niedziela, 20 października 2013

Nienawidzę karmić piersią!




Szok, co?
Będą gromy? Pojawią się pytania: "To po cholerę karmisz?".
Dobra, przyznaję. Trochę przesadziłam. Ale tytuł chwytliwy, co nie? Nie nienawidzę.
Wkurza mnie po prostu. Uwiera mi i ciąży. Powoli przestaje mi być to karmienie naturalnym.

A dlaczego karmię?
Ano dlatego właśnie, że taka niewyluzowana jestem. Że wiedząc o tym, że jest to najlepsze dla mojego dziecka, że może to pomóc w jego problemach alergologicznych, nie potrafię tak po prostu zrezygnować. Jestem tak niewyluzowana, że chociaż wiem, że śmiało mogę zaliczyć się do matek, które dla dobra dziecka, gdy uznają to za konieczne, zawsze poświęcą dobro własne i chociaż wiem, że nie jest to do końca dobre w szerszej perspektywie to zmienić tego nie potrafię.

To nie jest tak, że ja nienawidzę całej idei karmienia. Oczywistym było dla mnie, że Syna Pierworodnego będę karmić piersią, innej opcji nawet nie brałam pod uwagę. Przecież jestem matką z parciem na doskonałość.
Zakładałam jednak, że cała ta przygoda potrwa ok. 8 miesięcy. Może 10. Takie były założenia, taka teoria. W praktyce pojawiły się u Pierworodnego kłopoty z brzuszkiem i objawy alergii. Zdecydowałam wtedy, że będę karmić do roku. Lekarz zalecił dłużej. No to karmię. Już ponad półtora roku. I jakoś końca nie widzę.

Już sama nie wiem czego ja właściwie w tym karmieniu tak nie lubię. Nie o fizyczność mi chodzi. Ale o psychikę moją, która zaczyna się bronić, która jęczy "Dość!", która już nie chce, która ma po dziurki w nosie bycia "matką karmiącą".

Fakt, początki były ciężkie. Przez pierwsze dni uczyliśmy się tego całego karmienia razem z Synem i łatwo nie było. Mój brak wiary w siebie jako matkę, podsycany trudnościami z prawidłowym przystawieniem dziecka do piersi, stopniowo przerodził się w dość długi baby blues. Całą techniczną stronę karmienia opanowaliśmy w 3-4 dni, baby blues ciągnął się 3-4 tygodnie.
Po kilku tygodniach regularnego, książkowego wręcz, karmienia co 3 godziny Pierworodnemu wszystko się poprzestawiało, karmiłam coraz częściej i coraz dłużej. Czytałam (bo ja wtedy ciągle coś o dzieciach czytałam), że to kryzys laktacyjny. Jeden, drugi, trzeci... U nas jeden nie zdążył się skończyć, gdy już zaczynał się następny. Dochodziło do tego, że przez ponad 5 godzin z rzędu nie robiłam nic innego tylko siedziałam na kanapie z odsłoniętym biustem, albo że przez około 2 miesiące karmiłam co godzinę - jakby z zegarkiem w ręku musiałam co godzinę przystawiać do piersi dziecko, które ssało ok. 40 minut, potem 10 minut chodziło się z nim żeby odbiło - dobrze jeżeli akurat ktoś mógł mnie w tym wyręczyć, jeśli nie to zostawało mi dla siebie całe 10 minut przed kolejnym karmieniem. A wybawieniem była wtedy jedynie każda dłuższa drzemka. Zaraz po otworzeniu niemowlęcych oczu zaczynał się wrzask i wszystko od nowa. Ale przetrzymaliśmy i to.
Później było tylko lepiej. Karmienie stało się czymś naturalnym dla nas obojga. Przez długi czas w niczym mi nie wadziło, jakoś tak sobie było i już, po prostu. Bez myślenia o tym.
Myśl, że mam dość przyszła po około 10 miesiącach. Uznałam, że wytrzymam jeszcze ze 2 może 3. Jednak każda wizyta u alergologa kończyła się zaleceniem dalszego karmienia. A niewyluzowana matka zawsze stosuje się do zaleceń lekarza.

To czego na początku nienawidziłam to obnażanie się przed obcymi. A nawet nie obcymi. Przed kimkolwiek. Przed lekarzami, pielęgniarkami, salowymi, położnymi, odwiedzającymi w szpitalu. Przed rodziną. To ostatnie najbardziej mi uwierało, bo najdłużej. Ja rozumiem, że dla niektórych widok dziecka w skupieniu pijącego mleko matki jest czymś pięknym. Przyznaję, widok mojego własnego dziecka, przy mojej własnej piersi też mnie rozczulał. Obce dzieci i piersi nie budzą jakoś mojego zainteresowania. Ale krew mnie zalewała, gdy marząc o intymności, musiałam wciąż od nowa tłumaczyć, że nie czuję się komfortowo, gdy ktoś stoi nade mną i się na nas gapi. I do szału doprowadzała mnie odpowiedź: "Ale ja przecież na Niego się patrzę, nie na ciebie", gdy tak się składało, że On uwieszony był  mojej nagiej klatki piersiowej. Na szczęście ten problem już dawno mamy za sobą.

Wiem, wiem, powinnam cieszyć się i każdego dnia dziękować Opatrzności, czy czemuś tam Innemu, za to, że takie dobrodziejstwo na mnie spłynęło. Bo tyle kobiet wiele by dało, aby móc piersią karmić swoje dzieci. A ja niewdzięczna narzekam. Ale ja już się nacieszyłam. Teraz już tylko wyspać się bym chciała. Ot, takie mam marzenie. Zasnąć i obudzić się rano, bez wstawania od 1 do 4 razy na karmienie. Tak, wiem, że w mądrych książkach piszą, że dzieci w tym wieku nie potrzebują w nocy jeść, że to tylko przyzwyczajenie, że można im wodę podawać. Ale Pierworodny nie czyta jeszcze mądrych książek. On czyta na okrągło "Co kryje się na wsi?" i "Niebieski nocniczek małego Krzysia", a tam tego nie piszą.

I jeszcze odzyskać własne ciało chcę. Nie życzę sobie by ktokolwiek myślał, że o każdej porze dnia i nocy ma prawo do moich piersi.
Nie chcę już więcej wkładek laktacyjnych i spędzania całej doby w staniku. Chcę znów nosić swoje ładne push-up'y, a nie wiecznie tylko biustonosze z kieszonką. Chcę znów nosić sukienki, których w szafie wisi od groma i ciut ciut, ale w których nie sposób do takiego stanika z kieszonką się dostać.

I jak przystało na niewyluzowaną matkę wciąż martwię się o to, co będzie potem. Zamiast cieszyć się z jedynej zalety, którą jeszcze dostrzegam, z tego, że Syn bez problemu przy piersi zasypia, ja martwię się o to, co będzie później. Jak już go odstawię, bo kiedyś przecież nastąpi ten moment, to czy nie będzie miał problemów z zaśnięciem? Czy nie zrezygnuje z drzemki w ciągu dnia, czy wieczorem da radę sam zasnąć? Jak? Przecież całe życie ma ten sam rytuał?
No właśnie. Ten rytuał. Zasypiania przy piersi. Z tego powodu kłaść go mogę tylko ja. Nikt inny, tylko ja. Przez półtora roku, codziennie, tylko ja.
W teorii oczywiście ta bliskość z dzieckiem, to przywiązanie, to poczucie bezpieczeństwa... to wszystko brzmi jak kwintesencja macierzyństwa. W praktyce... no cóż... oddechu potrzebuję.
Nie czuję więzi. Więzi podczas karmienia. Już nie. I nie wiem, czy tak naprawdę kiedyś czułam. Nie wiem, czy z  tą więzią to nie jest tylko taki chwyt marketingowy... Bo może to, co czujemy to nie żadna więź, a jedynie ulga pod tytułem "No nareszcie, przestał się drzeć. I ja to sprawiłam! Ja! Cyckiem. Moim. Ja! Mam moc!"

A najbardziej to nie cierpię, nienawidzę wręcz, tego gmerania, grzebania, przebierania paluszkami, dłubania. Syn ma taki odruch, że kiedy je, to wolną ręką, tą którą ma "na górze", bezwiednie zaczyna mnie macać. Ja jego rękę zabieram, on od razu dalej to samo. Sprawdza co mam na sobie, czy jakiś sznurek przy bluzie nie wisi, czy jakiś guzik przy koszuli nie nadaje się do kręcenia, czy jakiś koralik na bluzce nie prosi się, by go urwać albo po prostu wkłada palce do stanika - a to już sprawia, że aż się trzęsę z nerwów. Wkurza mnie to po prostu niemiłosiernie. I już. Bez dyskusji.

Co mnie jeszcze wkurza? To, że sama nie wiem kiedy do mojego słownika wdarło się słowo "CYCUŚ". Zgroza. Masakra. Nawet ja sama tego nie skomentuję. Nie wiem po prostu, jak mogłam do tego dopuścić. Może to skutek jakiejś pomroczności wywołanej niedoborami superważnych składników odżywczych znajdujących się w mlecznej czekoladzie, której teraz mi nie wolno, a której kiedyś pochłaniałam kilogramy.

Od półtora roku jestem na diecie bez mleka i bez jajek. Chociaż staram się, by posiłki były odpowiednio skomponowane i wartościowe to mimo wszystko chyba wolę nie wiedzieć jakich spustoszeń w moim organizmie ta dieta mogła dokonać.
Poza tym, i tu mogę wiele kobiet wkurzyć, chciałabym przytyć. Robiąc niedawno porządki w zdjęciach, przyjrzałam się fotografiom z ostatnich wakacji. Lato, Bałtyk, Pierworodny szaleje i próbuje złapać falę i ja... Nagle zrozumiałam dlaczego anorektyczkom pokazuje się ich zdjęcia i nagrania. Lustro kłamie! Czy jesteś gruba, chuda czy w sam raz - zawsze kłamie. Ja myślałam, że jestem w sam raz, po prostu zawsze byłam wysoka i szczupła - żadna w tym moja zasługa, ten typ tak ma. Ale, o ile aktualnie w ubraniu czuję się OK, o tyle bez niego już mniej. W związku z tym robię wszystko by przytyć. Jem zastraszające ilości słodyczy, jem kiedy mam ochotę, jem o każdej porze dnia i nocy i przede wszystkim nie uprawiam żadnego sportu. Jednak do tego karmię - i tu całe to moje "poświęcenie dietetyczne" idzie na marne.

Poza tym za nieuczciwe uważam wmawianie mi w szkole rodzenia, że to sama ciąża a nie karmienie zmienia, czy wręcz niszczy, kobiece piersi. Rozumiem, że miało nas, ciężarne uczestniczki tych spotkań, skłonić to do naturalnego karmienia, byśmy zbyt łatwo nie rezygnowały, kierując się względami estetycznymi, że co miało się stać to już się stało, więc karmmy, karmmy i jeszcze raz karmmy. Przez długi czas mój biust był w porządku. Uważałam, że ciąża nie odbiła się na nim jakoś szczególnie negatywnie. A o swoich piersiach, choć niewielkich, zawsze miałam dobre mniemanie i dobrze się z nimi czułam. Pierwsze miesiące używania ich w nowym celu tego mniemania nie zmieniły. Dopiero po długotrwałym karmieniu, po ponad roku, zauważyłam, że to już nie to samo, że boję się każdego kolejnego miesiąca, że boję się, co będzie na koniec. Bo przecież w końcu musi przyjść koniec. Musi.

Musi. A ja wciąż odliczam do końca. Choć końca nie widzę.

44 komentarze:

  1. Witam. Jakiś czas temu trafiłam na Twój blog i w kilka dni przeczytałam cały, Mam synka, teraz ma 5 miesięcy, więc dobrze się czytało o Synu Pierworodnym. Uśmiałam się przy tym do łez ;-)
    Moją córcię, uczuloną na białko mleka krowiego, karmiłam piersią 3 lata, ten ostatni rok to było już tylko przed spaniem w dzień i wieczorem. Przestałam ją na siłę usypiać w dzień, a wieczorem była tak zmęczona, że zasypiała bez problemu. i nie było żadnych dramatów przy odstawieniu. Wiem, że 3 lata to dla Ciebie małe pocieszenie, ale chodzi o to ze nieprawdziwa jest teoria, że im dłużej się karmi tym trudniej odstawić.
    Z chwilą odstawienia zaczęła przesypiać całe noce :-)
    Teraz karmię synka i mam nadzieję na rok, ale czas pokaże jak będzie.
    A staniki polecam Alles - piękne, usztywniane i bardzo kobiece.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie na to liczę, że gdy odstawię gada to zacznie spać jak człowiek ;-)
      Trzy lata??? No way. Podziwiam, nie zamierzam powtarzać tego wyczynu ;-)
      Alles znam, mam dwa i nie jestem z nich zadowolona. Akurat te dwa są białe, bardzo szybko zszarzały a z tego usztywnianego wyłażą druty - chociaż fakt, gdy były nowiutkie przez chwilę wyglądałam jak seksbomba, pełna pierś do przodu. Teraz już ich nie znoszę i nie polecam.

      Usuń
    2. Trochę późno na taką radę, ale konieczne jest spanie w staniku i noszenie dobrego rozmiaru. Ja przerobilam 2 normalne staniki na karmniki - instrukcje w necie na forum lobby biusciastych :) i jeden swietny karmnik od ewy michalak, tylko trzeba wymierzyć się zgodnie z radami zamieszczonymi na stronie jej sklepu internetowego.

      Usuń
  2. Doskonale Cię rozumiem.. moje odczucia przy karmieniu piersią były conajmniej kontrowersyjne, przynajmniej dla rodziny..na początku kierowana wygodą chciałam karmić piersią..nie wyobrażałam sobie wstawanie co ok. 3h aby karmić butelką..względy finansowe też były ważne, nadzieja na rychłe schudnięcie tez odgrywała ważną rolę...natomiast przyznaje bez bicia karmienie dla samej idei zdrowotności były na samym końcu...w końcu dzieci butelkowe nie odbiegają od normy, nie są jakies pokrzywdzone czy inne więc różnicy nie widzę...
    Przyszedł taki moment kiedy karmienie zaczynało mnie męczyć..gdzieś po ukończeniu przez młodą pół roku..Męczyłam się jeszcze przez 3 mce...też się bałam jak to wpłynie na usypianie, ale okazało się że jest bez zmian...czyli nadal nie przesypia ciągiem nawet 4h...
    Trzymam kciuki...i wsłuchaj się w siebie...sama będziesz wiedziała co dla Was najlepsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To uważam za wielki PLUS - ile kasy się zaoszczędziło :) Nic tylko wydawać na staniki do karmienia ;-)

      Usuń
  3. Matko! czuje to samo ..ale tylko czasami:) jak jestem mega nie wyspana z tą różnicą ze ja czuję więź czasami tak silną że wepchała bym sobie to dziecię w klatę:)..ale poza tym wszystko prawda święta prawda:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też od dziecka nie odrzuca, ale żeby aż tak to celebrować, żeby coś specjalnego czuć? Chyba tylko na początku, ale już nie pamiętam. Teraz karmienie to po prostu karmienie.

      Usuń
    2. o jacie ja na samą myśl, że przestanę karmić mojego najkochańszego to łzy się cisną. ale karmię dopiero 13 miesięcy, więc może to jeszcze za wcześnie na te hmmm "egoistyczne" odczucia?!

      matka szczerze powalona na punkcie swego szczeniaka, Olga;)

      Usuń
    3. Cóż, każda z nas inaczej do tego podchodzi i inaczej odczuwa. Jedne nie chcą kończyć karmienia, inne nie chcą nawet zaczynać.

      Usuń
  4. sama wiesz, bo czytałaś u mnie, że i mnie uwierało karmienie, choć pewne aspekty, które dla mnie były plusami, dla Ciebie nimi nie były.
    ale wróćmy do sedna. uwierało. więc, jak to ja, siadłam i myślałam. a raczej żyłam z pozoru normalnie, a w głowie nastepowało mielenie.
    wymyśliłam, że karmić chcę. wypunktowałam sobie rzeczy, które uważam za istotną lekcję do przerobienia (np.karmienie przy innych ludziach, cholerny problem, ale stwioerdziłam, że tego się trzeba nauczyć, w końcu nie będę uciekać w butelkę po to, by czuć mniej skrępowania.) i takie, których za diabła nie zniosę. gmeranie? sorry, gmerasz, nie dostajesz mleka. nie cierpię!! mnie to boli i koniec. spanie. należe do tych, co jak się obudzą, to po jakimś czasie są ready to go, więc przez pół życia mojego syna uczyłam się go odstawiać w nocy. świadomie, wiedząc, ile dobra jest w melku nocą. ale że po pobudce nocnej nie mogłam wrócić w objęcia morfeusza, a żyć i normalnie funkcjonowac trzeba, skończyło sie mleko w nocy. dla mnie ten ruch był najlepszy na świcie, bo po prostu dał siłę moim słowom i postanowieniom. i jeszcze częste picie mleka. gdy mi syn podrósł, stwierdziłam, że jakkolwiek uwielbiam karmienie, nie jestem w stanie znieść go nieustająco. wprwadziłam zatem proste zasady, mleko jest po obudzeniu, po przedszkolu i do snu, okazyjnie na jakies bóle, rozterki i zranienia, generalnie pierś jest jedną ze składowych apteczkie pierwszej pomocy. i tyle. po prostu wtedy i ja na tym korzystam - mam chwilę na odpoczynek rano, dużo odpoczynku po południu, a wieczorem uprawiam prasówkę i jestem bardzo zadowolona. Igi? Igi był mniej zadowolony, ale przystosował się do tych reguł. jestem zadowolona.
    czego i Tobie życzę, bo okropnie jest być gdzieś pomiędzy tym, co "musimy", a tym co nam odpowiada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam problemu ze zbyt częstym karmieniem ani z karmieniem przy ludziach. Ani jedno ani drugie u nas nie występuje. Karmienie w nocy - to jest problem. JAK UDAŁO CI SIĘ IGNASIA TEGO ODUCZYĆ? W nocy mój umysł śpi, nawet jeżeli ciało działa i funkcjonuje, i nie potrafię sobie poradzić z brakiem konsekwencji. Ja karmię bezwiednie, bo moja świadomość śpi, zwykle nie potrafię nawet policzyć ile razy wstawałam w nocy, ale moja podświadomość się budzi i to przez nią jestem niewyspana.

      Usuń
    2. To dłuższa i raczej srednio ciekawa dla niezainteresowanych historia ;) ale chętnie podzielę się doświadczeniem, daj zatem cynka, ile chcesz wiedzieć. Ja przeciwnie, nie karmiłam bezwiednie, co więcej, klapa z dalszego snu, byłam baaardzo zmotywowana ;)

      Usuń
    3. Chcę wiedzieć wszystko co trzeba by oduczyć dziecko wołania o cyca w nocy. Najbardziej to by mi odpowiadało zestawienie w punktach, na przykład pięciu - "jak sprawić by dziecko nie budziło się i mię w nocy?". Ale tak łatwo to pewno nie ma.

      Usuń
    4. Gdyby nie ten komentarz to pewnie by nie przeczytała przez tydzień, bo ciągle zapomina, że skrzynki mejlowe w posiadaniu ma :)

      Usuń
    5. dobra. to ma więcej, niech przeczyta :)

      Usuń
    6. Już wczoraj przeczytała i nawet odpisała :-)
      Odpowiedzi nie dostała?

      Usuń
    7. odpowiedz dostała i odpisała. to informuje :)

      Usuń
    8. Odpowiedź na odpowiedź dostała i oczywiście odpowiedziała.

      Usuń
  5. Ja zupełnie nie w temacie. Moje córki butelkowe. Ale jak ci kiedyś Syn stanik jedną ręką rozepnie to znak, że czas najwyższy przestać mu dawać CYCUSIA:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wezmę sobie do serca tę cenną radę ;-))))

      Usuń
    2. Ej, a jak potem zapina, to co zrobić? :-)))) Igi samoobsługowy i "sprzątający ze stołu" pozdrawia ciepło ;)))))

      Usuń
  6. Pocieszam się, że doszłam do tego wniosku po kilku tygodniach i nie muszę się tak męczyć. Podziwiam Cię, naprawdę, że tyle wytrzymałaś w imię dobra dziecka i zaczyna do Ciebie właśnie docierać, że ktoś nabił Cię w bambuko. Że nie tak miało być. Anu, w szkołach rodzenia opowiada się dużo kłamstw niestety, by w ogóle kobiety zaczęły karmić. I potem w poczuciu winy z tego rezygnują, kiedy mają dość, albo wbrew sobie karmią, bo im się wmawia, że krowie mleko zabija ;)
    A propos alergii. Nie wiem czy wiesz, ale są badania, które mówią, że alergia u dzieci karmionych piersią utrzymuje się dłużej niż u butlowych. Wiem, że w to nie uwierzysz, dlatego podaję link do artykułu, gdzie jest to wytłumaczone. Jest dokładnie na odwrót, niż mówi Twój lekarz.
    http://butelkowy.blox.pl/2009/03/O-alergiach-ciekawostka.html

    I w ogóle polecam ten blog, bo dość rzetelnie rozprawia się z kłamstwami, którymi na co dzień karmią nas niedouczeni lekarze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za link, bardzo ciekawe spojrzenie. Zapytam o to naszą panią alergolog przy następnej wizycie. Zmieniliśmy lekarza. I póki co jestem dobrej myśli.

      Usuń
    2. Wiesz, wydaje mi się, że powinnyśmy walczyć o prawo do decyzji w jaki sposób i jak długo karmimy nasze dzieci. Ja usłyszałam od lekarki, że powinnam karmić piersią, bo daję dziecku odporność. Miała w ręku wypis ze szpitala małej z zapaleniem płuc. Klu nabawiła się go, gdy karmiłam piersią. Taka jej dałam odporność, pfff. Zmieniłam lekarkę przy pierwszej okazji i od razu zrobiło się przyjemniej, bo nowa okazała się na tyle normalna, że ani razu nie skomentowała tego co miałam napisane w karcie odnośnie karmienia. Przyjęła do wiadomości i spokój. Gdyby takie wszystkie były, ech. Polscy lekarze w ogóle nie biorą pod uwagę decyzji rodziców. TRZEBA karmić piersią pół roku, a potem TRZEBA przejść na mm. I zero dyskusji. To jest chore.

      Usuń
    3. W tą odporność to akurat wierzę. Młody raz jeden jedyny miał katar. Poza tym nigdy nie chorował. Ominęła go każda zaraza jaka przewinęła się przez nasz dom. Nawet tzw. grypa żołądkowa, która mnie powaliła. Może to od dziecka zależy, może od wirusa, który się do niego dobiera, nie wiem.

      Usuń
    4. mój Stworek przeżył moje dwie grypy żołądkowe, takowąż swego Taty i Babci. i kilka infekcji wirusowych. był świeżuteńki, gdy my zdychaliśmy, kichaliśmy, smarkaliśmy oraz wykonywaliśmy pare innych czynności grypowych. uchował się. zgaduję, że możliwe, że przez pierś oraz płyn z niej płynący ;))))

      Usuń
    5. No to Kluska jest jakimś mutantem, bo od przejścia na mm przeszła kilka katarów. Przy okazji ząbkowania. I tyle. Nawet poleciałam w strachu do przychodni i nawet nie bardzo mogli nam dać lekarstwo, bo nic jej poza katarem nie było. Widać ma odporność po tatusiu, który nawet w przedszkolu na nic nie chorował, a karmiony mm od urodzenia ;)

      Usuń
  7. Ja powiem krótko, Olejże to wreszcie. Daj sobie dychnąć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie, dodam jeszcze :P Też nigdy nie czułam tej cudownej więzi przy karmieniu. Karmiłam, bo było to dla mnie oczywiste, bo wiedziałam, że to dobre dla mojego dziecka. Ale jak się samo odstawiło w wieku 8 miesięcy to się po prostu ucieszyłam.
      A tu cudne biustonosze, dzięki którym mój cyc wygląda jak cyc po karmieniu ;)
      http://www.ewa-michalak.pl

      Usuń
    2. Wygląda czy nie wygląda? Oto jest pytanie ;-)

      Usuń
  8. Ale numer, wstyd mi to pisać, ale ja uwielbiałam karmić piersią!!
    Coś jest najwyraźniej ze mną nie tak.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  9. PS: ale jak karmiłam ROK. Potem, widząc, że 2-letni chłopiec wprost rozerwała matce bluzkę i krzyknął:
    DAWAJ CYCA!
    postanowiłam sobie, że nigdy do tego nie dopusczzę i jak moje cdzieci skończą rok, BASTA. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do roku też nie miałam z tym żadnego większego problemu. W ogóle to mam taką autorską teorię, niczym nie potwierdzoną, po prostu z moich wymysłów wysnutą, że najlepiej z takimi sprawami jak na przykład karmienie piersią skończyć zanim dziecko będzie to pamiętało przez resztę życia. Ja pierwsze wspomnienia z dzieciństwa mam bardzo wczesne, gdy miałam półtora roku, czyli mniej więcej tyle ile mój Syn teraz. Czasem ciężko mi uwierzyć, że mógłby coś z tego okresu zapamiętać, przecież jest jeszcze taaaaki maluuuutki, ale z drugiej strony, jeśli jednak, nie chciałabym żeby pamiętał jak ssał pierś mamy. Dziwne mi się to wydaje. Ot, taka moja dziwna teoria ;-)

      Usuń
    2. moje pierwsze wspomnienie? 10 miesięcy. nie ma nic wspólnego z piersiami ;) tylko z butlą pełną kaszy.
      nie zgadzam się z tą teorią ;) to tak jakby przyznać, że karmienie może mieć zły wpływa na psychikę. a nie wierzę, że normalne karmienie w normalnej rodzinie może mieć. już słyszałam opinie, że mamy karmiąve dłużej piersią hodują sobie gejów i inne "kwiatki", ech...
      wydaje mi się, że to może być słodkie i urocze wspomnienie bliskości i komfortu, więc nie mam nic przeciwko temu, by moje dziecko pamiętało ssanie piersi :)

      Usuń
    3. Nawet mi do głowy nie przyszedł wątek homoseksualny :) Po prostu ja nie chciałabym pamiętać jak ssałam pierś mojej mamy. Tak po prostu mam. Chociaż nie twierdzę też, że stanie się rzecz straszna jeżeli Pierworodny miałby to pamiętać.

      Usuń
    4. mnie też nie przyszedł. ale komuś tak i mi to powiedział ;)))))

      Usuń
    5. Nie martw się, na pewno polubisz zięcia ;-)

      Usuń
    6. Splunęłam na telefon :D polubię :)

      Usuń
  10. mądrze i szczerze napisane:) Mi karmienie dawało w sumie dużo radości i rozczulało totalnie.. ale to było przez 8 miesięcy. Potem również pojawiła się myśl, że chcę odzyskać siebie i chcę znów mieć swoje ciało na własność. I nie nosić wkładek laktacyjnych,staników do karmienia i dobierać ciuchów pod kątem, czy pierś da się z nich wyciągnąć na szybko, itd. Najbardziej wkurzało mnie patrzenie rodziny i komentarze (publiczne, na rodzinnych imprezach, powiedzmy 10-12 osób), gdy dziecko zaczynało płakać - "on chce cycusia", "zaraz dostaniesz cyca" i inne takie - tak jakby wszyscy wujkowie, kuzyni, szwagrowie itd musieli naprawdę to słyszeć. Bo to przecież naturalne- chwilowo nie jesteś kobietą, której integralności cielesnej nikt nie narusza - w tym momencie wszyscy mogą cię oglądać obnażoną i komentować Twoje cycki. brrrr. aż mnie wkurz bierze na samo wspomnienie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę dziwnie mi się napisało - o tych komentarzach rodziny. Można wywnioskować, że podczas biesiad wywalałam pierś i karmiłam publicznie dziecko.. a tak serio to poza moim mężem jedynie rodzice i teściowa byli czasem świadkami, ale jak sobie teraz pomyślę to i tak za dużo o jakies dwie osoby:)

      Usuń
    2. Od samego początku mówiłam wszystkim, że nie życzę sobie, aby na nas patrzono. Zawsze wychodziłam do drugiego pokoju. Jak ktoś przychodził pogadać mówiłam wprost, że tego nie lubię. W miarę swobodnie karmiłam tylko przy Mamie, dopóki nie stawała nade mną by sobie na wnusia popatrzeć. Z czasem wszyscy się przyzwyczaili, że taka "dziwna" jestem.

      Usuń
  11. Czuję się jakbym czytała o sobie :) może z wyjątkiem kawałka o anorektyczce. U nas 2 lata i 3 miesiące, 2 miesiące temu odstawiłam go w nocy, zaparłam się i nie dałam, byłam już na skraju wyczerpania fizycznego i psychicznego. Od tej pory śpi całe noce. Teraz powoli zabieram się za dzień :)

    OdpowiedzUsuń