piątek, 31 stycznia 2014

Dlaczego Matka dziś płacze?

Miało dziś nie być tekstu. Nie to żeby nie było tematów. Są. Zawsze są.
Miało dziś nie być tekstu z powodu ogólnie pojętego Bólu Duszy, Niezrozumienia Świata, Bezsensu Istnienia, powiększającej się dziury ozonowej, ginących wielorybów, głodu na świecie, topniejących lodowców, braku wina w domu...
W skrócie rzecz ujmując: z powodu Zespołu Napięcia Przedmiesiączkowego.

Ale, gdy już Matka hektolitry łez wylała i oczy zapuchnięte ją bolały, wtedy rzekła sobie mniej więcej tak: "Koniec z tym. Trzeba wziąć się w garść. Nie można tak do wieczora. Porwana książeczka o krówce Melanii to nic strasznego. Trzeba żyć dalej. Najpierw sprawdzimy, co interesującego w poważnym świecie się wydarzyło". I tak weszła na Fejsa. A tam nowy post Jaskółki. Jakby do niej Matka Tylko Jedna napisała - "Dlaczego matka płacze?".
Miał być tylko komentarz. Jak zwykle za dużo wyszło. Zamknęła Matka komputer. Po czym, gdy jeszcze trzy razy potok łez z siebie wylała stwierdziła, że lepiej będzie jak wyleje to z siebie w inny sposób.

A zatem...
Dlaczego Matka dziś płakała?

  1. Bo kupiła sobie sukienkę żeby mieć lepszy humor. A w domu się okazało, że jednak nie leży.
  2. Bo Syn postanowił do skutku testować jej cierpliwość i powtarzać każdą zakazaną czynność tyle razy, aż w końcu Matka wydrze ryja, choć sobie codziennie obiecuje, że nie będzie drzeć.
  3. Bo Syn od 3 dni rzuca w otwartego laptopa Matki półlitrową butelką wody. Znienacka. 
  4. Bo zjadła w trymiga całą tabliczkę mlecznej czekolady (nie licząc tej pół tabliczki białej rano przed śniadaniem) - płakała, bo przecież jadła żeby już było dobrze, a zrobiło się niedobrze.
  5. Bo Syn rzucił książką, która się rozpadła, rzucił warzywami do obiadu, rzucił bananem rozciapcianym, płatkami z mlekiem, metalowym samochodzikiem, szklanką prawie rzucił, ale ją Matka złapała.
  6. Bo postawił na swoim i nie przeprosił.
  7. Bo Ojciec zabrał ich w ciągu dnia na zakupy do hipermarketu (pierwszy raz od łohoho), ale zamiast cieszyć się szczęściem Matki, która zamiast kolejny cały dzień siedzieć w domu z dzieckiem może przez godzinę przechadzać się alejkami z nabiałem, pieczywem i innymi frykasami, wciąż miał skwaszoną minę, ciągle patrzył na zegarek, raz po raz odbierał telefony, a na koniec wyszło, że jest już spóźniony.
  8. Bo trafiła na ten tekst na blogu Zorkownia. I tu już tak płakała, że aż nie mogła znaleźć krzyżyka u góry ekranu, żeby czym prędzej zamknąć stronę i już więcej sobie tego nie robić.
  9. Bo Syn zasnął jedząc obiad. Z widelcem w ręku. I Matka płakała z poczucia winy, że się cieszy, bo nie musi patrzeć, czy tym razem nie rzuci ziemniakami.
  10. Bo Syn obudził się po godzinie z histerią i płakał rozpaczliwie przez kilkanaście minut nie wiadomo o co. Jak się okazało, o to, że mu się pić chciało. 
  11. Bo, gdy Syn płakał, Matka dla rozbawienia go włączyła filmik, który chwilę wcześniej dostała. Filmik z roześmianym dzieckiem Kuzynki. Syn płakał jeszcze głośniej. A Matka, patrząc na rozbawione niemowlę, płakała razem z nim.
  12. Bo tuż przed kolacją wrócił Ojciec i ni z tego ni z owego powiedział: "Wiesz co, Synek, w niedzielę pojedziemy na cały dzień do Babci. A Mama sobie odpocznie od Ciebie.". Wtedy Matka już z miłości płakała. Bo skąd on wiedział, że Matce tego właśnie trzeba? Fakt, miał pewne przesłanki do tego, by tak pomyśleć. Choćby ten SMS, w którym napisała "Dzień jest kurewsko do dupy. Chcę iść już spać." 
Oby do jutra.
Dobranoc.

czwartek, 30 stycznia 2014

PijaR na gorąco

30.01.14
30 stycznia 2014
Trzydziesty?
30 stycznia, 30 stycznia... Cholera co miało być 30 stycznia? Coś miało. Ja pierdziuuuu, muszę wreszcie zacząć prowadzić jakiś terminarz. Co z tego, że mam pamięć do dat skoro nie umiem ich łączyć z faktami?
Pewnie ktoś ma urodziny... Nie, to nie to.
Jakiś lekarz? Przychodnia? Szczepienie? Gdzieś miałam dzwonić? Gdzieś iść?
W kalendarzu na lodówce nic nie ma. Zwykły czwartek.
Czwartek 30 stycznia... jasny gwint! No nie wiem, nie wiem, nie wiem.

środa, 29 stycznia 2014

Chyba niełatwo jest kochać Matkę

Przy kolacji.
Matka smaruje kawałek bagietki margaryną. Podczas sięgania po ser (spokojnie, nie ten śmierdzący) zauważa wpatrzony w nią wzrok Ojca Pierworodnego.
- Co??? - pyta nakładając wędlinę na kanapkę. #taksięunasjada
- Nic. Jesteś bardzo atrakcyjna - rzekł spokojnie.
- Powiedział z miną przeczącą jego słowom - skomentowała gdzieś w przestrzeń Matka, równie spokojnie.
- Ja pierdzielę, Synu, Ty to masz matkę. No nie pomaga mi w pielęgnowaniu tej miłości. Nie pomaga...*


Przy zabawie.
- Synuś, a kochasz Mamusię?
- Nie.
Kurtyna.


*Serio? Bardzo utrudniam mu sprawę?

wtorek, 28 stycznia 2014

Matka Polka idzie do kina

Bilet upaprany syropem klonowym
Wykorzystała Matka swój kupon na kino. Za 3 tygodnie kolejne Walentynki, więc wypadało wreszcie.
Od 1 stycznia, kiedy Syn przestał być kompatybilny z biustem Matki, a raczej kiedy Matka go po prostu od dostępu do tegoż biustu odcięła, wypracowano nowy rytuał zasypiania Pierworodnego. W skrócie: karmienie zostało zastąpione czytaniem książeczki. Na szczęście okazało się, że w przeciwieństwie do karmienia, czytać może każde z rodziców. A Pierworodnego nawet cieszy taka odmiana. No to jak cieszy to Matka nie będzie mu tej radochy zabierać. PO RAZ PIERWSZY wyfrunęła z domu wieczorową porą, kiedy Syn jeszcze nie spał snem sprawiedliwym a bawił się w najlepsze przed kolacją. Po raz pierwszy też Matka nie serwowała mu tej kolacji. Burżujka jedna zamiast z dziatwą i ślubnym w domu po zmroku siedzieć to do galerii poszła. Spokojnie, nie sztuki, tej drugiej. Bo w galerii jest kino.

niedziela, 26 stycznia 2014

Nie może być

No nie może być. Że rok?
Rok już Matka pisze?
Jaja jakieś. Przecież dopiero co pierwszą notkę zamieściła. Trochę bez pomysłu jak to ugryźć. Trochę nie wiedząc o czym właściwie będzie pisać. Myśląc, że ponarzeka na świat, na macierzyństwo, na wszystko, przez dwa - trzy miesiące się wyżyje i jej przejdzie to całe pisanie. Że się znudzi, zmęczy, odpuści.
A tu proszę, nie odpuszcza. Trzyma mocno. I wygląda na to, że potrzyma jeszcze jakiś czas.

Gdy zaczynała Matka pisać, Syn był taki malutki... Jeszcze nie chodził. Teraz chodzi po szafkach kuchennych. Jeszcze nie mówił, dopiero co nauczył się mówić "mama". Nadal nie mówi, a od tamtej pory nauczył się mówić "mama" i zapomniał po kilku dniach już z 10 razy. W zasadzie nigdy nie posługuje się więcej niż 3-4 słowami. Aktualnie są to "ka-ka", czyli kaczka i "nie ma", co oznacza to co powinno a słyszane jest kilkadziesiąt razy dziennie, pięknie artykułowane i wzbogacone jest zwykle odpowiednim gestem z rozłożeniem rączek na boki i jednoczesnym odgłosem paszczowem typu pierdnięcie.

Wiele się wydarzyło w życiu Pierworodnego przez ten rok. Oj wiele...
O, na przykład:
polizał kocią kupę - a Matka nie padła na zawał, nie przeczytała całego internetu by dowiedzieć się ile chorób mógł złapać, nie pobiegła też na pogotowie, nie odmówiła pięciu zdrowasiek ani nie poszła na kolanach do Lichenia w intencji bycia lepszą matką. Napisała tylko o tym w swoim kajecie a później zrobiła z tego post na blogu i Wyluzowała!


czwartek, 23 stycznia 2014

Wsiąść do pociągu byle ciepłego



Całe życie nie opuszcza Matki pech pociągowo-autobusowy. W rodzinie nikt już się nawet nie dziwi jak mówi, że pociąg, którym jechała się zapalił albo że został potrącony przez człowieka (tak, nie na odwrót), że wsiadła Matka w środek transportu jadący nie w tym kierunku co trzeba (to zdarza się nagminnie) albo, że sprzedano jej bilet do miejscowości, w której pociąg się nie zatrzymuje a tylko przez nią przejeżdża. Teraz nie było tak źle. Ot, po prostu - pociągi plus zima - połączenie, którego wynik od lat jest ten sam, mimo to corocznie, nieodmiennie zaskakuje.

Może pamięta ktoś jeszcze jak latem wybrali się Matka z Synem do Torunia? Tym razem zimowa wersja tamtej historii.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Goździkowa przypomina



- Ale mnie głowa boli - zajęczał Ojciec.

- Mnie też. - Dołączyła się do jęczenia Matka.

- A może by tak wieczorem...

- Seks! No wiesz... nie ma co tu ukrywać... seks jest najlepszym środkiem od bólu głowy. Ale niestety działa krótkotrwale. Będziemy musieli to zrobić ze dwa razy...

Zaniemówił. Rozanielony.

- Tak, wiem. Idealna ze mnie żona. Jak już będziesz miał swój blog, pozwolę Ci to opisać.