Kiedy ludzie walczyli na Majdanie odwracałam wzrok. Wyłączałam radio, gdy oni ginęli.
Nie mogłam sobie pozwolić na rozklejenie się w pracy. Łzy same ciekły, gdy ktoś w mojej obecności niby niegroźnie zażartował sobie z Majdanu - wiedziałam, że nie mówi poważnie, że to tylko głupia, nieprzemyślana odzywka, ale uciekałam, nie chciałam oburzona wdawać się w dyskusje, nie chciałam żeby widziano jak płaczę i tłumaczyć się z tego.
Dopiero, gdy zostawałam w biurze sama, lub gdy wracałam do domu, nadrabiałam informacje podawane w mediach. Wtedy łzy mogły już kapać. Zdziwiony Syn mógł do mnie podejść, a ja mogłam powiedzieć: "To dlatego, że tak bardzo Cię kocham, Syneczku. Nie martw się".
poniedziałek, 3 marca 2014
sobota, 1 marca 2014
Matka Poleca!
"Share Week" to coroczna inicjatywa Andrzeja Tucholskiego, autora jestKultura.pl. Zasady są proste: autorzy polecają autorów. Przedstawiamy blogi, które cenimy, polecamy, które w ostatnim czasie nas poruszały, inspirowały, zaciekawiły. Spodobała się Matce ta akcja i postanowiła się do niej przyłączyć. Przemyślała dokładnie kogo chciałaby w swoim zestawieniu wymienić. Wiedziała już wszystko - kogo i za co. Wiedziała, co napisze, jak napisze, nawet gdzie kropkę postawi. I co? I jak już, już miała siadać do pisania to przyszła wiadomość od Nishki, która chwilę wcześniej opublikowała swoją listę. I nagle się okazało, że Nishka poleca tych samych i za to samo. Nie noooo, nie może tak być. Nie dość, że wyjdzie na to, że "polecenie za polecenie" to jeszcze wszystko zerżnięte. Przemyślała Matka więc swoje polecenia raz jeszcze i wyszło na to, że jest ich jednak więcej niż przypuszczała.
Kolejność nie ma znaczenia. Możesz czytać od początku, możesz od końca, możesz na wyrywki.
Oto blogi, które Matka regularnie odwiedza, które uważa za wartościowe, inspirujące, niebanalne.
Matka Sanepid - Matka nie wie dlaczego tak jest, ale ma wrażenie, że Matka Sanepid jest przez blogosferę pomijana. To trochę tak, że "w parentingach", każdy ją zna, każdy czyta, ale nikt nie mówi o niej głośno. A gdyby nie Matka Sanepid nie powstałaby Matka Wyluzuj! A było to tak... Był grudzień 2012, jakoś krótko przed Bożym Narodzeniem, bo pamięta Matka, że w kuchni przygotowywała jakieś świąteczne smakołyki. Przygotowywała i słuchała audycji w Trójce. A w tej audycji był wywiad z niejaką Aleksandrą Michalak, która właśnie książkę wydała. Książkę pod tytułem, a jakże, "Matka Sanepid". I sympatyczna wydała się Matce ta Matka. Sprawdziła o jakim to blogu mówiło się właśnie w radiu. I wiecie co? To był pierwszy blog tzw. parentingowy jaki zaczęła czytać. Wcześniej, jak bum-cyk-cyk, nie miała pojęcia, że coś takiego jak "blogosfera parentingowa" istnieje. I tak od Matki Sanepid, która jest jedyna, wyjątkowa i niepowtarzalna, a jej "100 błędów wychowawczych" to błędy wszystkich nas - rodziców (tylko nie wszyscy tak szczerze i głośno się do nich przyznajemy), trafiła Matka na kilka innych blogów. I pomyślała, że może sama by też...
Nishka - blog Nishki zawsze świetnie wygląda. Naprawdę, jak by nie wyglądał, tak zawsze się Matce podoba. Zresztą Nishka też zawsze dobrze wygląda. Skubana, nie jest łatwo szczerze i tak bez zawiści ją lubić, bo w dodatku, co ważniejsze, Matce podoba się również to, co i jak Nishka pisze. Obie zresztą mają słabość do publikowania rodzinnych dialogów. I rodzina Nishki też się Matce podoba. Zwłaszcza córki. Wygadane, inteligentne, oczytane, z wielką wyobraźnią i jeszcze większym poczuciem humoru. Ale jak się czyta o spojrzeniu Nishki na macierzyństwo, które to macierzyństwo spadło na nią, gdy miała lat 19, to nie dziwota, że te córki takie fajne. I powiem Wam w zaufaniu, że Matka widziała ich zdjęcia (nie, nie na blogu, tam się ich nie uświadczy) i te córki Nishki też są takie ładne. I pewnie nie Matka jedna chciałaby którąś z nich zeswatać ze swoim Synem. Ale możecie przestać dawać na mszę w tej intencji, wypowiadać magiczne zaklęcia do Kupidyna czy modlić się do świętego Walentego - Matka ma pierwszeństwo, na piśmie wczoraj dostała, że Nishka, również chętnie widziałaby Syna Pierworodnego w roli swojego zięcia.
Jadźka - sama o sobie mówi "wyrodna matka Juniorów", Matka swego czasu nazwała ją "najbardziej hard-core'ową główną księgową wśród matek polskiej blogosfery parentingowej" i za to ma u Jadźki obiecanego drinka. Wciąż liczy na to, że naprawdę uda im się go kiedyś razem wypić. A jeszcze wczoraj Jadźka fajnym postem o dupie wpasowała się Matce w ten dzień do dupy. Bo Jadźka, nawet jak o dupie pisze, to nie pisze o dupie Maryni. Aż żal dupę ściska, że samemu się tak nie napisało.
Smoczkiem po łapkach - Moe ma dzieci, dokładniej ma dwie córki, w dodatku te córki są takie jakby... lepiej urodzone. Pewnie gdybyście spotkali Moe spacerującą po Warszawie ze swoimi dwiema małymi córeczkami, zapytalibyście czy to bliźniaczki. Nie, to nie są bliźniaczki. To Moe jest taka szalona, że zdecydowała się na drugie dziecko, gdy pierwszemu jeszcze daleko było do nauki siadania, a co dopiero do tego, by zmienić młodszej siostrze pieluchę. Ale Moe, poza tym, że rodzi sobie takie fajne córki, to jeszcze jest płodna literacko - potrafi nawet kilka postów w ciągu dnia opublikować. Nie wie Matka jakim cudem, bo sama przy Pierworodnym czasem ma problem z opublikowaniem jednego komentarza albo wymyśleniem samego tytułu. Ale Moe potrafi a jej wiktoriańsko-elżbietański blog to bardzo interesujący zapis dnia codziennego mamy, dwóch mocno nieletnich królowych i ich czołgu.
Matko Jedyna - pani z kabaretu, co dzieci sobie narodziła. I jak ona o tych dzieciach potrafi napisać, jak ona potrafi... Matka tak nie potrafi, choćby tydzień siedziała i pisała, skreślała i kombinowała, nie potrafi. A Magda pisze tak, jakby od niechcenia pisała, a potem okazuje się, że napisała tak mądrze, tak trafnie, często bardzo gorzko, nie raz łzy z człowieka wyciśnie. I samą prawdę w tym zawiera. Jest pięknie, jest smutno, jest zabawnie, jest surowo, zwykle o rzeczach najważniejszych, ale czasem i tych bardziej błahych. I zawsze z miłością do dzieci w podtekście. Czasem pojedzie po bandzie, ale zawsze trzyma się tego, co napisała.
Paweł Bielecki - jedyny mężczyzna w tym zestawieniu. Ale jakoś mam wrażenie, że bycie jedynym mężczyzną w towarzystwie kobiet nie jest dla niego niczym krępującym ani niezwykłym. Może tylko nowością jest towarzystwo młodych matek. Za co Paweł? Za to, że jest taki Bielecki. Oczywiście. Przez niego Matka choruje na notes Moleskine. I skrycie marzy by być na miejscu Marysi Organ. Ale czy obok półki z perfumami znajdzie się jeszcze miejsce?
Patrycja - czyli życie Pani Piosenkarki. I wiecie JAKA to piosenkarka? Ha, uważajcie, Patrycja Kosiarkiewicz. Tak, TA Patrycja Kosiarkiewicz. To niesprawiedliwe, nie można być aż tak uzdolnionym. Matka, jak zwykle, zagapiła się, gdy w Niebie talenty rozdawali, w niewłaściwej kolejce stanęła (bo Matka nawet w marketach zawsze najgorszą kolejkę wybierze) - i co jej teraz z umiejętności wyplatania bransoletek przyjaźni z muliny albo umiejętności odgadnięcia ile metrów skoczył skoczek narciarski zanim podadzą statystyki na ekranie telewizora? A Patrycja nie dość, że śpiewa (wolicie nie wiedzieć jak Matka śpiewa, rodzina Matki też wolałaby nie wiedzieć, ale wie), to jeszcze Patrycja pisze. I to świetnie pisze! A jak w tekście pojawia się Dzidka to Matka, wie że będzie czad. Bo "szurnięta i postrzelona" mogłyby razem świat zwojować. A Matka chętnie by im w tym pomogła. I pewnie Patrycja nigdy nie zdawałaby sobie z tego sprawy, ale Matka zawsze o niej myśli, gdy podciąga rajstopy. I uśmiecha się przy tym. Ultraprzyjemny blog.
Kolejność nie ma znaczenia. Możesz czytać od początku, możesz od końca, możesz na wyrywki.
Oto blogi, które Matka regularnie odwiedza, które uważa za wartościowe, inspirujące, niebanalne.
Matka Sanepid - Matka nie wie dlaczego tak jest, ale ma wrażenie, że Matka Sanepid jest przez blogosferę pomijana. To trochę tak, że "w parentingach", każdy ją zna, każdy czyta, ale nikt nie mówi o niej głośno. A gdyby nie Matka Sanepid nie powstałaby Matka Wyluzuj! A było to tak... Był grudzień 2012, jakoś krótko przed Bożym Narodzeniem, bo pamięta Matka, że w kuchni przygotowywała jakieś świąteczne smakołyki. Przygotowywała i słuchała audycji w Trójce. A w tej audycji był wywiad z niejaką Aleksandrą Michalak, która właśnie książkę wydała. Książkę pod tytułem, a jakże, "Matka Sanepid". I sympatyczna wydała się Matce ta Matka. Sprawdziła o jakim to blogu mówiło się właśnie w radiu. I wiecie co? To był pierwszy blog tzw. parentingowy jaki zaczęła czytać. Wcześniej, jak bum-cyk-cyk, nie miała pojęcia, że coś takiego jak "blogosfera parentingowa" istnieje. I tak od Matki Sanepid, która jest jedyna, wyjątkowa i niepowtarzalna, a jej "100 błędów wychowawczych" to błędy wszystkich nas - rodziców (tylko nie wszyscy tak szczerze i głośno się do nich przyznajemy), trafiła Matka na kilka innych blogów. I pomyślała, że może sama by też...
Nishka - blog Nishki zawsze świetnie wygląda. Naprawdę, jak by nie wyglądał, tak zawsze się Matce podoba. Zresztą Nishka też zawsze dobrze wygląda. Skubana, nie jest łatwo szczerze i tak bez zawiści ją lubić, bo w dodatku, co ważniejsze, Matce podoba się również to, co i jak Nishka pisze. Obie zresztą mają słabość do publikowania rodzinnych dialogów. I rodzina Nishki też się Matce podoba. Zwłaszcza córki. Wygadane, inteligentne, oczytane, z wielką wyobraźnią i jeszcze większym poczuciem humoru. Ale jak się czyta o spojrzeniu Nishki na macierzyństwo, które to macierzyństwo spadło na nią, gdy miała lat 19, to nie dziwota, że te córki takie fajne. I powiem Wam w zaufaniu, że Matka widziała ich zdjęcia (nie, nie na blogu, tam się ich nie uświadczy) i te córki Nishki też są takie ładne. I pewnie nie Matka jedna chciałaby którąś z nich zeswatać ze swoim Synem. Ale możecie przestać dawać na mszę w tej intencji, wypowiadać magiczne zaklęcia do Kupidyna czy modlić się do świętego Walentego - Matka ma pierwszeństwo, na piśmie wczoraj dostała, że Nishka, również chętnie widziałaby Syna Pierworodnego w roli swojego zięcia.
Jadźka - sama o sobie mówi "wyrodna matka Juniorów", Matka swego czasu nazwała ją "najbardziej hard-core'ową główną księgową wśród matek polskiej blogosfery parentingowej" i za to ma u Jadźki obiecanego drinka. Wciąż liczy na to, że naprawdę uda im się go kiedyś razem wypić. A jeszcze wczoraj Jadźka fajnym postem o dupie wpasowała się Matce w ten dzień do dupy. Bo Jadźka, nawet jak o dupie pisze, to nie pisze o dupie Maryni. Aż żal dupę ściska, że samemu się tak nie napisało.
Smoczkiem po łapkach - Moe ma dzieci, dokładniej ma dwie córki, w dodatku te córki są takie jakby... lepiej urodzone. Pewnie gdybyście spotkali Moe spacerującą po Warszawie ze swoimi dwiema małymi córeczkami, zapytalibyście czy to bliźniaczki. Nie, to nie są bliźniaczki. To Moe jest taka szalona, że zdecydowała się na drugie dziecko, gdy pierwszemu jeszcze daleko było do nauki siadania, a co dopiero do tego, by zmienić młodszej siostrze pieluchę. Ale Moe, poza tym, że rodzi sobie takie fajne córki, to jeszcze jest płodna literacko - potrafi nawet kilka postów w ciągu dnia opublikować. Nie wie Matka jakim cudem, bo sama przy Pierworodnym czasem ma problem z opublikowaniem jednego komentarza albo wymyśleniem samego tytułu. Ale Moe potrafi a jej wiktoriańsko-elżbietański blog to bardzo interesujący zapis dnia codziennego mamy, dwóch mocno nieletnich królowych i ich czołgu.
Matko Jedyna - pani z kabaretu, co dzieci sobie narodziła. I jak ona o tych dzieciach potrafi napisać, jak ona potrafi... Matka tak nie potrafi, choćby tydzień siedziała i pisała, skreślała i kombinowała, nie potrafi. A Magda pisze tak, jakby od niechcenia pisała, a potem okazuje się, że napisała tak mądrze, tak trafnie, często bardzo gorzko, nie raz łzy z człowieka wyciśnie. I samą prawdę w tym zawiera. Jest pięknie, jest smutno, jest zabawnie, jest surowo, zwykle o rzeczach najważniejszych, ale czasem i tych bardziej błahych. I zawsze z miłością do dzieci w podtekście. Czasem pojedzie po bandzie, ale zawsze trzyma się tego, co napisała.
Paweł Bielecki - jedyny mężczyzna w tym zestawieniu. Ale jakoś mam wrażenie, że bycie jedynym mężczyzną w towarzystwie kobiet nie jest dla niego niczym krępującym ani niezwykłym. Może tylko nowością jest towarzystwo młodych matek. Za co Paweł? Za to, że jest taki Bielecki. Oczywiście. Przez niego Matka choruje na notes Moleskine. I skrycie marzy by być na miejscu Marysi Organ. Ale czy obok półki z perfumami znajdzie się jeszcze miejsce?
Patrycja - czyli życie Pani Piosenkarki. I wiecie JAKA to piosenkarka? Ha, uważajcie, Patrycja Kosiarkiewicz. Tak, TA Patrycja Kosiarkiewicz. To niesprawiedliwe, nie można być aż tak uzdolnionym. Matka, jak zwykle, zagapiła się, gdy w Niebie talenty rozdawali, w niewłaściwej kolejce stanęła (bo Matka nawet w marketach zawsze najgorszą kolejkę wybierze) - i co jej teraz z umiejętności wyplatania bransoletek przyjaźni z muliny albo umiejętności odgadnięcia ile metrów skoczył skoczek narciarski zanim podadzą statystyki na ekranie telewizora? A Patrycja nie dość, że śpiewa (wolicie nie wiedzieć jak Matka śpiewa, rodzina Matki też wolałaby nie wiedzieć, ale wie), to jeszcze Patrycja pisze. I to świetnie pisze! A jak w tekście pojawia się Dzidka to Matka, wie że będzie czad. Bo "szurnięta i postrzelona" mogłyby razem świat zwojować. A Matka chętnie by im w tym pomogła. I pewnie Patrycja nigdy nie zdawałaby sobie z tego sprawy, ale Matka zawsze o niej myśli, gdy podciąga rajstopy. I uśmiecha się przy tym. Ultraprzyjemny blog.
piątek, 28 lutego 2014
Ciche dni, wypowiedzenie i plagiat
Dzień był jednym z tych do Dupy. Tak, przez duże DE. Bo Dupa to była jak trzydrzwiowa szafa. Niby z Pierworodnym wszystko OK. Od rana świetna komitywa, dał dłużej pospać (pół godziny dłużej, ale to i tak coś znaczy), dawał też do zrozumienia, że matczyne metody wychowawcze są skuteczne i, mimo pewnych nieporozumień, szybko dochodzono do porozumienia, bez zbędnych emocji przyjął też do wiadomości fakt, że spaceru nie będzie, bo Matce się nie chce, zeżarł kawałek tylko jednej kredki - ale spokojnie, pomarańczowej, i tak nie lubiliśmy nią rysować, nawet ostatniego pączka oddał Matce.
A jednak dzień był do Dupy.
A jednak dzień był do Dupy.
poniedziałek, 24 lutego 2014
Histeryjka
Coraz częściej "NIE" Pierworodnego naprawdę oznacza "NIE".
I to nie takie sobie zwykłe "nie'". Nawet nie "NIE" albo "NIE!".
Jego "NIE" oznacza "NNNIEEE!!!!!!!".
Nie nastraja to Matki optymistycznie do życia. A i wspólnego życia Matce i Synowi nie ułatwia, bo tak się składa, że Matki "NIE" również oznacza "NIE", tak samo jak "TAK" oznacza "TAK".
Takie obopólne obstawanie przy swoim "NIE" prowadzi do sytuacji co najmniej trudnych. A to dlatego, że gdyż ponieważ Matka i Syn bardzo często mają zupełnie różne plany co do najbliższej przyszłości (typu mycie rąk, jedzenie żelków przed obiadem czy zmiana pieluchy), jak i odmienne wizje co do szeroko pojętego wychowywania Syna, tudzież wychowania sobie Matki przez Syna.
sobota, 22 lutego 2014
Stara Matka mocno śpi
Mamy progres. Pierworodny na spacerze z Babcią, wyjątkowo, zamiast papierosowego peta czy innego syfu, podniósł 20 groszy.
Dało to potężną nadzieję na przyszłość.
Mózg Matki, bez udziału jej świadomości, przyswoił tę informację, wrzucając ją do szufladki z etykietką: "duże dziecko, koniec ery dzidziusia, masz Matko Luz".
W związku z tym, następnego dnia rano Matka dowiedziała się, że nie tylko nie wstała w nocy do płaczącego Syna i nie wzięła go, jak zawsze, do łóżka rodziców, ale nie obudziła się także, kiedy wiercący się między Matką i Ojcem Syn z tego łóżka wypadł. "Nogami". Na główkę.
Zapytała tylko dla uporządkowania faktów: "To on z nami spał?", bo jakoś wizja dwulatka wypadającego między szczebelkami swojego łóżeczka jej nie grała a i nie poczuła się także zwyczajowo skopana po żebrach, głowie, plecach, nogach itd. . "Ale to ja go brałam do nas?", upewniła się jeszcze, bo już nie raz zdarzało jej się nie pamiętać, że w środku nocy musiała podzielić się z Pierworodnym kołdrą i poduszką. "Nie, Ty nawet nie drgnęłaś" - usłyszała od Ojca, który teraz może się chełpić tym, że dziecko zasypiało ze słowami: "Tati, Tati...".
Syn żyje. Ojciec utulił. Matka przyjęła to na luzie.
Ale jednak trochę głupio.
Dało to potężną nadzieję na przyszłość.
Mózg Matki, bez udziału jej świadomości, przyswoił tę informację, wrzucając ją do szufladki z etykietką: "duże dziecko, koniec ery dzidziusia, masz Matko Luz".
W związku z tym, następnego dnia rano Matka dowiedziała się, że nie tylko nie wstała w nocy do płaczącego Syna i nie wzięła go, jak zawsze, do łóżka rodziców, ale nie obudziła się także, kiedy wiercący się między Matką i Ojcem Syn z tego łóżka wypadł. "Nogami". Na główkę.
Zapytała tylko dla uporządkowania faktów: "To on z nami spał?", bo jakoś wizja dwulatka wypadającego między szczebelkami swojego łóżeczka jej nie grała a i nie poczuła się także zwyczajowo skopana po żebrach, głowie, plecach, nogach itd. . "Ale to ja go brałam do nas?", upewniła się jeszcze, bo już nie raz zdarzało jej się nie pamiętać, że w środku nocy musiała podzielić się z Pierworodnym kołdrą i poduszką. "Nie, Ty nawet nie drgnęłaś" - usłyszała od Ojca, który teraz może się chełpić tym, że dziecko zasypiało ze słowami: "Tati, Tati...".
Syn żyje. Ojciec utulił. Matka przyjęła to na luzie.
Ale jednak trochę głupio.
czwartek, 20 lutego 2014
Drugie Matczyne spostrzeżenia z pracy
1.
Gdy w pracy prosisz, mówisz, krzyczysz: "Cicho, muszę się skupić!". To UWAGA! jest cicho i możesz się skupić.
Tylko czasem człowiek nieprzyzwyczajony, tak bardzo nie może w to uwierzyć, że z wrażenie aż nie może się skupić.
2.
Gdy w pracy rzucasz hasło: "No dobra, mamy mało czasu. Do tej i do tej godziny trzeba się wyrobić", nagle masz wrażenie, że wszystko wokół zaczyna dziać się w przyspieszonym tempie, jakby ktoś włączył na pilocie przewijanie do przodu. Każdy rozumie powagę Twoich słów, śmichy i chichy cichną, żarty słychać rzadziej, ale jakby już tylko te naprawdę dobre, ogólnie praca wre. Brakuje tylko, by wszyscy wokół mówili na przyspieszonych obrotach, jak "Alvin i wiewiórki".
Kiedy w domu mówisz: "Trzeba się pospieszyć, mamy bardzo mało czasu. Mamusia zaraz się spóźni.", nagle masz wrażenie, że czasoprzestrzeń, w której się znajdujesz wkracza w jakiś inny wymiar i wszy-s-t-k-o-za-czy-n-a-dzi-a-ć-s-i-ę-ja-k-by-w-z-w-ol-n-i-o-ny-m-t-em-p-i-e. Śmichy i chichy coraz głośniejsze i nie ma co liczyć na to, że powaga sytuacji obejdzie kogoś poza Tobą.
3.
Człowiek (czyt. Matka), zmęczony obowiązkami w pracy, wraca do domu i ma jeszcze siły na obowiązki domowe. Człowiek, zmęczony obowiązkami domowymi, siedzi w domu i nie ma już siły na kolejne obowiązki domowe.
4.
Poranek przed pracą jest niebywale elastyczny, tzn. jego pojemność rośnie nieskończenie. Matka przed pracą jest w stanie umyć włosy, umalować się, ubrać (łącznie z trzykrotną zmianą koncepcji). Wypić kawę. Posadzić dziecko na nocniku. Ubrać dziecko. Przygotować i zjeść z dzieckiem śniadanie. Przygotować kanapki do pracy. Dokończyć pisanie tego tekstu. Wypakować naczynia ze zmywarki. Pobiec na tramwaj.
W zwykły poranek w tym samym przedziale czasowym Matka jedynie, pijąc kawę, wspólnie z Synem niespiesznie zjada śniadanie. W piżamach.
A jakby co, to pierwsze spostrzeżenia były tu #1
Gdy w pracy prosisz, mówisz, krzyczysz: "Cicho, muszę się skupić!". To UWAGA! jest cicho i możesz się skupić.
Tylko czasem człowiek nieprzyzwyczajony, tak bardzo nie może w to uwierzyć, że z wrażenie aż nie może się skupić.
2.
Gdy w pracy rzucasz hasło: "No dobra, mamy mało czasu. Do tej i do tej godziny trzeba się wyrobić", nagle masz wrażenie, że wszystko wokół zaczyna dziać się w przyspieszonym tempie, jakby ktoś włączył na pilocie przewijanie do przodu. Każdy rozumie powagę Twoich słów, śmichy i chichy cichną, żarty słychać rzadziej, ale jakby już tylko te naprawdę dobre, ogólnie praca wre. Brakuje tylko, by wszyscy wokół mówili na przyspieszonych obrotach, jak "Alvin i wiewiórki".
Kiedy w domu mówisz: "Trzeba się pospieszyć, mamy bardzo mało czasu. Mamusia zaraz się spóźni.", nagle masz wrażenie, że czasoprzestrzeń, w której się znajdujesz wkracza w jakiś inny wymiar i wszy-s-t-k-o-za-czy-n-a-dzi-a-ć-s-i-ę-ja-k-by-w-z-w-ol-n-i-o-ny-m-t-em-p-i-e. Śmichy i chichy coraz głośniejsze i nie ma co liczyć na to, że powaga sytuacji obejdzie kogoś poza Tobą.
3.
Człowiek (czyt. Matka), zmęczony obowiązkami w pracy, wraca do domu i ma jeszcze siły na obowiązki domowe. Człowiek, zmęczony obowiązkami domowymi, siedzi w domu i nie ma już siły na kolejne obowiązki domowe.
4.
Poranek przed pracą jest niebywale elastyczny, tzn. jego pojemność rośnie nieskończenie. Matka przed pracą jest w stanie umyć włosy, umalować się, ubrać (łącznie z trzykrotną zmianą koncepcji). Wypić kawę. Posadzić dziecko na nocniku. Ubrać dziecko. Przygotować i zjeść z dzieckiem śniadanie. Przygotować kanapki do pracy. Dokończyć pisanie tego tekstu. Wypakować naczynia ze zmywarki. Pobiec na tramwaj.
W zwykły poranek w tym samym przedziale czasowym Matka jedynie, pijąc kawę, wspólnie z Synem niespiesznie zjada śniadanie. W piżamach.
A jakby co, to pierwsze spostrzeżenia były tu #1
wtorek, 18 lutego 2014
Kiedyś czyjaś Córka mi podziękuje
Mówi się, że matki nie wychowują synów dla siebie, ale robią to dla innych kobiet, dla przyszłych partnerek swoich synów.
Nie od dziś wiadomo jak Pierworodny działa na kobiety. Tak, że ich serca miękną, kolana się uginają, uśmiech pojawia się nawet na najbardziej zmęczonej twarzy a spotkanie z nim na długo zapada w pamięci. Wielokrotnie była Matka świadkiem tego, jak jego rówieśnice rzucały się na Syna, by go przytulić bądź pocałować - zwykle ku przerażeniu samego obiektu tych nagłych porywów uczuć i zwykle parka w uścisku razem zaliczała glebę, co kwitowane było płaczem Pierworodnego i w końcowym efekcie ucieczką do Mamusi (ale na obronę Syna działa to, że mało który facet nigdy tak się nie zachował i po nieudanej znajomości z przedstawicielką płci przeciwnej nie pobiegł w pocieszające ramiona mamusi).
Gdy do akcji wkracza błękit oczu Pierworodnego, coś nieopisanego dzieje się także z kobietami, które są już nie jego rówieśnicami, ale równolatkami jego matki czy babci. Zaraz każda chce go brać na ręce, na kolana, pogłaskać, przytulić, zagadać. On zwykle nie ma nic przeciwko.
Żadna kobieta nie jest obojętna na niewątpliwy urok Syna Pierworodnego.
Innymi słowy, jakoś Matka nie boi się o brak kandydatek na Synową.
Mały bilans.
Pierworodny jest bardzo czuły.
Uwielbia się tulić, chętnie daje buziaki.
Nie ma problemu z mówieniem "kocham". Tzn. ma problem, bo ogólnie nic jeszcze nie mówi. Ale, gdy daje do zrozumienia, że kogoś kocha to z anielskim uśmiechem przechyla główkę na bok - to taki gest jakby na odległość chciał tę głowę położyć ukochanej osobie na kolanach - wszystko w człowieku pęka i topnieje.
Potrafi też przeprosić, gdy nabroi.
Tańczy.
Jest towarzyski.
Ma poczucie humoru.
Zawsze pamięta gdzie coś położył. A i zapytany o to, gdzie w domu szukać zaginionego przedmiotu szybko i bezbłędnie udziela odpowiedzi. Czyli w przyszłości żadnego: "Kochanie, a gdzie jest mój/-a/-e ... ?" - jak nie facet.
Coś za coś. Choruje jak typowy facet. Tzn. na szczęście nie choruje. Ale wystarczy, że ktoś z domowników ma "ałka" a Pierworodny nie da za wygraną i kilkadziesiąt razy dziennie będzie pokazywał, że też kiedyś miał "ałka". I najpewniej, że zrobił mu je Kot. Bo w jego mniemaniu Kot jest sprawcą każdego "ałka". Cóż, nie ma ideałów.
Pomaga przy gotowaniu.
W niedzielę znów upiekł z Matką ciasto (bez żadnych ryków i krzyków i tylko raz sypnął sobie w twarz mąką - nie żeby Matka jakoś szczególnie to wspólne pieczenie polubiła, ale pamiętała o podwinięciu rękawków i ogólnie fajnie było. Wszystkim niedowiarkom mówimy: Da się!).
Brudne ubrania zanosi do pralki lub kosza na bieliznę.
Pomaga przy wieszaniu prania.
Wyciera kurze.
Odkurza.
Segreguje. Sam z siebie. Klocki według rodzaju. I inne rzeczy też.
Dba o swoje samochody. Nie pozwala, by w pudełku z autami znalazły się jakieś inne zabawki.
Nie miga się od drobnych napraw domowych. Przy majsterkowaniu nie odstępuje Ojca na krok i zawsze pamięta, gdzie jest skrzynka z narzędziami.
A kilka dni temu Matka nauczyła Pierworodnego myć okna.
"Moja rola jako matki skończona" - pomyślała z nostalgią, patrząc w dal przez lśniąco czystą szybę.
Nie od dziś wiadomo jak Pierworodny działa na kobiety. Tak, że ich serca miękną, kolana się uginają, uśmiech pojawia się nawet na najbardziej zmęczonej twarzy a spotkanie z nim na długo zapada w pamięci. Wielokrotnie była Matka świadkiem tego, jak jego rówieśnice rzucały się na Syna, by go przytulić bądź pocałować - zwykle ku przerażeniu samego obiektu tych nagłych porywów uczuć i zwykle parka w uścisku razem zaliczała glebę, co kwitowane było płaczem Pierworodnego i w końcowym efekcie ucieczką do Mamusi (ale na obronę Syna działa to, że mało który facet nigdy tak się nie zachował i po nieudanej znajomości z przedstawicielką płci przeciwnej nie pobiegł w pocieszające ramiona mamusi).
Gdy do akcji wkracza błękit oczu Pierworodnego, coś nieopisanego dzieje się także z kobietami, które są już nie jego rówieśnicami, ale równolatkami jego matki czy babci. Zaraz każda chce go brać na ręce, na kolana, pogłaskać, przytulić, zagadać. On zwykle nie ma nic przeciwko.
Żadna kobieta nie jest obojętna na niewątpliwy urok Syna Pierworodnego.
Innymi słowy, jakoś Matka nie boi się o brak kandydatek na Synową.
Mały bilans.
Pierworodny jest bardzo czuły.
Uwielbia się tulić, chętnie daje buziaki.
Nie ma problemu z mówieniem "kocham". Tzn. ma problem, bo ogólnie nic jeszcze nie mówi. Ale, gdy daje do zrozumienia, że kogoś kocha to z anielskim uśmiechem przechyla główkę na bok - to taki gest jakby na odległość chciał tę głowę położyć ukochanej osobie na kolanach - wszystko w człowieku pęka i topnieje.
Potrafi też przeprosić, gdy nabroi.
Tańczy.
Jest towarzyski.
Ma poczucie humoru.
Zawsze pamięta gdzie coś położył. A i zapytany o to, gdzie w domu szukać zaginionego przedmiotu szybko i bezbłędnie udziela odpowiedzi. Czyli w przyszłości żadnego: "Kochanie, a gdzie jest mój/-a/-e ... ?" - jak nie facet.
Coś za coś. Choruje jak typowy facet. Tzn. na szczęście nie choruje. Ale wystarczy, że ktoś z domowników ma "ałka" a Pierworodny nie da za wygraną i kilkadziesiąt razy dziennie będzie pokazywał, że też kiedyś miał "ałka". I najpewniej, że zrobił mu je Kot. Bo w jego mniemaniu Kot jest sprawcą każdego "ałka". Cóż, nie ma ideałów.
Pomaga przy gotowaniu.
W niedzielę znów upiekł z Matką ciasto (bez żadnych ryków i krzyków i tylko raz sypnął sobie w twarz mąką - nie żeby Matka jakoś szczególnie to wspólne pieczenie polubiła, ale pamiętała o podwinięciu rękawków i ogólnie fajnie było. Wszystkim niedowiarkom mówimy: Da się!).
Brudne ubrania zanosi do pralki lub kosza na bieliznę.
Pomaga przy wieszaniu prania.
Wyciera kurze.
Odkurza.
Segreguje. Sam z siebie. Klocki według rodzaju. I inne rzeczy też.
Dba o swoje samochody. Nie pozwala, by w pudełku z autami znalazły się jakieś inne zabawki.
Nie miga się od drobnych napraw domowych. Przy majsterkowaniu nie odstępuje Ojca na krok i zawsze pamięta, gdzie jest skrzynka z narzędziami.
A kilka dni temu Matka nauczyła Pierworodnego myć okna.
"Moja rola jako matki skończona" - pomyślała z nostalgią, patrząc w dal przez lśniąco czystą szybę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)