(Bynajmniej nie jak kreskówka Disney'a czy inne dzieło familijnej kinematografii.)
Jakby nie dość mu było siniaków i zadrapań na twarzy, wczoraj przy kolejnym upadku przegryzł sobie wargę. Dziecko zapłakane i z krwią wypływającą z ust to nie jest widok, który pozwala łatwo zachować spokój. W dodatku ranka jest tak niefortunna, że co chwilę Pierworodny ją podrażnia i cały cyrk rozpoczyna się na nowo. Posiniaczony, podrapany, z napuchniętymi i krwawiącymi ustami wygląda jak Sylvester Stallone na koniec "Rocky'ego".
wtorek, 9 kwietnia 2013
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Sprawa odhaczona
Przyjechali Dziadkowie i Chrzestny. Jedynie tydzień spóźnieni. Zadzwonili do Ojca Pierworodnego w niedzielę rano z pytaniem czy popołudnie będzie pasować. W pierwszym odruchu Matka stanowczo powiedziała NIE. Potem jednak sprawę przemyślała i orzekła, że lepiej mieć to z głowy i jak najszybciej wyjaśnić sytuację. No a skoro mieszkanie akurat w miarę wysprzątane to niech przyjeżdżają. Jako że zapowiedzieli się dość późno Matka miała wymówkę by bezczelnie postawić przed nimi jedynie kawę, harbatę i nic poza tym. Wizyta była tak sztywna jak jeszcze nigdy. Najlepszym dowodem na to było milczenie Matki Ojca i Brata Ojca, a to się prawie nigdy nie zdarza. Gdyby nie Syn Pierworodny w roli gwiazdy popołudnia, byłoby nie do wytrzymania.
Mimo wszystko Matka trwała w nadziei, że usłyszy w końcu jakieś marne "przepraszam", jakieś tłumaczenia, choćby najbardziej absurdalne. Tymczasem nic. Temat urodzin całkowicie pomijany. Matce gul rósł, ale się jeszcze hamowała.
Siedzieli wszyscy nad tą kawą i prześcigali się w zabawianiu Pierworodnego. Po dwóch godzinach goście podnieśli się do wyjścia i przyszła pora na wysłuchanie standardowych wymówek, tych samych powtarzanych od lat - pies sam w domu, w piecu nie napalone, droga długa i męcząca - tu następuje analiza całej trasy, którą tym razem Matka zgasiła jednym zdaniem - "Wiem, jeździmy tą samą drogą". Usłyszała też Matka na odchodnym, że jej łatwiej jest przecież wybrać się do nich niż odwrotnie. No tak, bo przecież dużo łatwiej jest zebrać do kupy dwoje dorosłych (z których jedno pracuje nawet przeszło 300 godzin w miesiącu) i małe dziecko, a do tego jeszcze wszystkie manatki tegoż dziecka. Obiadki, kaszki, zabawki, śliniaczki, łyżeczki, kocyki, kosmetyki, wanienkę, wózek, ciuszki, pieluszki itd. Pewnie, że łatwiej jest się im wybrać niż 3 dorosłym osobom. Dlatego przez cały rok starali się chociaż raz w miesiącu jechać z Wnukiem do Dziadków. Ostatni raz pojechali z okazji Dni Babci i Dziadka. Wtedy stwierdzili, że mają dość - za każdym razem słyszą to samo, za każdym razem zapraszają do siebie, wracają wieczorem umęczeni, nic się nie zmienia. Postanowili, że dadzą Dziadkom potęsknić, może to skłoni ich do przyjazdu do Wnuka Pierworodnego. Efekt: nie zauważono różnicy. Matka Ojca po 2,5 miesiąca stwierdziła to co zwykle: "Ale on urósł przez ten miesiąc!". Matce ręce opadły.
Ale pod koniec wizyty już nie wytrzymała. Powiedziała wprost. Grzecznie, ale bardzo stanowczo. Wszystko co myśli o zeszłotygodniowym zachowaniu Dziadków i Chrzestnego Pierworodnego. Wszyscy byli w szoku. Bo przecież 8 lat gryzła się w język, chociaż wszyscy wiedzą, że język ma niewyparzony. Dopiero wtedy poczuła Matka, że winowajcom jest głupio, czyli tak jak być powinno. "Przepraszam" nie padło. Ale i tak Matka czuje, że zrozumieli. Matka Ojca powiedziała tylko "Ale chyba nam wybaczycie?!". Ni to pytanie, ni stwierdzenie. Matka z uśmiechem odpowiedziała "Może kiedyś", kątem oka widząc, że Ojciec ma ochotę zabić ją za to wzrokiem. Sam nie odezwał się ani słowem. Ciężko jest Matce zrozumieć jego relacje z Rodzicami.
Kiedy za gośćmi zamknęły się drzwi Ojciec Pierworodnego orzekł jedynie: "Nie mogłaś się na koniec powstrzymać?". Ni to pytanie, ni stwierdzenie.
"Nie mogłam."
Mimo wszystko Matka trwała w nadziei, że usłyszy w końcu jakieś marne "przepraszam", jakieś tłumaczenia, choćby najbardziej absurdalne. Tymczasem nic. Temat urodzin całkowicie pomijany. Matce gul rósł, ale się jeszcze hamowała.
Siedzieli wszyscy nad tą kawą i prześcigali się w zabawianiu Pierworodnego. Po dwóch godzinach goście podnieśli się do wyjścia i przyszła pora na wysłuchanie standardowych wymówek, tych samych powtarzanych od lat - pies sam w domu, w piecu nie napalone, droga długa i męcząca - tu następuje analiza całej trasy, którą tym razem Matka zgasiła jednym zdaniem - "Wiem, jeździmy tą samą drogą". Usłyszała też Matka na odchodnym, że jej łatwiej jest przecież wybrać się do nich niż odwrotnie. No tak, bo przecież dużo łatwiej jest zebrać do kupy dwoje dorosłych (z których jedno pracuje nawet przeszło 300 godzin w miesiącu) i małe dziecko, a do tego jeszcze wszystkie manatki tegoż dziecka. Obiadki, kaszki, zabawki, śliniaczki, łyżeczki, kocyki, kosmetyki, wanienkę, wózek, ciuszki, pieluszki itd. Pewnie, że łatwiej jest się im wybrać niż 3 dorosłym osobom. Dlatego przez cały rok starali się chociaż raz w miesiącu jechać z Wnukiem do Dziadków. Ostatni raz pojechali z okazji Dni Babci i Dziadka. Wtedy stwierdzili, że mają dość - za każdym razem słyszą to samo, za każdym razem zapraszają do siebie, wracają wieczorem umęczeni, nic się nie zmienia. Postanowili, że dadzą Dziadkom potęsknić, może to skłoni ich do przyjazdu do Wnuka Pierworodnego. Efekt: nie zauważono różnicy. Matka Ojca po 2,5 miesiąca stwierdziła to co zwykle: "Ale on urósł przez ten miesiąc!". Matce ręce opadły.
Ale pod koniec wizyty już nie wytrzymała. Powiedziała wprost. Grzecznie, ale bardzo stanowczo. Wszystko co myśli o zeszłotygodniowym zachowaniu Dziadków i Chrzestnego Pierworodnego. Wszyscy byli w szoku. Bo przecież 8 lat gryzła się w język, chociaż wszyscy wiedzą, że język ma niewyparzony. Dopiero wtedy poczuła Matka, że winowajcom jest głupio, czyli tak jak być powinno. "Przepraszam" nie padło. Ale i tak Matka czuje, że zrozumieli. Matka Ojca powiedziała tylko "Ale chyba nam wybaczycie?!". Ni to pytanie, ni stwierdzenie. Matka z uśmiechem odpowiedziała "Może kiedyś", kątem oka widząc, że Ojciec ma ochotę zabić ją za to wzrokiem. Sam nie odezwał się ani słowem. Ciężko jest Matce zrozumieć jego relacje z Rodzicami.
Kiedy za gośćmi zamknęły się drzwi Ojciec Pierworodnego orzekł jedynie: "Nie mogłaś się na koniec powstrzymać?". Ni to pytanie, ni stwierdzenie.
"Nie mogłam."
niedziela, 7 kwietnia 2013
Coś za coś
Po sobotnich emocjach związanych z podróżą pociągami i spędzeniu całego dnia z Matką na spotkaniu po latach z jej przyjaciółkami z czasów licealnych i ich rodzinami, Syn Pierworodny wieczorem padł jak kawka. Nie obyło się bez pobudki na karmienie i kilkukrotnego podawania smoka. Jednak najważniejsze jest to, że Syn nie tylko spał do godziny 9:00 (a nie jak zwykle do 6:20), ale dał jeszcze Matce pospać do 9:40 (a nie jak zwykle do 6:30) bawiąc się grzecznie przez ten czas w swoim łóżeczku jedną zabawką - pluszowym zajączkiem zwanym Przytulaskiem (a nie jak zwykle dwudziestoma innym zabawkami - głównie poprzez wrzucanie ich do łóżka Matki i płakanie że nie można ich potem dosięgnąć).
Matka od nadmiaru snu stała się mało czujna i w pierwszym momencie po obudzeniu nie zwęszyła podstępu. Nie był to gratisowy Dzień Matki. Syn po prostu zbierał siły. Wstał z ilością energii, która bez trudu zasiliłaby wieżowiec przez 2 dni co najmniej. Nie do okiełznania.
Matka ściągała pranie z suszarki. Klamerki zostały w tym czasie jakieś 5 razy rozrzucone po całym pokoju. Matka myła zęby w łazience. Jej szczotka do włosów została wrzucona do toalety. Matka parzyła kawę. Syn wspiął się na skrzynki, które stoją w ramach bramki bezpieczeństwa przy wejściu do kuchni. Bieganie, wspinaczka, rozrzucanie wszystkiego, potykanie się, ściąganie ze stołu...
I tak cały dzień. W efekcie, mimo oczu dookoła głowy u obojga rodziców, doszły 3 nowe siniaki na twarzy Pierworodnego. Strach wyjść z nim jutro na spacer, by nie ściągnąć na siebie kontroli z opieki.
- Młody wrzucił dziś moją szczotkę do włosów do kibla - poskarżyła się Ojcu Matka licząc na współczucie.
- Eee tam, ja sam kiedyś swoją wrzuciłem.
- Aha.
Matka od nadmiaru snu stała się mało czujna i w pierwszym momencie po obudzeniu nie zwęszyła podstępu. Nie był to gratisowy Dzień Matki. Syn po prostu zbierał siły. Wstał z ilością energii, która bez trudu zasiliłaby wieżowiec przez 2 dni co najmniej. Nie do okiełznania.
Matka ściągała pranie z suszarki. Klamerki zostały w tym czasie jakieś 5 razy rozrzucone po całym pokoju. Matka myła zęby w łazience. Jej szczotka do włosów została wrzucona do toalety. Matka parzyła kawę. Syn wspiął się na skrzynki, które stoją w ramach bramki bezpieczeństwa przy wejściu do kuchni. Bieganie, wspinaczka, rozrzucanie wszystkiego, potykanie się, ściąganie ze stołu...
I tak cały dzień. W efekcie, mimo oczu dookoła głowy u obojga rodziców, doszły 3 nowe siniaki na twarzy Pierworodnego. Strach wyjść z nim jutro na spacer, by nie ściągnąć na siebie kontroli z opieki.
- Młody wrzucił dziś moją szczotkę do włosów do kibla - poskarżyła się Ojcu Matka licząc na współczucie.
- Eee tam, ja sam kiedyś swoją wrzuciłem.
- Aha.
piątek, 5 kwietnia 2013
Sposób, czyli nic na siłę - tylko młotkiem
Niedawna wizyta Matki Matki przyniosła pewną refleksję. "Ty na wszystko przy Synu Pierworodnym musisz mieć jakiś sposób" - usłyszała Matka. I chcąc nie chcąc musiała się z tym zgodzić.
Rzecz jasna, z racji ciągłego ze sobą przebywania to Matka jest mistrzynią w wymyślaniu tych sposobów, chociaż i Ojciec wykazuje się dużą kreatywnością.
Żeby Synowi zmienić pieluchę trzeba zawsze na ten czas dać mu coś do zabawy. Niestety bardzo szybko się nudzi i niemal za każdym razem musi to być coś nowego. Do niedawna skuteczne było też odrywanie się od całej czynności co ok. 10 sekund by potrząsnąć kryształkami na kinkiecie, które migocząc budzą zachwyt Syna. Od tygodnia pomagają także pierdzioszki w brzuszek, które wywołują salwy śmiechu u Syna. Gdy te sposoby zawiodą przewijanie staje się koszmarne.
Przy kąpieli muszą być gumowe zabawki, a przez kilka tygodni trwał też etap kąpania się z wieczkiem od słoiczka Gerber. Po kąpieli zabawa kosmetykami - rządzi i wymiata Sudocrem. Przy myciu zębów trzymanie pasty, a przy nakładaniu kremu na mróz zabawa tubką.
Ostatnio żeby usiadł w wózku też musi być czymś przekupiony. To samo z krzesełkiem do karmienia. Syn nie zadowala się byle czym i wciąż trzeba wysilać się intelektualnie, ciągła burza mózgów. Co mu się spodoba, czego nie zepsuje, nie połknie i czym nie zrobi sobie krzywdy?
Żeby dał sobie obciąć paznokcie trzeba włączyć "Ona tańczy dla mnie". Dopiero od jakiś dwóch tygodni podczas drzemki w ciągu dnia nie musi lecieć płyta z kołysankami - po jakiś dziewięciu miesiącach słuchania dzień w dzień w kółko tych samych 10 piosenek Matka ma nieodwracalny uraz na psychice.
Gdy Syn był mniejszy, na kolki śpiewała mu Matka "Na majówkę", a na uspokojenie włączała "Tanich drani" - kiedy jeszcze do tego zaczynała tańczyć Syn był wniebowzięty, a Kabaret Starszych Panów był prawdziwym hitem gdzieś w okolicach 3 i 4 miesiąca.
Posiłki to rzecz jasna wyższa szkoła jazdy. I tak naprawdę to tylko Matka ogarnia co i w jakiej kolejności podać. Jaki śliniaczek do jakiego posiłku. Co jaką łyżeczką (inna jest do kaszki, inna do zupki, inna do deseru i jeszcze inna do zabawy). Co zaśpiewać, co powiedzieć, jak zainteresować.
Matka ma też sposoby na odkurzanie mieszkania w obecności Syna Pierworodnego, umalowanie się i na wiele innych codziennych czynności.
Czasem zastanawia Matkę co by się stało, gdyby nagle przyszło Pierworodnemu spędzać całe dnie z kimś obcym, kto nie zna jego zwyczajów. Przez ile dni chodziłby głodny, brudny i niewyspany zanim zaakceptowałby nowe porządki i metody?
Rzecz jasna, z racji ciągłego ze sobą przebywania to Matka jest mistrzynią w wymyślaniu tych sposobów, chociaż i Ojciec wykazuje się dużą kreatywnością.
Żeby Synowi zmienić pieluchę trzeba zawsze na ten czas dać mu coś do zabawy. Niestety bardzo szybko się nudzi i niemal za każdym razem musi to być coś nowego. Do niedawna skuteczne było też odrywanie się od całej czynności co ok. 10 sekund by potrząsnąć kryształkami na kinkiecie, które migocząc budzą zachwyt Syna. Od tygodnia pomagają także pierdzioszki w brzuszek, które wywołują salwy śmiechu u Syna. Gdy te sposoby zawiodą przewijanie staje się koszmarne.
Przy kąpieli muszą być gumowe zabawki, a przez kilka tygodni trwał też etap kąpania się z wieczkiem od słoiczka Gerber. Po kąpieli zabawa kosmetykami - rządzi i wymiata Sudocrem. Przy myciu zębów trzymanie pasty, a przy nakładaniu kremu na mróz zabawa tubką.
Ostatnio żeby usiadł w wózku też musi być czymś przekupiony. To samo z krzesełkiem do karmienia. Syn nie zadowala się byle czym i wciąż trzeba wysilać się intelektualnie, ciągła burza mózgów. Co mu się spodoba, czego nie zepsuje, nie połknie i czym nie zrobi sobie krzywdy?
Żeby dał sobie obciąć paznokcie trzeba włączyć "Ona tańczy dla mnie". Dopiero od jakiś dwóch tygodni podczas drzemki w ciągu dnia nie musi lecieć płyta z kołysankami - po jakiś dziewięciu miesiącach słuchania dzień w dzień w kółko tych samych 10 piosenek Matka ma nieodwracalny uraz na psychice.
Gdy Syn był mniejszy, na kolki śpiewała mu Matka "Na majówkę", a na uspokojenie włączała "Tanich drani" - kiedy jeszcze do tego zaczynała tańczyć Syn był wniebowzięty, a Kabaret Starszych Panów był prawdziwym hitem gdzieś w okolicach 3 i 4 miesiąca.
Posiłki to rzecz jasna wyższa szkoła jazdy. I tak naprawdę to tylko Matka ogarnia co i w jakiej kolejności podać. Jaki śliniaczek do jakiego posiłku. Co jaką łyżeczką (inna jest do kaszki, inna do zupki, inna do deseru i jeszcze inna do zabawy). Co zaśpiewać, co powiedzieć, jak zainteresować.
Matka ma też sposoby na odkurzanie mieszkania w obecności Syna Pierworodnego, umalowanie się i na wiele innych codziennych czynności.
Czasem zastanawia Matkę co by się stało, gdyby nagle przyszło Pierworodnemu spędzać całe dnie z kimś obcym, kto nie zna jego zwyczajów. Przez ile dni chodziłby głodny, brudny i niewyspany zanim zaakceptowałby nowe porządki i metody?
czwartek, 4 kwietnia 2013
Kuchenne rewolucje pod okiem Syna Pierworodnego
Kolejny dzień z życia Pierworodnego pt.: "Sam nie wiem o co mi chodzi, ale jak będę się darł cały dzień to może odgadniesz" przepłaciła Matka nadszarpniętymi nerwami, doprawieniem kilograma mięsa mielonego cynamonem zamiast papryką i całkiem niezłym wynikiem na bieżni na siłowni, gdzie dawała ujście niebezpiecznie wysokiemu napięciu.
O!
Do tej pory Matka miała mieszane uczucia. Bo w zasadzie to tylko się cieszyć kiedy Teściowie przyjeżdżają raz czy dwa razy do roku, od wielkiego dzwona i kiedy się nie ma ich co chwilę na głowie. Spokój, zero stresu, nie ma kłopotu. Z drugiej strony jednak można by w końcu strzelić focha, gdy przez cały rok życia wnuka przyjeżdżają jedynie dwa razy - tydzień po narodzinach, czyli w zeszłoroczne Święta Wielkanocne, żeby go poznać, i na chrzciny, kiedy miał blisko pół roku. Za każdym razem zjawiając się na jakąś godzinę przed czasem, na który zostali zaproszeni, czyli w momencie najgorszego harmidru w mieszkaniu, gdy trwało największe zamieszanie i nic nie było jeszcze dopięte na ostatni guzik przed przybyciem gości - luz, Matka przywykła i do tego, chociaż jest to dla niej wkurzające o wiele bardziej od godzinnego spóźnienia się.
Ale teraz Matka pękła. Oficjalnie postanowiła. Jest obrażona. I w dodatku czeka na oficjalne przeprosiny. Miarka się przebrała. W dniu pierwszego przyjęcia urodzinowego Syna, tylko dlatego że Ojciec Pierworodnego zadzwonił do Rodziców, dowiedziała się że Dziadowie i Chrzestny, czyli Brat Ojca, nie przyjadą. Szybko, bo już koło południa, podczas gdy przyjęcie zaplanowane było na 15-tą. Kiedy swego czasu informowali, że nie przyjadą na pierwszą rocznicę ślubu Matki i Ojca byli już pół godziny na nią spóźnieni a jedzenie stygło na stole, więc tym razem i tak wykazali się dużą klasą.
Tym razem Matka ma dość. Przez ponad 8 lat na różne rzeczy przymykała oczy. Wiele tolerowała i przemilczała, setki razy liczyła do dziesięciu. Ale kiedy chodzi o Syna Pierworodnego Matka staje się zasadnicza i waleczna. I łatwo nie odpuszcza.
Mata ma dość i jest wkurwiona jak sto pięćdziesiąt. Ma dość wymówek, z których można by wysnuć wniosek, że ma do Teściów bliżej niż oni do niej. Ma dość słuchania, że Syn Pierworodny jest bardziej związany z Matką Matki niż z Matą Ojca. No jest! Jak ma nie być? Uwielbia swoją Babcię, bo ta mimo że dużo pracuje, gdy tylko ma trochę czasu jedzie godzinę autobusem aby móc się z nim pobawić na podłodze czy zabrać go na spacer. Matka Ojca chociaż jest na emeryturze uważa że jest bardziej zapracowana i trudniej jej się wybrać. Bo to jednak 100 km. I jedna przesiada. I co z tego że dysponuje samochodem skoro Ojciec Ojca tyle pracuje, że samochodem to też problem się wybrać... bla, bla, bla. Sranie w banie.
Matka jest wścieła. Matka ma dość. I nie wyluzuje. O!
Ale teraz Matka pękła. Oficjalnie postanowiła. Jest obrażona. I w dodatku czeka na oficjalne przeprosiny. Miarka się przebrała. W dniu pierwszego przyjęcia urodzinowego Syna, tylko dlatego że Ojciec Pierworodnego zadzwonił do Rodziców, dowiedziała się że Dziadowie i Chrzestny, czyli Brat Ojca, nie przyjadą. Szybko, bo już koło południa, podczas gdy przyjęcie zaplanowane było na 15-tą. Kiedy swego czasu informowali, że nie przyjadą na pierwszą rocznicę ślubu Matki i Ojca byli już pół godziny na nią spóźnieni a jedzenie stygło na stole, więc tym razem i tak wykazali się dużą klasą.
Tym razem Matka ma dość. Przez ponad 8 lat na różne rzeczy przymykała oczy. Wiele tolerowała i przemilczała, setki razy liczyła do dziesięciu. Ale kiedy chodzi o Syna Pierworodnego Matka staje się zasadnicza i waleczna. I łatwo nie odpuszcza.
Mata ma dość i jest wkurwiona jak sto pięćdziesiąt. Ma dość wymówek, z których można by wysnuć wniosek, że ma do Teściów bliżej niż oni do niej. Ma dość słuchania, że Syn Pierworodny jest bardziej związany z Matką Matki niż z Matą Ojca. No jest! Jak ma nie być? Uwielbia swoją Babcię, bo ta mimo że dużo pracuje, gdy tylko ma trochę czasu jedzie godzinę autobusem aby móc się z nim pobawić na podłodze czy zabrać go na spacer. Matka Ojca chociaż jest na emeryturze uważa że jest bardziej zapracowana i trudniej jej się wybrać. Bo to jednak 100 km. I jedna przesiada. I co z tego że dysponuje samochodem skoro Ojciec Ojca tyle pracuje, że samochodem to też problem się wybrać... bla, bla, bla. Sranie w banie.
Matka jest wścieła. Matka ma dość. I nie wyluzuje. O!
Subskrybuj:
Posty (Atom)