poniedziałek, 17 listopada 2014

Kto bogatemu zabroni?

Szła Matka do pracy. Do pracy Matka chodzi wzdłuż Wisły, trasą, którą po zmroku Ojciec Pierworodnego nie pozwala jej chodzić. Jednak i tak czasem pomyka, mając stracha, że hej. Gdyż ponieważ okolica to szemrana. Jednak do i z pracy trasa najkrótsza.

Szła więc Matka dziarsko przed siebie. Mijając panów, którzy to panowie często gęsto oblegają barierkę prowadzącą wzdłuż trasy. W sumie Matka nie wie, czy to zawsze Ci sami panowie oblegają, czy jednak jest ich więcej i ustalają między sobą dyżury. Grunt, że barierka jest oblegana niemal całą dobę.
Panowie pełniący dyżur tego przedpołudnia spożywali napoje wyskokowe i to raczej te z niższej półki. Nie da się ukryć, że spożywali je akurat w tym momencie. Jednak poczynić można daleko idące przypuszczenia, graniczące z pewnością, że spożywali je także dzień wcześniej i jeszcze dzień wcześniej i jeszcze dzień...

Gdy przyszedł moment, że trasa Matki zbiegła się w jednym punkcie z miejscem towarzyskiego spotkania panów, usłyszała Matka ich rozmowę.
Panowie, jak to panowie, o czym mogli dyskutować?
Jasne że o samochodach.

Kilkanaście metrów dalej jakiś zbłąkany kierowca zawracał swoim BMW.

- To z tych droższych jest - powiedział ze znawstwem w głosie jeden z panów. Istotnie, samochód na tani nie wyglądał. Towarzystwo przyglądało się zawracającemu powoli autu z dużym zainteresowaniem. W związku z tym pan-znawca motoryzacji wykorzystał szansę, by zabłysnąć przed kolegami.
- No to taki już droższy jest. Droższy. Bo to jest... - wyraźnie miał ochotę podać model, ale żaden nie przyszedł mu do głowy. - Bo to jest... taki droższy. To kosztuje... - ceny też nie był w stanie oszacować, dlatego po krótkiej pauzie bezpiecznie zakończył - nooo... tyle, co te droższe.
Jednak panujące rozmarzenie wśród zebranych, swoim "trzeźwym" stwierdzeniem, szybko i dobitnie przerwał jeden z nich:
- No i ch_j tam! Jak ja bym miał pieniądze to bym srał na BMW. Ja to bym Porsche jeździł.*

No ba.

Jak Matka by miała pieniądze... pewnie nadal nie miałaby nic przeciwko jeżdżeniu Fordem, ale może, zamiast tak gnać do roboty, to od rana z koleżankami popijałaby kolorowe drinki z palemką gdzieś nad wodą...

Ludzie nie doceniają tego, co mają.
A są i tacy, którzy nie doceniają nawet tego, czego mieć nie mogą.


_____________
* W chłodny i ponury listopadowy dzień wypowiedź tego pana wydała mi się tak smutna, że aż zabawna. Albo odwrotnie. Grunt, że stała się piątkową myślą przewodnią, czyli jak to mówią zrobiła mi dzień. 


4 komentarze:

  1. Bo to szlachta była, jak wiadomo - szlachta nie pracuje, a aspiruje ;))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ej, dziewczyny, czy to znaczy, że ja, przedstawiciel jedynie klasy pracującej, zamiast kroczyć dziarsko, powinnam łeb spuścić z szacunku i się ukłonić na znak, że swoje miejsce w drabinie społecznej znam? Doradźcie, jam nie zwyczajna do przystawania ze szlachcicami ;-)

    OdpowiedzUsuń