czwartek, 14 listopada 2013

Ordnung muss sein

W Pierworodnym zrodziło się poczucie porządku. Przymus porządku. Potrzeba porządkowania rzeczywistości. Pewnie to jakiś typowy etap rozwoju właściwy jego słusznym prawie 20 miesiącom, tak Matka przypuszcza. Nie wie na pewno, bo nie czyta niczego na temat etapów rozwoju dzieci - na wszelki wypadek, by nie wariować, by nie szaleć, że Pierworodny jeszcze czegoś nie robi, albo że robi to za długo, albo dlatego że robi coś czego nie napisali, więc może nie powinien tego robić itd.
W każdym razie poczucie porządku świata rozwija się i nasila w Synu Pierworodnym każdego dnia.

Matka czuje się jak Kopciuszek, który całymi dniami układa rzeczy na właściwych im miejscach. Pod okiem Syna Pierworodnego segreguje klocki, samochodziki, pluszaki, układanki - każde w swoim pojemniku, a każdy klocek oddzielnie, broń Boże dwa lub trzy złączone razem, a wszystkie części układanek w kompletach, a wszystkie kubeczki włożone jeden w drugi, foremki do robienia babek w wiaderku, książki na półce. A niechby odważyła się ociągać, zaraz Pierworodny pokaże palcem co jeszcze jest do zrobienia. I dla wzmocnienia efektu jeszcze zakrzyknie ze smoczkiem w buzi to swoje "Yyyy". Fakt, z tymi zabawkami to Matka sama jest sobie winna. Od samego początku uczyła Syna układania ich po skończonej zabawie. Bo Matki nikt tego nie uczył i potem przez lata wszyscy wokół mieli problem z jej bałaganiarstwem. A i do teraz Matka nie może w sobie wyrobić nawyku odkładania rzeczy na miejsce. Cieszyła się więc, że Pierworodny nie powinien mieć z tym kłopotu, że zawsze wie, gdzie powinien kłaść swoje bambetle, gdy przestaje się nimi bawić i że dzięki temu nie potyka się Matka całymi dniami o tuziny kolorowych gadżetów, nie ślizga się na resorakach i po nocach nie wchodzi gołą stopą na klocki Lego. Póki ta potrzeba porządku dotyczyła głównie zabawek nie była ani trochę uciążliwa. Wiadomo, całe życie Pierworodnego Matka dba też o ustalony rytm dnia - widzi jak Pierworodnemu ułatwia to funkcjonowanie i cieszy go, że wie co za chwilę się wydarzy, a czasem, w oczekiwaniu na jakąś przyjemność, próbuje nawet przyspieszyć pewne etapy. Taki ustalony rytm dnia pomaga też w funkcjonowaniu Matki, która w gorsze dni odlicza sobie czas pozostały do kąpieli Syna, co daje ukojenie sfatygowanej psychice. Ustalony porządek dnia zatem też jest w cenie.

Jednak ostatnio Syn Pierworodny przesadza, ojjjj przesadza... Na swoim miejscu musi być WSZYSTKO. Gdy uda mu się dorwać czyjś telefon, zaraz gdy już powciska kilka guzików lub poprzesuwa paluchem po ekranie, biegnie do właściciela komórki i mu ją oddaje - Twoja komórka to ją trzymaj, co to za zostawianie na stole! - ale nie chodzi o to by schować ją do kieszeni, telefon służy do rozmawiania, wiec masz go trzymać przy uchu. Ojcu nie wolno wyjść z domu bez czapki. Kiedy przyjeżdża Babcia, co chwilę otrzymuje do ręki znalezione gdzieś przez Pierworodnego okulary. Okulary przecież nie mogą leżeć na stole czy komodzie. Okulary trzeba mieć na nosie. I nie da się wytłumaczyć, że te akurat okulary służą Babci tylko do czytania. Klamerki, którymi Pierworodny tak lubi się bawić, nie mogą już sobie poleżeć 20 minut na stole (Jejku, co my mamy z tym stołem, wieczny bajzel musi na nim panować), po tym jak Matka zdjęła jedno pranie i czeka aż pralka skończy program z następną partią do powieszenia - klamerki trzeba odłożyć do koszyka i schować do szafy. Książka czytana przez Matkę też na stole leżeć nie powinna, należy zrobić wszystko by Matce ją podać, bo może nie wie, że właśnie na stole ją zostawiła. A ta kartka w środku to po co? Przecież nie pasuje, trzeba wyjąć. Masz mamo, Twoja książka, ten paragon ze środka wyrzuciłem, nie musisz dziękować. To, że Matka dostała do ręki swoją książkę, notabene już bez zakładki, nie oznacza, że wolno jej sobie poczytać, przecież tyle jest jeszcze do zrobienia, tyle do uporządkowania.

Po przyniesieniu do domu zakupów, natychmiast należy je rozpakować. Pojedynczo. Każdą rzecz osobno i po kolei. Wyciągnąć z reklamówki lub wózka, zanieść na kuchenną wyspę lub podać Matce, która natychmiast powinna ułożyć ją na miejscu. I nie można lecieć sobie w kulki, ułatwiać sprawy i nosić po kilka na raz. Syn jest skrupulatny jak główna księgowa i wczoraj na przykład nawet karton z ryżem rozpakował by móc przynieść każdy woreczek oddzielnie - Matka cieszyła się tylko, że nie wpadł jeszcze na pomysł by rozpakować każdy woreczek.

Bramka zamontowana w przejściu do kuchni musi być zawsze zamknięta. Niezależnie od tego po której jej stronie znajduje się Pierworodny. Akurat to jest zabawne z tego względu, że gdy Syn w tajemnicy wchodzi do kuchni, czyli tam gdzie nie wolno mu wchodzić samemu, zawsze zdradza go dźwięk zamykanej za sobą bramki.

Nie ma też możliwości zostawiania gdzieś w mieszkaniu kapci, nawet przy kanapie, na której aktualnie trzyma się nogi. Kapcie należy nosić na stopach, jeśli się tego nie wie, Pierworodny zaraz o tym przypomni a kapcie osobiście założy ich właścicielowi. W ten sposób mobilizuje też rano Matkę do wstania z łóżka. Odkrywa jej kołdrę i z mozołem stara się trafić kapciami na bose stopy. Matka wstaje by nie musieć dłużej tego wytrzymywać.

Nawet Kot w świecie Pierworodnego ma swoje miejsce i co rusz wysyłany jest do kuchni, bo tam przecież są jego miseczki z jedzeniem. Jeżeli akurat Pierworodnemu uda się pogodzić z faktem, że Kot nie jest w tym momencie głodny, to i tak nie zwalnia to Kota z trwania na posterunku i gdy nie przebywa w kuchni, ma obowiązek leżenia na swoim stałym miejscu pod telewizorem, na pudełkach z winylami. Niech tylko Kot spróbuje zbliżyć się do drzwi sypialni, niech tylko zniknie z oczu, niech tylko wejdzie pod łóżko, spod którego nie ma możliwości wyciągnięcia go... Cały porządek świata załamuje się a poczucie bezpieczeństwa pryska jak bańka mydlana. Rozpacz czarna. Niemożność ukojenia bólu. Łkaniu nie ma końca. Dopóty dopóki Kot łaskawie nie wyjdzie ukazać swego oblicza.

Podczas ostatniej wizyty u dziadków, Pierworodny nie zdążył jeszcze rozebrać się w przedpokoju jak już zaczął wprowadzać swoje porządki i przeganiał 5-letniego kolegę, który w niewiedzy śmiał usiąść na fotelu, na którym zwykle siada Babcia. Złapał kumpla za ramię, wyprosił z siedzenia, kazał usiąść Babci, po czym wskazał gdzie powinien położyć się Pies, który zwykle podczas odwiedzin Wnuka zalega przy nogach swej pani. Stanowczość Pierworodnego okazała się skuteczna i nie musiała być nawet wzmocniona żadnym konkretnym słowem, każdy bez szemrania zrobił co mu kazano.

Przez to, że często Pierworodny proszony jest o wrzucenie jakiejś rzeczy do kosza na pranie, od jakiegoś czasu, gdy nie można znaleźć któregoś z ubrań, które leżało np. na krześle, wystarczy zajrzeć do owego kosza. W świecie Pierworodnego bowiem nie ma kategorii brudne i czyste, za to jedne ubrania pasują do drugich i powinny znajdować się razem.
Kiedy dziś robiąc pranie Matka wpadła na, idiotyczny w oczach Syna, pomysł wyprania ochraniacza na szczebelki z jego łóżeczka, rozpętała, tym taką burzę z piorunami, że już jedynie zignorowanie zachowania Pierworodnego mogło przynieść jakikolwiek skutek w uspokojeniu go, bo żadne tłumaczenia, przytulania i czułe słówka nie dawały rady. Ochraniacz jest do łóżeczka i jakim prawem Matka śmiała go z niego wyciągnąć? Cóż za bezczelność wynosić go z sypialni! Do pralki? Nigdy w życiu! Pierworodny zaparł się i targany histerią ciągnął za jeden koniec starając się włożyć ochraniacz z powrotem do swojego łóżka, nie dając sobie wytłumaczyć, że wieczorem znów go razem zamontują na miejscu. Brak ochraniacza nie ułatwił też popołudniowej drzemki, która jak się okazało jest niemożliwa do odbycia, jeżeli nie trwa w otoczeniu pastelowych króliczków, kotków i kwiatków.

Gdy jakieś wydarzenie bądź czynność mu się spodoba, następnym razem wszystko powinno odbyć się tak samo. Zatem w sklepie zawsze trzeba kupić chleb, nie można tak sobie po prostu przejechać wózkiem obok działu z pieczywem, następnie należy zjeść jedną lub dwie kromki kontemplując mijane otoczenie, kupić soczek i po zapłaceniu rachunku i odstawieniu wózka wypić soczek na tej samej co zawsze ławce. Gdy jednego dnia Ojciec wymyśli fajną zabawę, drugiego o tej samej porze Pierworodny będzie domagał się powtórki. Gdy na przykład kładli spać do łóżka pluszowego pieska, grzechotkę - prosiaczka i plastikowego konika z układanki to już zawsze należy kłaść spać taki właśnie zestaw, nikogo nie może zabraknąć, a kładzenie samego pieska w ogóle nie ma sensu.

Każdego dnia Matka jak ten Kopciuszek popędzany przez złe siostry, często przy wtórze ryków Syna, oddziela Lego od drewnianych klocków, drewniane klocki od drewnianych samochodzików, a drewniane samochodziki rozbiera jeszcze na części. Wciąż coś zwija, układa, przekłada, odkłada i składa. By zwykle i tak Pierworodny wtrącił swoje trzy grosze i trzeba było zaczynać od nowa.
A wieczorem wraca z pracy zmordowany Książę. Oboje z Kopciuszkiem są już tak zmęczeni, że mowy nie ma o żadnym balu. Szklanych pantofelków i tak nie produkują w rozmiarze 41. A nawet gdyby, to najpierw chciałoby się po całym dniu stopy w misce wymoczyć. Planują obejrzeć jakiś film. Może piwo na spółkę. Ostatecznie sił i jako takiej koncentracji starcza na jeden wieczorny program w TVNie. Dziś czwartek, "Kuchenne rewolucje".

10 komentarzy:

  1. My wczoraj myłyśmy razem podłogę. I nie pytaj czemu moja córka śpi w kapciach (bo przecież kapcie zakłada się do spania, nie wiedziałaś?) i z wszystkimi misiami i lalkami, a na głowie muszą być spinki. Tylko bałagan z zabawkami straszny... A jak nie ma co zamieść to bułkę pokruszy, a jak nie ma czego ścierać to mleko na kanapę wyleje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to dlatego ta nasza kanapa taka wiecznie upierdolona? Wszystko byłoby jasne, gdyby nie to, że u nas zawsze jest coś do wytarcia albo do zamiatania ;-)

      Usuń
    2. To moja tez pewnie dlatego taka upierdolona;) gdzie nigdzie jak by kto na nie sie zrzygal...

      Usuń
  2. niezwykle barwna ta osobowość Pierworodnego. Torebki z ryżem przyprawiły mnie o łzy, bramka też :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że z Ignasiem by stanowili świetny duet? :-)

      Usuń
    2. Niewatpliwie :) maja ten nieuchwytny wspólny mianownik :)

      Usuń
  3. Ubawiłam się przednio. A w swoim czasie Staś tak samo bronił swojego ochraniacza w łóżeczku. Gdy chciałam go wyprać musiałam się cichaczem do niego zakradać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli miałam rację, że to typowy etap rozwoju ;-)

      Usuń
  4. Bardzo fajny post :) Pierworodny cudny

    http://zapracowanamamaijejswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) I dziękuję w imieniu Pierworodnego :)

      Usuń