wtorek, 27 października 2015
Wieczór wyborczy
Siedzą Matka z Ojcem na kanapie i z niecierpliwością oczekują pierwszych sondażowych wyników wyborów parlamentarnych. Wybiła godzina 21:00, na ekranie telewizora to rosnące to opadające słupki wykresu wreszcie stanęły w miejscu.
Cóż.
Tym razem chociaż Matka się nie popłakała tak, jak po ostatnich prezydenckich. Choć za każdym razem przeczuwać, a zobaczyć to nie to samo.
Na szczęście tego dnia była w monopolowym. Fakt ten znacznie usprawnił wyłączenie telewizora w pizdu już po kilku zdaniach przemówienia Pana Prezesa. Po prostu bez słowa wyłączył Ojciec program i poszedł robić drinki.
Wrócił. Złapał z powrotem za pilota:
- A włączę, może leci jakieś "Warsaw Shore"...
- Włącz, włącz. Popatrzmy wreszcie na jakieś prawdziwe życie...
Włączył. Ale na MTV akurat Justin Biber. A w takim wypadku to Matka chyba woli jednak ten wieczór wyborczy.
Przeskoczył jeszcze przez kilka kanałów. W końcu, bez przekonania, zatrzymał się na Polsacie i "Must be the music". Siedzą więc sobie na tej kanapie, popijają po drinku... Ale nie oszukujmy się, nie jest to takie popijanie, jakie byłoby na przykład w "Dynastii" po kolacji Blake'a i Krystle Carrington'ów, czy w jakiejś innej, równie luksusowej, scenerii. Normalnie piją. Czyli, że nie na skórzanych szezlongach, czy na innych eleganckich mebelkach od projektanta. Normalnie tak. Zalegają przytuleni na zwykłej kanapie z BlekRedŁajta, takiej, co to niejedno już w życiu przeszła. Nogi wyciągnięte przed siebie, pozycja wyjściowa przyjęta taka, że trudno stwierdzić czy to jeszcze siedzenie, czy już leżenie, ale, co ważne, pozycja to o wysokich walorach strategicznych, gdyż łatwo odstawić szklankę na parapet. Siedzą, oglądają i już przy pierwszym wykonawcy zachowują się, jakby byli co najmniej piątym jurorem w komisji. I to takim o decydującym głosie.
- Całkiem fajnie grają. Tylko z tą piosenką jest coś nie tak - stwierdziła Matka.
Ojciec zamilkł, co oznaczać może tylko, że na temat tego, co słyszy myśli znacznie gorzej niż Matka.
- Głos też ma fajny, tylko jakby nie współgra z zespołem, czy coś. Jakby śpiewał obok.
Padło jeszcze kilka innych, równie fachowych, komentarzy, gdy w końcu wokalista zaczął już fałszować na tyle, że samozwańcze "żyri kanapowe" równo się skrzywiło i już zostało z takim grymasem na twarzach, a Ojciec to nawet przemówił:
- Masakra.
Koniec piosenki, zespół na ekranie z niecierpliwością czeka na werdykt, Matka i Ojciec raczej bez emocji - na ten wieczór już ich wystarczy, zresztą tu o wyniku są przekonani.
Tymczasem...
3 x TAK
Szanowne jury stwierdza, że było tak dobrze, ciekawie, interesująco, że im te drobne niedociągnięcia prawie nie przeszkadzają. Niemal dokładnie powtarzają wypowiedzi Matki, ale używając przy tym profesjonalnego słownictwa, co nabiera jakiegoś eufemistycznego wydźwięku. Ojcowska "masakra" zamienia się w ustach Eli Zapendowskiej w "było trochę nieczystości". Plus dodają jeszcze coś o samplach i zgodnie orzekają, że "3 razy TAK" to ocena sprawiedliwa i w pełni zasłużona (jednak na "4 taki" to wciąż za mało).
Matka i Ojciec siedzą zdziwieni, z minami nadal skrzywionymi po zasłyszanych "nieczystościach". W końcu Ojciec się odzywa:
- Wiesz, dzióbek, my to się, kurwa, nie znamy ani na polityce, ani na muzyce.
Cóż.
I co pan zrobisz? Nic pan nie zrobisz.
środa, 14 października 2015
Lista osobista
Inspiracją poniższego postu była lektura książki Uli Ryciak "Potargana w miłości. O Agnieszce Osieckiej". Na ostatnich stronach tej biografii można przeczytać podobną listę stworzoną przez Osiecką. Nie aspiruję. Pisałam dla czystej przyjemności.
LUBIĘ
Absurd i abstrakcję. Audrey Hepburn
ĄĘ - w małych ilościach
Bąbelki szampana. Bazgranie w zeszytach
Chabry i maki. Ciastka z kremem. Cięte kwiaty i riposty. Czarno-białe fotografie.
Cynizm, sarkazm i ironię - bo występują tylko w parze z inteligencją
Drobne dziwactwa, Doors'ów
Esy-floresy
Fantasmagorie. Festiwale muzyczne. Fisza
Filmy Almodovara, Allena i Kieślowskiego
Gramatykę i ortografię
Jadać po osiemnastej
Kolorowe jarmarki. Kapelusze. Kawę czarną i gorzką
Kluski, kopytka i knedle
Kłaść się późno i tak też wstawać
Listy i liściki pisane odręcznie. Lody. W ilościach nierozsądnych
Lumpeksy, antykwariaty i pchle targi
Marqueza. Musicale filmowe
Nosić okulary
Notesy, zeszyty i karteluszki
Obrazy Dali'ego. Osiecką
Paryż - do zobaczenia kiedyś!
Piegi. Piwo. Perfumy Chloe
Pierwszy śnieg. Taki, co pod nieskalaną bielą od razu więzi szarość
Pidżamę Porno
Psychologiczne dyrdymały
Piekarnie. Za ciepło, smak i zapach dający "poczucie bezpieczeństwa"
Poezję. Prozę i dramat. Również życia
Rock&roll
Słowa, słówka i półsłówka
Stare filmy
Świetlickiego. Za "nastrój nieprzysiadalny"
Tatuaże. Toma Hanks'a. Truskawki
Torebki damskie
Upały. Układać puzzle
Van Gogha
Wino. Wódkę. Ale zimną.
Wszystkie kolory. Włoską kuchnię.
Zakląć szpetnie
Zaśmiać się z siebie
Ździebko przesadzić
NIE LUBIĘ
Adriana. Jako imienia. Przepraszam wszystkich Adrianów, nie ich wina.
Agrestu
Babrania się w ziemi. Bezsensownych prezentów. Bzyczenia komarów. Białych skarpetek.
Biedronek. W sensie bożych krówek. I pająków nie lubię też.
Coli. Country. Cyrku.
Chamstwa na każdym rogu
Cycków w każdej reklamie
Ćwiczeń na płaskie pośladki, szczupły brzuch i jędrne uda. Czy jakoś tak
Doniczkowych kwiatów, o które to ja muszę dbać
Głupich mężczyzn. Głupich kobiet
Gdy ktoś "strzela palcami"
Klaunów (!)
Lakieru do włosów
Łowić ryb
Majonezu. Masowych życzeń świątecznych. Mycia okien i podłóg
Malować paznokci. Upierdliwa to czynność
Nadmiernego patosu. Również tego we własnym wykonaniu
Narzekania na poniedziałki
Ós
Pediatry mojego syna
"Pieniążków" w ustach dorosłych ludzi
Pouczania. Prasowania. Prowadzić samochodu
Rajstop. Remontów. Róż
Skrobania metalowymi sztućcami o garnki
Słowa "pacha"
Szycia, cerowania i przyszywania guzików
Tuńczyka
Tekstów własnych. Zwłaszcza czytanych po czasie. Wszystko napisałabym inaczej. Albo wcale
Traktowania zwierząt jak dzieci
Wstawania skoro świt. Wszystkowiedzących ludzi
Wyszczerbionych kubków. Whiskey. Wymyślać codziennie obiadów
Zupy ogórkowej. Zbożowej kawy. Zapachu benzyny
"Żono moja"
Żałować przeszłości. Zdarza się
Żartów o Żydach. I o Wąchocku
Źle zredagowanych książek. Z powodu natarczywości literówek niejedną bezwzględnie trzasnęłam
NUDZĄ MNIE
Angielski humor. Astronomiczne sumy
Banki
Bond. James Bond.
Dekorowanie ciast
Długie opisy przyrody. Drylowanie owoców
Erotomani-gawędziarze
Ekonomia, finanse, umowy kredytowe, płacenie rachunków, robienie przelewów
Filmy science-fiction
Gotowanie dla siebie samej. Gwiezdne wojny
Hipochondrycy. Homofobi
Inteligentni, informujący cały świat o swej intelektualnej wyższości
Książki Sienkiewicza. Wszystkie
Lepienie pierogów. Losowania lotto. Liczenie kalorii
Ładni chłopcy. Tak wynika z dotychczasowego doświadczenia życiowego
Majsterkowanie. Motoryzacja. Mecze piłki nożnej
Opalanie się
Opera
Prognozy pogody. Pieski kanapowe
Robienie zapraw na zimę. Rozpalanie grilla
Stepowanie
Spidermany, supermany i inne batmany
Uczenie dziecka korzystania z nocnika
Ustalanie trasy, czytanie mapy, szukanie drogi
Wieczni malkontenci
Zakupy przez internet
Zdjęcia cudzych dzieci
Żelazne reguły
LUBIĘ
Absurd i abstrakcję. Audrey Hepburn
ĄĘ - w małych ilościach
Bąbelki szampana. Bazgranie w zeszytach
Chabry i maki. Ciastka z kremem. Cięte kwiaty i riposty. Czarno-białe fotografie.
Cynizm, sarkazm i ironię - bo występują tylko w parze z inteligencją
Drobne dziwactwa, Doors'ów
Esy-floresy
Fantasmagorie. Festiwale muzyczne. Fisza
Filmy Almodovara, Allena i Kieślowskiego
Gramatykę i ortografię
Jadać po osiemnastej
Kolorowe jarmarki. Kapelusze. Kawę czarną i gorzką
Kluski, kopytka i knedle
Kłaść się późno i tak też wstawać
Listy i liściki pisane odręcznie. Lody. W ilościach nierozsądnych
Lumpeksy, antykwariaty i pchle targi
Marqueza. Musicale filmowe
Nosić okulary
Notesy, zeszyty i karteluszki
Obrazy Dali'ego. Osiecką
Paryż - do zobaczenia kiedyś!
Piegi. Piwo. Perfumy Chloe
Pierwszy śnieg. Taki, co pod nieskalaną bielą od razu więzi szarość
Pidżamę Porno
Psychologiczne dyrdymały
Piekarnie. Za ciepło, smak i zapach dający "poczucie bezpieczeństwa"
Poezję. Prozę i dramat. Również życia
Rock&roll
Słowa, słówka i półsłówka
Stare filmy
Świetlickiego. Za "nastrój nieprzysiadalny"
Tatuaże. Toma Hanks'a. Truskawki
Torebki damskie
Upały. Układać puzzle
Van Gogha
Wino. Wódkę. Ale zimną.
Wszystkie kolory. Włoską kuchnię.
Zakląć szpetnie
Zaśmiać się z siebie
Ździebko przesadzić
NIE LUBIĘ
Adriana. Jako imienia. Przepraszam wszystkich Adrianów, nie ich wina.
Agrestu
Babrania się w ziemi. Bezsensownych prezentów. Bzyczenia komarów. Białych skarpetek.
Biedronek. W sensie bożych krówek. I pająków nie lubię też.
Coli. Country. Cyrku.
Chamstwa na każdym rogu
Cycków w każdej reklamie
Ćwiczeń na płaskie pośladki, szczupły brzuch i jędrne uda. Czy jakoś tak
Doniczkowych kwiatów, o które to ja muszę dbać
Głupich mężczyzn. Głupich kobiet
Gdy ktoś "strzela palcami"
Herbaty z cukrem
Języka niemieckiego. Jeździć autobusamiKlaunów (!)
Lakieru do włosów
Łowić ryb
Majonezu. Masowych życzeń świątecznych. Mycia okien i podłóg
Malować paznokci. Upierdliwa to czynność
Nadmiernego patosu. Również tego we własnym wykonaniu
Narzekania na poniedziałki
Ós
Pediatry mojego syna
"Pieniążków" w ustach dorosłych ludzi
Pouczania. Prasowania. Prowadzić samochodu
Rajstop. Remontów. Róż
Skrobania metalowymi sztućcami o garnki
Słowa "pacha"
Szycia, cerowania i przyszywania guzików
Tuńczyka
Tekstów własnych. Zwłaszcza czytanych po czasie. Wszystko napisałabym inaczej. Albo wcale
Traktowania zwierząt jak dzieci
Wstawania skoro świt. Wszystkowiedzących ludzi
Wyszczerbionych kubków. Whiskey. Wymyślać codziennie obiadów
Zupy ogórkowej. Zbożowej kawy. Zapachu benzyny
"Żono moja"
Żałować przeszłości. Zdarza się
Żartów o Żydach. I o Wąchocku
Źle zredagowanych książek. Z powodu natarczywości literówek niejedną bezwzględnie trzasnęłam
NUDZĄ MNIE
Angielski humor. Astronomiczne sumy
Banki
Bond. James Bond.
Dekorowanie ciast
Długie opisy przyrody. Drylowanie owoców
Erotomani-gawędziarze
Ekonomia, finanse, umowy kredytowe, płacenie rachunków, robienie przelewów
Filmy science-fiction
Gotowanie dla siebie samej. Gwiezdne wojny
Hipochondrycy. Homofobi
Inteligentni, informujący cały świat o swej intelektualnej wyższości
Książki Sienkiewicza. Wszystkie
Lepienie pierogów. Losowania lotto. Liczenie kalorii
Ładni chłopcy. Tak wynika z dotychczasowego doświadczenia życiowego
Majsterkowanie. Motoryzacja. Mecze piłki nożnej
Opalanie się
Opera
Prognozy pogody. Pieski kanapowe
Robienie zapraw na zimę. Rozpalanie grilla
Stepowanie
Spidermany, supermany i inne batmany
Uczenie dziecka korzystania z nocnika
Ustalanie trasy, czytanie mapy, szukanie drogi
Wieczni malkontenci
Zakupy przez internet
Zdjęcia cudzych dzieci
Żelazne reguły
niedziela, 11 października 2015
Gadka trzylatka #2
Gadka trzylatka #1
Hello kitty
Pobyt u Dziadków. Rzecz się dzieje na podwórku przed domem.
Właśnie trwa jedna z wielu atrakcji dnia, czyli zbieranie z ziemi orzechów laskowych (jakże ważna misja dla trzyletniego chłopca), gdy w krzakach pod drzewem pojawia się kotek sąsiadów. "Nju!". Młodziutki, najwyżej kilkumiesięczny, jeszcze zupełnie narwany - z jednej strony chce się bawić, z drugiej nie ma zaufania do ludzi, więc niewiele z tej zabawy wychodzi. "Nju" po prostu nie wie, jak ma zareagować na "kici-kici" Pierworodnego. Syn jest tym zawiedziony, mimo wszystko uparcie nie daje za wygraną.
Matka, chcąc złagodzić zawód, krótko tłumaczy dziecku sytuację:
- Wiesz, kotek nas jeszcze nie zna i dlatego się boi.
Syn przetrawił informację. Po chwili staje wyprostowany przed krzaczkiem, w którym chowa się kot i ponawiając próbę, tym razem bardziej oficjalnie, jak na człowiek o dobrych manierach przystało, zwraca się do kotka:
- Cześć nju. Ja - Synuś*, a ty - nju.
Po czym znów przykuca i kontynuuje spoufalanie się za pomocą "kici-kici".
*rzecz jasna użył tu zdrobnienia swojego imienia
Kiepskie wychowanie
Historyjkę o nowo poznanym kotku usłyszała następnego dnia Matka Matki. Wyjątkowo jej się spodobała, niemal się spłakała ze śmiechu. Godzinę później, będąc z Wnukiem Pierworodnym na spacerze, w związku z tym, że Pierworodny gdzieś na osiedlowych alejkach wypatrzył kolejnego kota, Babcia zagaduje:
- A słyszałam, że wczoraj też poznałeś małego kotka i ładnie mu się przedstawiłeś...
Z twarzy Pierworodnego zniknął uśmiech na widok kolejnego zwierzaka. Zamiast tego przybrał swą poważną minę nr 4 i zdegustowany odpowiada krótko:
- Ja - tak, mama - nie.
Widać, że to dziecko, jak samo porządnie się nie wychowa, to już chyba nie będzie miał go kto wychować.
Umiesz lilić? Licz na tatę
Dostał Pierworodny do zabawy stary kalkulator Matki. Kalkulator miał się świetnie przez jakieś 15 lat. Po paru minutach spędzonych z Synem miał się znacznie mniej świetnie. Syn rozpaczał, że "jeśt źepśute", na co jak zwykle w podobnych sytuacjach mogła Matka odpowiedzieć tylko jedno: "Jak tatuś wróci z pracy, to naprawi". Jak powiedziała, tak się stało. Tatuś wrócił, kalkulator naprawił. Euforia.
Leży Matka na łóżku w sypialni. Ojciec zajmuje się czymś w drugim pokoju. Rozentuzjazmowany Syn biega od jednego rodzica do drugiego i podskakując, powtarza radośnie:
-Juź nie jeśt źepśute! Juź nie jeśt źepśute! Juź nie jeśt źepśute! Juź nie jeśt źepśute!
Wtem! 30 sekund później Matka i Ojciec, nie widząc, co się stało, słyszą głośne:
BAM, TRZASK, BRZDĘK!!! - dźwięk spadającego z hukiem na podłogę w przedpokoju kalkulatora. Po czym dobiega ich smutne:
- Oooojj! Juź jeśt źepśute...
Pora ćwiczyć się w argumentacji
Przy kolacji.
Syn wyraźnie wyraża swoje niezadowolenie z powodu parówek bez dodatku ketchupu. Bo brak ketchupu na parówkach, moi mili, w oczach trzylatka (a przynajmniej tego konkretnego trzylatka) to niemal tych parówek profanacja. To jak jing bez jang, jak jak Bert bez Ernie'go, jak Bolek bez Lolka, jak Thomas Anders bez... no, tego drugiego z Modern Talking.
Krótko mówiąc: Pierworodny marudzi. Ale je.
- Byłeś wczoraj z tatą w sklepie, to czemu mu nie powiedziałeś, że trzeba kupić ketchup?
- Mama też nie - wyparował w odpowiedzi Pierworodny tonem zblazowanego nastolatka, do którego zawsze musi należeć ostatnie słowo.
Nim zdążyła Matka dobrze opanować śmiech, patrząc na tę bezczelną minkę ledwo wystającą znad stołu i otworzyć usta, by obronić się argumentem, że przecież nie było jej z nimi na zakupach, Syn dodał od niechcenia, jednocześnie zajęty przeżuwaniem swojej kanapki:
- Mama (h)alo taty.
No fakt, mogła zadzwonić do taty.
Mądrala. A jeszcze niedawno ani be, ani me, ani nie wiedział co to ketchup.
Wyjścia są dwa. Na szczęście tylko dwa.
Przed kąpielą.
Nauczona tym, że inaczej odczuwa temperatury niż Ojciec i Syn, zwraca się Matka do potomka, czyli głównego zainteresowanego, dla którego własnie nalała wodę do mycia:
- Sprawdź, czy woda jest dobra czy za gorąca.
- Jest.
- Ale co jest: dobra czy za gorąca?
- Tak.
- Dobra czy gorąca???
- No.
- Synek, dobra jest ta woda?
- No. ... Nie.
- Za ciepła?
- Nie. ... Tak.
(...)
I to wciąż nie był koniec. Ostatecznie nie utopiła. A mogła. A woda jednak za gorąca.
wtorek, 6 października 2015
Gadka trzylatka #1
Z tym całym mówieniem Pierworodnego to niełatwa sprawa. Buzia mu się nie zamyka, słownictwo się rozwija, po zmianie przedszkola Syn otworzył się na obcych i zaczął się odzywać chociażby do przedszkolanek. Mimo to prawdopodobnie bez logopedy się nie obędzie. Wokabularz Pierworodnego wprawdzie jest z dnia na dzień coraz bogatszy, jednak nadal w większości zrozumiały tylko dla rodziców.
A bywa, że i Matce i Ojcu z trudem przychodzi rozszyfrowanie, co Pierworodny miał na myśli. Jak choćby wtedy, gdy wpadł w półgodzinną histerię przed spaniem, bo nie chciał się kłaść tylko najpierw "lilić". Zrezygnowana Matka kazała mu w takim razie "lilić" (rzecz jasna nie mając najmniejszego pojęcia o co chodzi), tylko szybko, bo czas spać. Wtedy dopiero okazało się, że to nie on ma "lilić", ale Matka, a Syn będzie sprawdzał. I klops. Po blisko godzinie udało się ustalić, że Pierworodny przed spaniem chce... policzyć swoje auta. Najs.
Na szczęście czasem jest łatwiej, zwłaszcza gdy chodzi o rzeczowniki i przedmioty, które można po prostu pokazać. Inaczej do dziś Matka głowiłaby się, co znaczy "tetetasz". A przecież Pierworodny jada go codziennie. Jada frytki z "tetetaszem". I parówki. I chleb. Jada "tetetasz" łyżkami i wyskrobuje ze słoików."Tetetasz" to ulubiony składnik jego diety i najchętniej smarowałby nim nawet czekoladę. A właściwie to może jeść "tetetasz" zamiast czekolady.
Koncentrat pomidorowy!!! Oczywiście chodzi o koncentrat.
Albo wczorajsze: "tetsz"...
Ktoś coś?
Nikt?
Spoko, Matce też sporo zajęło zanim doszła do tego, że chodzi o sklep.
Rozmowy z Synem najlepiej byłoby nagrywać, bo nie ma dnia, by nie chciało się choć jednej z nich jakoś uwiecznić i zapamiętać na wieki. Jednak ciągły pośpiech, obowiązki i, tak zwyczajnie, po prostu codzienność nie sprzyjają spisywaniu wszystkiego na bieżąco. Szkoda.
Co nieco jednak udało się od zapomnienia ocalić.
A co się udało, tym się Matka podzieli.
W cyklu roboczo nazwanym "Gadka trzylatka".
Bam!
Matka przygotowuje coś w kuchni. Właśnie kroi mięso na desce do krojenia, gdy na szafkę wskakuje Kot. "Kot" to pseudonim artystyczny używany na potrzeby blogu. W rzeczywistości kot jest kotką i ma nawet imię. Którego to imienia domownicy zwykle nawet używają (kiedy akurat nie używają pseudonimów dla kota obelżywych, ale tych to akurat nie przy dziecku). Wszyscy domownicy poza Pierworodnym. W Słowniku Języka Pierworodnego kot = nju, dlatego tak też woła do wszystkich kotów, nie zawracając sobie głowy imieniem nawet tego, z którym mieszka.
Tak że ten... Matka kroi, Kot na szafce, Matka się drze:
- Kot, spadaj!
Na co Syn zaraz odrywa się od swojej zabawy i podbiega do szafki. Przybiera poważną minę, po czym, groźnie patrząc Kotu prosto w oczy, powtarza po Matce:
- Nju, bam!
Mimo tego złowrogiego tonu, jego także Kot nie posłuchał.
Nie pytaj - nie zdenerwuje Cię odpowiedź
- Ile razy mam Ci mówić, że tak nie wolno?
- Trzy.
Nie bądźmy pazerni
Są takie znaki na niebie i ziemi, które mogą oznaczać tylko jedno. Spojrzała więc Matka podejrzliwie na Syna i pyta wprost:
- Chcesz kupę?
- Nie, już mam.
I rzeczywiście już miał.
Syn w wersji dla niedosłyszących
Ze względu na jakieś pochorobowe niedobitki, spędzał Pierworodny dzień z Babcią zamiast w przedszkolu. Wieczorem, po powrocie z pracy Maka i Ojciec wypytują o to, jak minął mu dzień.
Ojciec: A byłeś dzisiaj na spacerze?
Syn: Tak
Babcia: Co? Tego jeszcze nie słyszałam.
Syn podbiega do Babci, po czym głośno i wyraźnie, prosto do jej ucha powtarza: TAAAK!!!
Czas goni nas
Przed spaniem. Wszystkie wieczorne rytuały odprawione, najwyższa pora na położenie się Pierworodnego do łóżeczka - Syn jednak szuka byle pretekstów, żeby tylko jak najbardziej ten moment odwlec. W końcu udaje mu się czmychnąć z sypialni, zasiąść na kanapie w salonie i jak gdyby nigdy nic zaczyna zabawę samochodzikami.
Zrezygnowana Matka ucieka się do podstępu podszytego emocjonalnym szantażem. Udając się powoli do drugiego pokoju, rzuca przez ramię gdzieś w przestrzeń:
- W takim razie dziś chyba nie będę czytać na dobranoc...
Tup, tup, tup - słyszy za sobą drobne, bose, biegnące kroczki i pośpieszne:
- Pa, pa, auta. Nie mam już czasu.
Kolejna porcja dialogów z Synem już wkrótce. Dostępna w dobrych przeglądarkach internetowych.
A jeszcze w gratisie opowiastka sprzed paru miesięcy.
Siedzi Syn na podłodze w przedpokoju i męczy się z nałożeniem buta. Matka, zajęta pakowaniem ostatnich rzeczy przed wyjściem, zerka tylko kątem oka w czym tkwi problem, ocenia szybko sytuację i podpowiada:
- Wyciągnij ten język, będzie łatwiej założyć.
Mija chwila. Matka stwierdza, że Syn nadal ma trudności. Patrzy tym razem uważniej w jego stronę i widzi, że w sprawie buta nic się nie zmieniło, wciąż trwa walka siłowa, za to Pierworodny... siedzi z jęzorem wywalonym z buzi.
środa, 30 września 2015
Jesień 2015. Stało się
Stało się. Stało i nie ma odwrotu. Stało się i się nie odstanie. Co się powiedziało, już się nie odpowie. Co Pierworodny usłyszał, już nie odsłyszy. Co się pomyślało, już się nie odmyśli.
Krótko mówiąc, wraz z jesienią 2015 nastała jesień życia.
Nie da się oszukać faktów. Nie da się oszukiwać samej siebie. Należy zaakceptować, przyjąć do wiadomości, pogodzić się z tym, że czas płynie, a w dodatku, na co przystać trudniej, wraz z upływem tego czasu człowiek powoli zamienia się... we własną matkę. Albo ojca, wiadomo.
Można było bagatelizować różne sygnały. Ten sposób śmiania się trochę podobny, to identyczne składanie reklamówek "na trzy", trochę wygląd, trochę gesty, podobne reakcje. Można było udawać, że się nie zauważa. Ale nie TO. TO przeciążyło szalę. Stało się.
Podczas spaceru.
Jedno zdanie. Nieplanowane, silniejsze od wszystkiego, tak mocno zakorzenione wewnątrz. Zmieniło wszystko.
"Opuść koszulkę, bo przeziębisz nerki!!!"
Czujecie to? "Przeziębisz nerki".
"Gołe nerki" - zwrot wytrych stosowany w rodzinie Matki od dziesięcioleci.
Każdy nieletni członek rodziny musiał go usłyszeć rokrocznie w okresie od września do kwietnia co najmniej kilkukrotnie. Bez tego po prostu nie przyszłaby zima - tak, jak by nie odeszła bez topienia Marzanny. W latach '90 i późniejszych trendy w modzie zdecydowanie w tej kwestii nie stały po stronie dziewcząt, zaś kurtki ledwie sięgające do pasa nie sprzyjały w okresie nastoletnim bezkonfliktowemu współżyciu z rodzicami. Dlatego normą była reakcja obronna w postaci przekonania, graniczącego z pewnością, głoszącego: "Ja moim dzieciom tak nigdy nie powiem!".
"A nerki gołe..." - wypowiadane z pobłażaniem i jednocześnie nie pozostawiające złudzeń, co do tego, że w domyśle masz usłyszeć: "Tak z domu nie wyjdziesz. Proszę iść się przebrać".
Zwrot słyszany od matki, ojca, ciotek i wujków, stryjenek i stryjków, po mieczu, po kądzieli, a i od piątej wody po kisielu też. Dodatkowo częstotliwość wypowiadania, ekspresja i moc poprzez zebranie sił z całej rodziny znacznie przybierają na sile, wręcz osiągają swoje apogeum, zawsze 1 listopada. Co roku. Niezależnie od pogody. Cóż poradzić, taka rodzinna tradycja. Każda rodzina ma swoją.
Tak na marginesie, jak daleko sięga Matka pamięcią, nie przypomina sobie by kiedykolwiek ktoś z rodziny te osławione, symboliczne, mityczne wręcz nerki rzeczywiście miał przeziębione. Jak by nie było można po prostu powiedzieć: "Ubierz się cieplej, bo zmarzniesz i będziesz chora/-y".
Jak widać od pewnych schematów przekazywanych z pokolenia na pokolenie nie sposób uciec. Czasem po prostu trzeba nauczyć się z nimi żyć, pozostając przy nadziei, że kolejnym młodym (w tym wypadku Pierworodnemu) uda się przerwać ten zaklęty krąg. Mieć nadzieję, że gdy za jakiś czas kolejne dzieci usłyszą, tym razem od Babci Wyluzuj!: "A nerki gołe...", będą mogły sobie z tatą przekazać porozumiewawcze spojrzenia okraszone pobłażliwymi uśmieszkami.
A tymczasem trzymajcie się ciepło! Żebym i Wam nie musiała zrzędzić.
czwartek, 24 września 2015
Ja chyba zaraz całkiem stracę głowę!
Wiadomo, najpierw słodkie małe bobo, łapanie za paluszek, gaworzenie, śmieszki-uśmieszki, łzy szczęścia, pierwsze "mama", jaki śliczny mały ząbek, pierwsze kroczki, przytulaski, dzióbaski, uroczy przedszkolaczek, kwiatki, laurki, wierszyki... Co dalej nie wiem, bo jeszcze nie doświadczyłam, ale na pewno równie rozkosznie.
A tak na serio to komu my tu będziemy ściemniać? Macierzyństwo to nie jest łatwy kawałek chleba i istnieje też ciemna strona tego księżyca. Są rzeczy, które filozofom się nie śniły i przy których niejeden święty stwierdziłby: "Ja to chromolę, ja stąd spier...m", a które dla każdej matki są codziennością. Ale są też takie, których nawet Matka Wyluzuj!, która jasna sprawa świętą nie jest, zdzierżyć nie może.
Owszem, przeżyła 9 miesięcy ciąży. Przeżyła 14-godzinny poród. Przeżyła nieprzespane noce, wielogodzinne karmienie piersią, kolki, bolesne i długie ząbkowanie. Przeżyła etap plucia na wszystko i wszystkich i gryzienia domowników. Przeżyła trudny pierwszy rok przedszkola. Tysiące razy zmieniała pieluchy, o każdej porze dnia i nocy i w miejscach oraz pozycjach co najmniej ekstremalnych. Przeżyła upierdliwe odpieluchowywanie. Trzy zapalenia ucha, ospę, rumień zakaźny, kilka zapaleń gardła, kilkanaście przeziębień, zapalenie spojówek i jeszcze parę innych chorób. Szczepienia, badania, chodzenie po lekarzach specjalistach. Siniaki, stłuczenia, zadrapania, zdarte kolanka, rozcięte wargi. Przeżyła, gdy nie mając jeszcze roku udało mu się zamknąć ją w łazience i zablokować drzwi i gdy nie mając nawet półtora roku pojechał sam windą na 10. piętro. Przeżyła bunt dwulatka i żyje z trzylatkiem, przy którym bunt dwulatka to małe miki. Przeżyła stłuczony wazon, plamy na kanapie, zniszczone panele i meble. Skargi sąsiadów. Koszmary w nocy i lęki za dnia. Kupę na podłodze, śmieci z kosza na środku pokoju i mnóstwo innych sytuacji, które nie powinny mieć miejsca. Przeżyła rzucanie jedzeniem, rozlane soczki i zupki, gumy i lizaki przyklejone tam, gdzie zdecydowanie nie powinno ich być. Godziny płaczu i histerii, łzy rozpaczy, smutku i bólu. Nosiła na rękach przez setki godzin, czuwała i czuwa przez tysiące. Zamartwia się, myśli, boi i troszczy od pierwszego dnia ciąży...
Jednak jest w macierzyństwie jedna rzecz, która Matkę przerasta. Nie radzi z nią sobie, nie ogarnia, nie rozumie, traci nad sobą kontrolę...
Wymięka.
Jedna rzecz, przez którą ma ochotę wyjść z siebie, trzasnąć drzwiami i już nie wrócić.
Macierzyński koszmar.
Bajka "Peg + Kot".
NOSZJACIEPIERDZIELE!
(Kto widział, ten powinien zrozumieć tytuł postu.)
Oczywistym jest, że w związku z tym, Pierworodny bajkę lubi bardzo. Wprost proporcjonalnie do tego, jak matce działa ona na nerwy. Im bardziej działa, tym bardziej on lubi.
Na Matki nieszczęście kreskówka jest edukacyjna i niby uczy matematyki (więc argument o ogłupiającym działaniu telewizji jakby w tym miejscu odpada).
Z drugiej strony, jak tak posłuchać Syna, gdy liczy swoje zabawki: "las, tszy, las, tszy, las, tszy, las..." to raczej nie ma co się trzymać złudzeń o Noblu z ekonomii.
Może niech on lepiej obejrzy coś odmóżdżającego, Matce na zdrowie wyjdzie.
środa, 16 września 2015
Moi ludzie
♥ ♥ ♥
- A teraz spróbuj zasnąć. Zamknij oczy i pomyśl o czymś przyjemnym...
- Mamuuusia.
♥ ♥ ♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)






