sobota, 5 października 2013

Nie Wolno - patron sprinterów

Czasem Matka zastanawia się czy jej dziecko nie myśli przypadkiem, że ma na imię NIE WOLNO. Zdrobniale po prostu NIE. Teorię swoją Matka opiera na fakcie, iż gdy zwraca się do swojego potomka po imieniu - tym które Ojciec, zgodnie z ich wspólnymi ustaleniami, podał w Urzędzie Stanu Cywilnego, mają je wydrukowane na akcie urodzenia (w trzech egzemplarzach) a także podano księdzu podczas chrztu - Pierworodny zwyczajnie nie reaguje. Natomiast gdy mówi się do niego, a ostatnio to już drze ryja, NIE WOLNO - Syn się uśmiecha. Przy czym najwyraźniej woli drugi człon swojego wyimaginowanego imienia i jakby tylko ten do niego dociera.

15 komentarzy:

  1. A może NIE to imię, ale WOLNO to nazwisko? Bo przecież Wiki, która zgodnie z naszą pokrewniaczą teorią jest jakby blogową siostrą Pierworodnego, też się tak nazywa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli że obce dziecko ze szpitala przywiozłam?

      Usuń
  2. Ale się uśmiałam:) My też ćwiczymy szybkie starty zaraz po "Iga, nie wolno!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niejedna matka w krótkich, takich po-mieszkaniowych, dystansach zawstydziłaby samego Bolta ;-)

      Usuń
    2. Oo! My bardzo podobnie, tylko zazwyczaj pierwsze brzmi "Igunia, nie wolno, nununu". Potem jest samo "nie wolno!", a potem klasyczne darcie się i niweczenie wszelkich teorii wychowawczych ;)

      Usuń
    3. Ha! Według najnowszych teorii wychowawczych nie wolno mówić do dziecka "nie wolno". Tak że tego... moje drogie, niweczymy współczesne teorie już po przykładowej Iguni. A ja to często sobie nawet imieniem już nie strzępię języka, jak drę paszczę to i bez tego imienia wie dobrze o co chodzi, bo lekki uśmiech podczas robienia zakazanej czynności zamienia się w dziki rechot.

      Usuń
    4. No właśnie coś mi się obiło o uszy, że to słowo zakazane jest :P Aczkolwiek, hmmmmmmmmmm, te wszystkie teorie wychowawcze, to czasem mam wrażenie, że przez bezdzietnych są pisane!

      Usuń
    5. Bo my rodzice chyba bardzo lubimy utrudniać sobie życie w imię dobra dziecka. Ta teoria o "nie wolno" to wg mnie pikuś przy wychowywaniu (czy raczej pielęgnacji) BEZ PIELUCH. I wciąż mnie zastanawia kto się na to decyduje? Masochiści, święci, świry czy rodzice doskonali, do których próżno mi dążyć?

      Usuń
    6. Ja zawsze obstawiałam świętych ze skłonnościami masochistycznymi ;)

      Usuń
  3. Właśnie dlatego unikam tej frazy jak mogę i co prawda Klu na imię nadal nie bardzo reaguje, to przynajmniej nie wpada w ryk na dźwięk moich słów. Co najwyżej w momencie, gdy do niej dotrze, że nici z zabawy, którą sobie wymyśliła. Ale szybko złość jej mija na szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze się Pierworodnemu nie zdarzyło zapłakać na dźwięk słów "nie wolno". Raczej jak je usłyszy wie już, że musi spieszyć się z zabawą, bo zaraz podejdę i ją przerwę. Włącza więc 5. bieg we wspinaczce, wkładaniu rąk gdzie nie wolno, ciągnięciu kota za ogon itd. Stąd dziki rechot - zabawa na wyższych obrotach.

      Usuń
  4. zgaduję, że usmiech jest jedyna reakcją ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie ma żadnej reakcji, której ja bym oczekiwała.

      Usuń
    2. U n s jest tak, że im bardziej mówię nie wolno, tym bardziej Igi to robi. To zaczęliśmy na odwrót. Jak wolno, a nawet trzeba i on nie chce, mówimy, że nie wolno. Działa w 95% :)

      Usuń
    3. Były przypadki, że też się do tej metody uciekałam :-)

      Usuń