Chciała być Matka matką nowoczesną, matką postępową, idącą z trendami. Myślała, że uszczęśliwia dziecko zapodając mu posiłki metodą BLW (Bobas Lubi Wybór). Pal licho to sprzątanie. Przecież to zaowocuje w przyszłości - Syn szybciej nauczy się jeść samodzielnie. Będzie chętniej sięgał po warzywa, sam zdecyduje co lubi, pozna jedzenie wszystkimi zmysłami. Bla, bla, bla. Okazało się, że Syn Pierworodny chromoli to całe BLW. Bobas Lepiej Wie. Od początku wprowadzania stałych pokarmów poza zmiksowaną papką codziennie dostawał też warzywa i owoce w kawałkach. Przez pierwsze miesiące bawiła go taka forma. Pal licho to sprzątanie. Matka z dumą obserwowała jak z każdym tygodniem Syn coraz sprawniej radzi sobie np. z jabłkiem, zaczynał od polizania, potem wbijał kolejno jeden ząbek, dwa itd. i tak sobie skrobał, teraz wcina bez problemu całe jabłko. Matka Matki patrzyła na cały ten eksperyment z trwogą ("bo przecież jaki bałagan") i drżącym sercem ("bo przecież on się udusi" - nigdy nawet się nie zakrztusił). Zdobywane przez Syna doświadczenie zaowocowało jednak nie tylko tym, że nauczył się samodzielnie zjadać coraz większe ilości, ale też tym, że nauczył się robić coraz większy bajzel dookoła siebie a siebie samego doprowadzić do stanu opłakanego. Bobas Lubi się Wybrudzić. Matka nie zaufała jednak metodzie BLW do końca i np. zupki czy kaszki zawsze podawała sama, nie sprzeciwiając się jednak, gdy Syn chciał rączką sprawdzić co też takiego znajduje się w miseczce. Bobas Lubi Wiedzieć. Pal licho to sprzątanie. W pewnym momencie Syn zastrajkował i niemal całkowicie wypiął się na podawane przez Matkę zupki. Dopiero wtedy tak naprawdę dowiedziała się co znaczy SYF! Zupkom Syn powiedział nie, ale za to chętniej zajmował się drugim daniem, jadanym samodzielnie, choć ilości wciąż były to niewielkie. Pal licho to sprzątanie. Bobas Lubi Wybrzydzać.
Od jakiegoś czasu Syn znów zupki pokochał. Matka nie ukrywa, że jeszcze bardziej się stara i szuka nowych smaków, bardziej wyrazistych, a i posolić jej się czasami zdarzy (chociaż do niedawna się zarzekała, że dziecku solić nie będzie, no bo jak to? po co?). No i doszły jeszcze te słoiki. Ale odkąd, ku uciesze Matki, Syn wrócił do zupek zaczął też tracić zainteresowanie drugim daniem. Nie no, zwariować można! Tłumaczenie, że niby za duże porcje odpada - wszystkiego mniej niż w schematach żywienia niemowląt. Aż tu nagle... Matka, jak zwykle szukając na Syna Pierworodnego sposobu i starając się go rozbawić, gdy robił się marudny, przypadkiem znalazła rozwiązanie. Zaczęła mu podawać drugie danie łyżeczką, tą samą co zupkę. Nawet ciężko się nakładało ziemniaki i fasolkę szparagową na taką małą łyżeczkę, ale Syn był zachwycony. Bobas Lubi Wszystko. Po raz pierwszy zjadł dwa dania. I to całkiem pokaźne. Bo Matka stwierdziła, że skoro i tak dojada po dziecku to sobie tym razem więcej tych warzywek na parze ugotuje. A tu Syn jej wszystko wyjadł, łyżeczka po łyżeczce. Na zdrowie. I sprzątania prawie wcale. Pal licho to BLW.
Bobas Lubi Wybór? Bobas Lubi Wygodę!!!
czwartek, 28 lutego 2013
środa, 27 lutego 2013
Nadejszła wiekopomna chwila
Wszem wobec i każdemu z osobna uroczyście ogłasza się, iż z 26 na 27 lutego Roku Pańskiego 2013 liczący sobie 10 miesięcy 3 tygodnie i 5 dni małoletni, zwany dalej Synem Pierworodnym, ku uciesze wszystkich domowników, tj. Matki, Ojca oraz Kota płci żeńskiej, po raz pierwszy w swoim życiu
PRZESPAŁ CAŁĄ NOC
>>fanfary<<
Matka szczerze przyznaje, że nie pamięta daty odkrycia pierwszego ząbka w paszczy Syna, ani też kiedy Pierworodny po raz pierwszy poszedł w siną dal na czworakach. Nie pamięta daty chrzcin, ani szczepień, jak też dat wielu innych ważnych wydarzeń w życiu swojego dziecka. Dlatego stara się je zapisywać (o ile i o tym nie zapomni).
Ale Matka pamięta dwie ważne daty po 31 marca 2012 r. i nawet gdyby ją zbudzić w środku nocy i zapytać znienacka to odpowie bezbłędnie. Wie kiedy Syn po raz pierwszy uśmiechnął się do niej. Trudno byłoby nie wiedzieć, bo było to w Matki urodziny. I wie też, że 12 maja 2012 r. pierwszy raz po porodzie wcisnęła się w swoje obcisłe jeansy.
A teraz będzie pamiętać jeszcze jedną datę.
wtorek, 26 lutego 2013
Kapcie
Kładła się Matka spać jak zwykle późno, jak zwykle ostatnia. Tak jak lubi. Wchodząc do łóżka myśli sobie: "Przestawię jednak te kapcie, przecież za jakieś 2 godziny wstaję do Młodego, jeszcze się o nie potknę". Ale jednak nie przestawiła, ponieważ zaraz przyszła myśl: "Jak przestawię to potem po ciemku będę szukać, bo na pewno będzie mi zimno w stopy od paneli".
"Zaraz, zaraz... czy ja już się nad tym kiedyś nie zastanawiałam? Co ja w nocy robię z kapciami? Zakładam czy nie? Kiedyś wstawało się do karmienia nawet 4-5 razy, teraz już tylko 1-2, ale wciąż nie wiem co ja z nimi robię? Są mi potrzebne czy nie - zakładam odruchowo czy może jestem tak nieprzytomna, że nie czuję, że mi zimno? Muszę dziś zwrócić uwa...". Matka zasnęła.
Syn obudził ją koło 8:00. Gdy rano rozmawiali sobie przy ka-sz/w-ce Matka znów przypomniała sobie o kapciach. Pamięta, że wstawała w nocy do Pierworodnego. Hmm... ale raz czy dwa? I co z tymi cholernymi kapciami?
I tak już prawie 11 miesięcy.
"Zaraz, zaraz... czy ja już się nad tym kiedyś nie zastanawiałam? Co ja w nocy robię z kapciami? Zakładam czy nie? Kiedyś wstawało się do karmienia nawet 4-5 razy, teraz już tylko 1-2, ale wciąż nie wiem co ja z nimi robię? Są mi potrzebne czy nie - zakładam odruchowo czy może jestem tak nieprzytomna, że nie czuję, że mi zimno? Muszę dziś zwrócić uwa...". Matka zasnęła.
Syn obudził ją koło 8:00. Gdy rano rozmawiali sobie przy ka-sz/w-ce Matka znów przypomniała sobie o kapciach. Pamięta, że wstawała w nocy do Pierworodnego. Hmm... ale raz czy dwa? I co z tymi cholernymi kapciami?
I tak już prawie 11 miesięcy.
poniedziałek, 25 lutego 2013
Matka ewoluuje?
Czasem Matka zastanawia się czy miała jakieś życie przed 31 marca 2012... Nie pamięta. Ale chyba tak. Jak przez mgłę przypomina sobie kogoś kto miał czas chodzić na jogę, czasem też na siłownię, lubił czerwone wino i cienkie papierosy. Lubił spać do południa i kłaść się nad ranem. I nosił sukienki. Tak, to pewnie po tym kimś została Matka z szafą pełną niewygodnych, ale takich ładnych sukienek. I butów na obcasie, w większości też oczywiście niewygodnych. I torebek pasujących do jednych i drugich - głównie kopertówek, widocznie ten ktoś nie musiał dzień w dzień pchać przed sobą wózka i wychodząc z domu zawsze miał wolne ręce... Sukienki wiszą wciąż równiutko na wieszakach, bo Matka lubi sobie na nie popatrzeć od czasu do czasu. Nawet chętnie wskoczyłaby w którąś z tych kiecek, ale jak w takiej dziecko nakarmić? I żal byłoby po podłodze z Synem się turlać. Szkoda też zupką zachlapać. No i wydałoby się, że znów nie było czasu nóg ogolić.
Pozostaje wmawiać sobie dalej, że praktyczna torba przewieszona przez ramię i wygodne jeansy to wynik ewolucji stylu, a brak alkoholu i papieroska do kawy to świadomie wybrany zdrowszy styl życia.
Pozostaje wmawiać sobie dalej, że praktyczna torba przewieszona przez ramię i wygodne jeansy to wynik ewolucji stylu, a brak alkoholu i papieroska do kawy to świadomie wybrany zdrowszy styl życia.
niedziela, 24 lutego 2013
Jaki Ojciec taki Syn
Po przeanalizowaniu sprawy Matka doszła do wniosku, że oprócz noska i boskiego spojrzenia Synek po Tatusiu odziedziczył też dziwne upodobania kulinarne, a może raczej nawyki żywieniowe. Na przykład to, że obaj patrzą podejrzliwie na zielone jedzenie. Na szczęście Syn jest jeszcze w takim wieku, że nie uprzedza się z góry i to, że ładuje wszystko do buzi zanim pomyśli ma czasem zalety (o tym, że ma też wady będzie kiedy indziej). Tym sposobem zjada czasem fasolkę, groszek czy inne frykasy. W przeciwieństwie do swego Ojca, którego nie daje się przekonać chyba do niczego zielonego poza ogórkiem, cukinią, kiwi, no i Johny Walkerem (ale to już inna kategoria żywieniowa).
Po Ojcu dziecko ma też dziwne zamiłowanie do gotowych dań słoiczkowych. Nie, nie, nie, od razu zaprzeczam. Nie żywi się Ojciec daniami Gerbera czy innego Bobofruta. Chodzi o to, że jak przygotuje jedzenie ktoś obcy i trzeba za nie słono zapłacić to nagle Ojciec zapomina, że ma uprzedzenia do wielu składników i wszystko od razu jakoś lepiej smakuje. Do szału doprowadzają Matkę takie sytuacje, gdy w restauracji z olśnieniem na twarzy Ojciec stwierdza: "Nawet dobre te brokuły", a w domu tylko patrzy z obrzydzeniem, gdy Matka się zajada. Albo gdy opowiada: "Kupiłem sobie kanapkę i tam były takie... no jak rzeżucha, ale nie rzeżucha... nie wiem co, ale jakie dobre". "Kiełki". "Skąd wiesz?". "Bo non stop to kupuję a Ty nawet posmakować nie chcesz".
Ostatnio Matka wpadła na pomysł jak zachęcić Syna do zupek czy innych dań, które trudno byłoby mu jeść samodzielnie (Matka wie, że metody BLW zalecają by dziecko wszystko jadło samo, ale Syn potrafi zrobić sajgon 3 chrupkami kukurydzianymi, Matka ma bogatą wyobraźnię i dlatego domyśla się co byłoby z zupką, więc dała sobie spokój z aż takim nakłanianiem do samodzielności, dla własnego dobra). Teraz Matka podaje zupki w słoikach. Na czas obiadku piękne, kolorowe miseczki idą w odstawkę. Matka znając upodobania Syna do gotowych "słoiczków" postanowiła wziąć go na sposób. Sposób okazał się niezwykle skuteczny. Dziecko je. Smakuje mu wszystko. Choć nadal się brudzi to już nie tak bardzo - po posiłku łatwo rozpoznać, że to niewielkich rozmiarów istota ludzka a nie potwór z bagien czy jakiś inny bezkształtny, lepiący się stwór. I sprzątania nagle mniej.
Matce wróciła wiara (we własne umiejętności kulinarne), nadzieja (że kiedyś będzie lepiej) i miłość (bezwarunkowa, do Syna, która bywała mocno nadszarpnięta na czas trwania obiadku, gdy Matka po raz enty musiała przecierać okulary z jarzynowej papki).
"Tak więc trwają wiara, nadzieja i miłość - te trzy: z nich zaś największa jest MIŁOŚĆ"
Po Ojcu dziecko ma też dziwne zamiłowanie do gotowych dań słoiczkowych. Nie, nie, nie, od razu zaprzeczam. Nie żywi się Ojciec daniami Gerbera czy innego Bobofruta. Chodzi o to, że jak przygotuje jedzenie ktoś obcy i trzeba za nie słono zapłacić to nagle Ojciec zapomina, że ma uprzedzenia do wielu składników i wszystko od razu jakoś lepiej smakuje. Do szału doprowadzają Matkę takie sytuacje, gdy w restauracji z olśnieniem na twarzy Ojciec stwierdza: "Nawet dobre te brokuły", a w domu tylko patrzy z obrzydzeniem, gdy Matka się zajada. Albo gdy opowiada: "Kupiłem sobie kanapkę i tam były takie... no jak rzeżucha, ale nie rzeżucha... nie wiem co, ale jakie dobre". "Kiełki". "Skąd wiesz?". "Bo non stop to kupuję a Ty nawet posmakować nie chcesz".
Ostatnio Matka wpadła na pomysł jak zachęcić Syna do zupek czy innych dań, które trudno byłoby mu jeść samodzielnie (Matka wie, że metody BLW zalecają by dziecko wszystko jadło samo, ale Syn potrafi zrobić sajgon 3 chrupkami kukurydzianymi, Matka ma bogatą wyobraźnię i dlatego domyśla się co byłoby z zupką, więc dała sobie spokój z aż takim nakłanianiem do samodzielności, dla własnego dobra). Teraz Matka podaje zupki w słoikach. Na czas obiadku piękne, kolorowe miseczki idą w odstawkę. Matka znając upodobania Syna do gotowych "słoiczków" postanowiła wziąć go na sposób. Sposób okazał się niezwykle skuteczny. Dziecko je. Smakuje mu wszystko. Choć nadal się brudzi to już nie tak bardzo - po posiłku łatwo rozpoznać, że to niewielkich rozmiarów istota ludzka a nie potwór z bagien czy jakiś inny bezkształtny, lepiący się stwór. I sprzątania nagle mniej.
Matce wróciła wiara (we własne umiejętności kulinarne), nadzieja (że kiedyś będzie lepiej) i miłość (bezwarunkowa, do Syna, która bywała mocno nadszarpnięta na czas trwania obiadku, gdy Matka po raz enty musiała przecierać okulary z jarzynowej papki).
"Tak więc trwają wiara, nadzieja i miłość - te trzy: z nich zaś największa jest MIŁOŚĆ"
sobota, 23 lutego 2013
Babcia Wyluzuj! czyli Wnuk Pierworodny kontra Babcie cz.2
Matka Ojca
Matka Ojca dla odmiany uważa swego Wnuka Pierworodnego za małego geniusza. W związku z tym, według niej, Syn Pierworodny wszystko robi doskonale, a przede wszystkim lepiej niż inne dzieci. Tu z kolei najczęstszym tekstem jest: "Jak on mądrze patrzy" - wypowiadane z taką jakby nostalgią w głosie czy też pewnym namaszczeniem. Bo według Matki Ojca inne dzieci tak oczywiście nie patrzą. Fakt faktem Syn Pierworodny bardzo często robi poważną minę człowieka, który przeżył wiele i lubi kontemplować świat w skupieniu i spokoju.
Poza tym coraz częściej pada też: "Jak on to sprytnie robi" - wypowiadane z zachwytem. Syn Pierworodny wszystko robi sprytnie i oczywiście, w przeciwieństwie do innych dzieci, jakoś tak wyjątkowo. Matka Ojca nawet nie musi być świadkiem wyczynu wnuka by to orzec, wystarczy, że Ojciec Pierworodnego wspomni jej przez telefon.
A już najbardziej Matkę Ojca zachwyca odwaga Syna Pierworodnego. Która to według niej przejawia się nieskrępowanym zaczepianiem psa. Pies w domu Matki Ojca zdecydowanie nie należy do kategorii małych piesków kanapowych, gdyby zechciał jednym ruchem mógłby powalić Matkę na ziemię a Syna połknąć na jakieś trzy chapnięcia (gdyby nie był tak wybredny co do jedzenia). W dodatku nigdy nie miał kontaktu z dziećmi. Matka i Ojciec oblewają się więc zimnym potem, gdy z daleka dostrzegają, że Syn Pierworodny z prędkością Bolta na setkę przemierza na czworakach pokój i dopada do psa. "Ale przecież spokojnie, jest obok Babcia, nie da chyba zrobić krzywdy wnukowi?" - uspokajają się w myślach przez ułamek sekundy, po czym i tak na wszelki wypadek dobiegają do Syna i łapią go wydaje się w ostatniej chwili przed włożeniem przez Syna rączki do paszczy lwa, yyy, psa. A co na to Matka Ojca? Rozbawiona i zachwycona obserwując wszystko z boku relacjonuje: "Złapał i pociągnął psa za wąsy. I wcale się nie bał. Ale on jest odważny."
W takim wypadku i zawsze kiedy Syn robi coś czego nie powinien Matka z Ojcem oczywiście przybierają groźne miny i mówią, że nie wolno. A co robi Babcia? Śmieje się. A gdy się jej zwraca uwagę, nadal uśmiechnięta odpowiada "No tak, nie wolno się śmiać, bo przecież będzie myślał, że to zabawa".
Wspominałam, że Matka Ojca jest psychologiem?
Matka Ojca dla odmiany uważa swego Wnuka Pierworodnego za małego geniusza. W związku z tym, według niej, Syn Pierworodny wszystko robi doskonale, a przede wszystkim lepiej niż inne dzieci. Tu z kolei najczęstszym tekstem jest: "Jak on mądrze patrzy" - wypowiadane z taką jakby nostalgią w głosie czy też pewnym namaszczeniem. Bo według Matki Ojca inne dzieci tak oczywiście nie patrzą. Fakt faktem Syn Pierworodny bardzo często robi poważną minę człowieka, który przeżył wiele i lubi kontemplować świat w skupieniu i spokoju.
Poza tym coraz częściej pada też: "Jak on to sprytnie robi" - wypowiadane z zachwytem. Syn Pierworodny wszystko robi sprytnie i oczywiście, w przeciwieństwie do innych dzieci, jakoś tak wyjątkowo. Matka Ojca nawet nie musi być świadkiem wyczynu wnuka by to orzec, wystarczy, że Ojciec Pierworodnego wspomni jej przez telefon.
A już najbardziej Matkę Ojca zachwyca odwaga Syna Pierworodnego. Która to według niej przejawia się nieskrępowanym zaczepianiem psa. Pies w domu Matki Ojca zdecydowanie nie należy do kategorii małych piesków kanapowych, gdyby zechciał jednym ruchem mógłby powalić Matkę na ziemię a Syna połknąć na jakieś trzy chapnięcia (gdyby nie był tak wybredny co do jedzenia). W dodatku nigdy nie miał kontaktu z dziećmi. Matka i Ojciec oblewają się więc zimnym potem, gdy z daleka dostrzegają, że Syn Pierworodny z prędkością Bolta na setkę przemierza na czworakach pokój i dopada do psa. "Ale przecież spokojnie, jest obok Babcia, nie da chyba zrobić krzywdy wnukowi?" - uspokajają się w myślach przez ułamek sekundy, po czym i tak na wszelki wypadek dobiegają do Syna i łapią go wydaje się w ostatniej chwili przed włożeniem przez Syna rączki do paszczy lwa, yyy, psa. A co na to Matka Ojca? Rozbawiona i zachwycona obserwując wszystko z boku relacjonuje: "Złapał i pociągnął psa za wąsy. I wcale się nie bał. Ale on jest odważny."
W takim wypadku i zawsze kiedy Syn robi coś czego nie powinien Matka z Ojcem oczywiście przybierają groźne miny i mówią, że nie wolno. A co robi Babcia? Śmieje się. A gdy się jej zwraca uwagę, nadal uśmiechnięta odpowiada "No tak, nie wolno się śmiać, bo przecież będzie myślał, że to zabawa".
Wspominałam, że Matka Ojca jest psychologiem?
Babcia Wyluzuj! czyli Wnuk Pierworodny kontra Babcie cz.1
Babcie jak to babcie - są bez reszty rozkochane w Synu Pierworodnym. W końcu to także Wnuk Pierworodny. Matka i Ojciec patrzą na to z przymrużeniem oka. Choć bywają też sytuacje kiedy dla dobra dziecka muszą zachować czujność.
Matka Matki
Stałym tekstem Matki Matki, gdy przyjeżdża jest: "Ostatnio jeszcze tego nie robił" - nie ma znaczenia czy widzi wnuka po 2 dniach czy po 2 tygodniach, zawsze Wnuk ją czymś zaskakuje, a tekst zawsze wypowiadany jest z tym samym zachwytem i zadziwieniem. Poza tym dotyczy wszystkiego, od sposobu trzymania zabawki, przez techniki jedzenia, plucia, siadania, wstawania, po robienie min, gonienie kota czy zaczepianie rodziców. Nie ma wizyty Babci bez "Ostatnio jeszcze tego nie robił".
Poza tym do niedawna za każdym razem, gdy Matka ze swoją Matką rozmawiały przez telefon a w tle "odezwał się" Syn Pierworodny, niezależnie od tego jaki dźwięk z siebie wydał, Babcia mawiała: "Ooo, chyba powiedział mama". Zdanie to Matka słyszała jakieś 200 razy odkąd Syn skończył 3 miesiące.
A tak na marginesie istnieje podejrzenie, że Syn odhaczył sobie "mówienie mama" na swojej liście umiejętności do zdobycia i postanowił dać sobie z tym spokój. Nauczył się, potrenował 2 tygodnie, po czym stwierdził, że skoro i tak wszystkie jego zachcianki są spełniane migusiem to po co właściwie się wysilać. A może pomyślał sobie: Hmm, co oni? o co im chodzi? wczoraj tak się zachwycali, że mówię ma-ma, a dziś ciągle tylko ta-ta, ta-ta. No to wezmę ich na przetrzymanie - znów będą się cieszyć.
Co ciekawe zdanie to wypowiadane przez Babcię, nie wiedzieć czemu, podnosiło Matce ciśnienie tak samo pół roku temu, kiedy Syn nie mówił, 3 tygodnie temu, gdy mówił i teraz, kiedy znów nie mówi. Niedawno nawet Babci przyśniło się jak Syn Pierworodny mówi "Kocham Cię Mamusiu", co opowiedziała kilkakrotnie, bo przecież było takie wzruszające...
Niezmienny jest również zachwyt Babci nad większością zachowań Syna Pierworodnego. Według niej Syn wszystko robi "śśślicznie". Śśślicznie wygląda, śśślicznie je, pije, patrzy, pełza, raczkuje, śśślicznie macha, bawi się itd.
Ciekawe ile jeszcze czasu zostało do tego jak Syn nauczy się wykorzystywać to uwielbieńcze zapatrzenie w jego osobę? I śśślicznie da Babci popalić.
Matka Matki
Stałym tekstem Matki Matki, gdy przyjeżdża jest: "Ostatnio jeszcze tego nie robił" - nie ma znaczenia czy widzi wnuka po 2 dniach czy po 2 tygodniach, zawsze Wnuk ją czymś zaskakuje, a tekst zawsze wypowiadany jest z tym samym zachwytem i zadziwieniem. Poza tym dotyczy wszystkiego, od sposobu trzymania zabawki, przez techniki jedzenia, plucia, siadania, wstawania, po robienie min, gonienie kota czy zaczepianie rodziców. Nie ma wizyty Babci bez "Ostatnio jeszcze tego nie robił".
Poza tym do niedawna za każdym razem, gdy Matka ze swoją Matką rozmawiały przez telefon a w tle "odezwał się" Syn Pierworodny, niezależnie od tego jaki dźwięk z siebie wydał, Babcia mawiała: "Ooo, chyba powiedział mama". Zdanie to Matka słyszała jakieś 200 razy odkąd Syn skończył 3 miesiące.
A tak na marginesie istnieje podejrzenie, że Syn odhaczył sobie "mówienie mama" na swojej liście umiejętności do zdobycia i postanowił dać sobie z tym spokój. Nauczył się, potrenował 2 tygodnie, po czym stwierdził, że skoro i tak wszystkie jego zachcianki są spełniane migusiem to po co właściwie się wysilać. A może pomyślał sobie: Hmm, co oni? o co im chodzi? wczoraj tak się zachwycali, że mówię ma-ma, a dziś ciągle tylko ta-ta, ta-ta. No to wezmę ich na przetrzymanie - znów będą się cieszyć.
Co ciekawe zdanie to wypowiadane przez Babcię, nie wiedzieć czemu, podnosiło Matce ciśnienie tak samo pół roku temu, kiedy Syn nie mówił, 3 tygodnie temu, gdy mówił i teraz, kiedy znów nie mówi. Niedawno nawet Babci przyśniło się jak Syn Pierworodny mówi "Kocham Cię Mamusiu", co opowiedziała kilkakrotnie, bo przecież było takie wzruszające...
Niezmienny jest również zachwyt Babci nad większością zachowań Syna Pierworodnego. Według niej Syn wszystko robi "śśślicznie". Śśślicznie wygląda, śśślicznie je, pije, patrzy, pełza, raczkuje, śśślicznie macha, bawi się itd.
Ciekawe ile jeszcze czasu zostało do tego jak Syn nauczy się wykorzystywać to uwielbieńcze zapatrzenie w jego osobę? I śśślicznie da Babci popalić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)