poniedziałek, 28 grudnia 2015

Przepis na Wyluzowane Święta




Udało się! Wreszcie się udało! Pierwszy raz od lat!
Nie wrobiła Matka samej siebie w organizowanie Świąt dla całej rodziny! Jupiii!!!
Pierwszy raz od wieków pojechała na gotowe. Hurrrraaaa!!! Pierwszy raz odpuściła sobie sprzątanie i zaglądanie w kąty, w które normalnie nie zagląda przez cały rok. Da siiiiięęęę!!!

W udziale przypadło tylko przygotowanie ryby po grecku i zrobienie ciasta. Do tego pieczenie pierników. I barszcz. Uszka kupne (jak szaleć to szaleć).
Czyli tyle co nic.

Jeśli chodzi o pierniki, jak zwykle się popisała - tym razem zapominając o wyrobionym i czekającym w lodówce cieście. Miało leżeć 12 godzin. I leżało. Do tego plus/minus 5 dni. Albo 6. Wyszły najlepsze w historii kulinarnych potyczek Matki Wyluzuj!

Ha! Nagle się okazało, że można spędzić Wigilię bez padania twarzą na obrus z siankiem, bez podpierania brody sztućcami do ryb, bez uprzedniego nawrzeszczenia na przynajmniej połowę rodziny, bez stresowania się pstrągami (jakkolwiek idiotycznie by to nie brzmiało), bez myślenia o serwetkach, polerowania łyżeczek, wycierania kurzu ze wszystkich żarówek w domu (tak, naprawdę to robię), bez kitrania jedzenia po kątach, bo przecież żadna lodówka tego nie wytrzyma, bez szukania w ciągu dnia 10 minut na prysznic, by zmyć z siebie zapach kapusty, bez nerwówki, bo teściowie znów przyjechali godzinę przed czasem...

Samodzielne tworzenie magii Świąt jest przereklamowane!

Doskonałym na to dowodem była zeszłoroczna Wigilia, kiedy to udało się Matce koncertowo spier...niczyć KAŻDĄ potrawę. Poza tym ziewać nad grzybową, a przy deserze i kawie już nie panować nad zamykającymi się oczami. I pokłócić się z Ojcem Pierworodnego, który nawet gdy Matka jest spokojna, staje się nerwowy na samą myśl, że Matka zaraz będzie nerwowa, bo przecież w Wigilię zawsze jest.

No dobra, przesadzam. Każdą potrawę, poza jedną.

Jest jedna taka, która zawsze się udaje...
Kto wie, czy to nie ta najważniejsza.
Właściwie mogłaby nosić nazwę "Magia Świąt", choć Matka ze swoją Matką często łobuzersko zwą ją "deserkiem".

Wiecie, to taka wyjątkowa potrawa, którą warto przyrządzić już na początku przedświątecznych przygotowań. Ale doskonale sprawdza się także po Świętach, by przedłużyć sobie ich atmosferę. Zdecydowanie pomaga w odnajdywaniu w sobie świątecznego nastroju, uzdrawia przedświąteczną gorączkę, koi nerwy przeciążone nadmiarem świątecznych przebojów usłyszanych z głośników w galeriach handlowych... Pomaga zapomnieć o przedświątecznych porządkach i sprawia, że okna są jakby czystsze, więc spokojnie mogą poczekać do wiosny. W Święta pomaga w bezbolesnym przetrwaniu kurtuazyjnego podtrzymywania kontaktów z członkami rodziny, z którymi niekoniecznie ma się ochotę podtrzymywać kontakty. Pomaga z uśmiechem przejść przez rozpakowywanie kolejnych nietrafionych prezentów. Rozgrzewa przed pasterką. I po. Smakuje jak skrzyżowanie piosenki "Last Christmas" z filmem "Love Actually" ("To właśnie miłość"). Wygląda jak niebo w kolorze cappuccino, a pachnie niczym pracownia elfów w domu świętego Mikołaja.

Wyjątkowe w przypadku tej jednej potrawy (która, podkreślam, zawsze się udaje) jest też to, że zamiast krzyczeć: "Zostaw, to na Święta!", pomyślisz: "Trzeba będzie dorobić".

Jest tylko jedno "ale". Warto kosztować, ale lepiej nie objadać się bez opamiętania, bo możemy mieć problem ze zliczeniem 12 potraw na stole, a zwierzęta naprawdę zaczną mówić ludzkim głosem.

Uwaga! Po raz pierwszy na blogu Matki Wyluzuj! przepis kulinarny.

Świąteczny likier - Irish Cream, czyli poczuj w sobie magię tych Świąt

Potrzebujesz:

❄ 2 szklanki śmietany kremówki
❄ podwędzić dziecku 2 paski czekolady - jeden pasek zjeść w ukryciu, drugi (4 kostki) potrzebny jest do przepisu 
❄ 2-3 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
❄ szczypuszki, czyli trzy puszki mleka skondensowanego słodzonego (1 puszkę warto zastąpić karmelem/kajmakiem w puszce - będzie jeszcze bardziej mmmmm)
❄ łyżeczkę ekstraktu z wanilii
❄ ok. 2 szklanek whisky, czyli tak właściwie to ok. 0,5 l

Do roboty! Będzie gotowe szybciej niż myślisz. Przygotowanie zajmie Ci mniej czasu niż zmarnowałaś/-eś na przeczytanie tego postu ;-)

1. Pół szklanki kremówki podgrzać.
2. Rozpuścić w niej czekoladę i kawę.
3. Zmiksować z pozostałymi składnikami.
4. Przelać do karafki albo bajeranckich butelek i odstawić na kilka godzin do lodówki (tam też przechowywać).

Voilá!

Podziękujecie po pierwszym kieliszku.

16 komentarzy:

  1. O mniaaam!!! Czuję coś pomiedzy baileysem a adwokatem. Jak wreszcie przestanę być w ciąży/karmić/być w ciąży/karmić to se zrobię, juz zapisalam!;) to znowu ja, Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie bardziej to pierwsze. /napisała, sącząc kieliszek/

      Iza? Ta Iza z okolic Jarocina? Fajnie, że jesteś :)
      I GRATULUJĘ!!!

      PS. Przy dłuższych przerwach w karmieniu, spokojnie można pozwolić sobie na kieliszek tego likieru. Nie jest mocny i nie pija się tego dużo na raz.

      Usuń
    2. Nieeee, Iza z Katowic, bardzo mi daleko do Jarocina, zdecydowanie blizej Gdyni;) ale za gratulacje dziekuję i tak;))

      Usuń
    3. Pogubiłam się w tej geografii ;-) Niemniej jednak i tak fajnie, że zaglądasz i czytasz :-)

      Usuń
  2. Jaka szkoda,że jestem w ciąży.Można zrobić sobie przerwę?;) Ale nic to, zrobię na Wielkanoc 2017 :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No masz Ci los! Miałam wszystkich uszczęśliwić tym przepisem, a tu kolejna pisze, że "ciążąco-karmiąca" i będzie musiała obejść się smakiem. No nic to, życzę "Na zdrowie!" w 2017 i wszystkiego dobrego do tego czasu ;-)

      Usuń
  3. Ja już mogę podziękować! Piłam na zszargane nerwy, działa cuda. I smakuje wyśmienicie. Jeszcze raz dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. przepis biorę a jakże :-) i obym zobaczyła 'dwie kreski" niedługo i obym nie mogła się tego napić!
    zrobię dla gości a co mi tam - niech znają moje dobre serce :-)

    PS. przypominam Cię się - Ty wiesz co ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczynam szukać zaraz po Nowym Roku! ;-) [Skubana, skrupulatna ;-P]

      Usuń
  5. whisky,zamiast niej może być inny alkohol np.wódka?Smakowity przepis ,pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie próbowałam z innym. Whisky (ewentualnie whiskey, czyli burbon) nadaje się idealnie. I mówię to ja, która whisky nie lubi i nie pija pod żadną inną postacią.

      Usuń
  6. A ile może takie cuś stać? Ja też karmiąca ale na święta może udałoby mi się spróbować. Przegryzie się do tego czasu chyba nie? A nie zepsuje? Bo na pewno sie nie wypije chyba że mąz podkradnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze? Nie znam żadnej górnej granicy. Do Świąt, trzymane w lodówce, na pewno może stać. Nie przypominam sobie, by u nas wytrwało kiedyś dłużej niż miesiąc i stąd brak danych na ten temat. W sprawie przegryzienia się - nawet jeżeli zrobisz dzień przed Świętami, będzie cacy.

      Usuń
    2. Cudownie! A powiedz jeszcze czy ta wersja nie jest okropnie słodka? Raczej z cukrem wolę nie przesadzić, a butelki już czekają:)

      Usuń
    3. Znasz likier Sheridan's? Taki dwukolorowy, czarno-biały. To smakuje bardzo podobnie. Jest słodki, ale czy za słodki to już kwestia gustu. Jeżeli ktoś nie jada słodyczy, pewnie się nie zachwyci. Ale jeżeli ktoś nie jada słodyczy to... jak udaje mu się trwać bez sensu w życiu?

      Usuń