzie do Jarocina!!!
I nie, że se domek nad jakimś jeziorem wynajmie i będzie ryby łowić.
Nie, że na działkę do ciotki kuzynki szwagra teścia jeść pyry i gzik z rzodkiewką
Nieee
Matka na festiwal pojedzie. o!
Tak, tak, na TEN festiwal. Co kiedyś był mekką zbuntowanych nastolatków PRLu a teraz jest piknikiem rodzinnym dla starych punkowców.
Matce już niestety bliżej do starego punkowca niż zbuntowanej nastolatki. No to jedzie. Obada sytuację i sprawdzi czy za rok jechać z Synem.
A póki co jedzie sama.
To znaczy nie tak całkiem sama. Z ekipą.
I jest nadzieja, że przez te 3 dni i 3 noce nie będzie gadać wyłącznie o dziecku. Bo Matka jedzie na męski wypad. Czyli że z samymi facetami. Tak się jakoś złożyło.
W dodatku Matka tak dobrze to zna jednego z nich. On zna dobrze drugiego. A ten drugi zna trzeciego.
To wiadomo, że się Matka będzie hamować, żeby na oszołomkę, co żyje tylko własnym dzieckiem nie wyjść przed obcymi ludźmi. Pytanie, czy przygotowywać się z jakichś męskich tematów? Trwa jeszcze to euro w Brazylii? Jak tam nasi?
O czym rozmawiają mężczyźni na męskich wypadach?
Czy na pewno chcę wiedzieć?
I oczywiście poza tym, że się Matka cieszy, że będą ludzie, że będzie fajnie, że muzyka, piwo, pogo, lato i mała beztroska, że prawie jak dawniej, że namiot, śpiwór, karimata, że koncerty, klimat, rock&roll...
...to kurde blaszka dziwnie tak bez Ojca. Nieswojo. Od dziesięciu lat to z nim się szlaja przecież po świecie. W tym po koncertach i festiwalach.
A bez Pierworodnego? No jak to? Zatęskni się przecież.
Nie on. Matka.
I gada Matka we wtorek na fejsie z Kolegą, z którym jedzie. W międzyczasie zastanawia się czy brać zmywacz do paznokci? Bo taki fajny lakier kupiła, trzeci dzień już trzyma. To i taki festiwal powinien przetrzymać. Ale jak jednak będzie odprysk to nie zdzierży... Brać ten zmywacz czy szkoda miejsca? Ot, takie dylematy kobiety przed 30-ką. A Kolega? W myślach jej czyta czy co? Fakt, wie jak się Matka cieszy na wyjazd...
- Tylko Ty się czasem już nie pakuj! Wystarczy jak w czwartek zaczniesz.
- Najlepiej mi zrób listę rzeczy do zabrania.
- Mydło, szczoteczka i portfel. Styknie.
A po chwili dopisek.
- Ale jak użyjesz Rexona 72h to dwa pierwsze możesz skreślić.
Matka rozmyśla o zmywaczu a Kolega, bardziej praktyczny, o korkociągu.
- Nie wiem czy brać, bo ochrona to jako broń traktuje.
- Ty nie wiesz, co można zrobić takim korkociągiem. Ja wiem, bo jestem matką dwulatka. A to oznacza, że przez 2 lata moja wyobraźnia wzbogaciła się o sfery niewyobrażalne...
- Zatem uzyskujesz stopień specjalistki w tej dziedzinie = bierzesz korkociąg i popitę.
Tak że tego... zapowiada się Matce prawdziwy survival.
A jeśli wróci z irokezem i wygoloną połową głowy to znak, że pora kończyć z blogiem. Albo zacząć z nowym: "Matka, Nie Luzuj!", bo ci szkodzi.
P.S. Post z opóźnieniem, bo zagadywała mnie jedna taka z Konina ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)