poniedziałek, 30 września 2013

Danse macabre

Od czasu wesela Pierworodny stał się bardzo taneczny. Jak tylko spodoba mu się jakaś piosenka, a wybredny nie jest, zaraz zaczyna kiwać się z nóżki na nóżkę, rytmicznie gibać i kręcić piruety. W przeciwieństwie do mamy, jest też uzdolniony technicznie i w związku z tym z coraz większą wprawą obsługuje m.in. pilota od telewizora.
I tak, razu pewnego, Matka czymś zajęta słyszy, że Syn przełącza kanały. Zatrzymał się na jakimś programie, zasłuchał w nieznaną Matce piosenkę, zapatrzył w ekran i zaczął tańczyć. Matka, widząc jedynie Syna, nie telewizor, postanowiła podejść bliżej i sprawdzić, co go tak zainteresowało - zapewne jakiś teledysk.
Jakież było zdziwienie, gdy okazało się, że takim zapatrzeniem cieszył się program miejskiej telewizji kablowej, na którym wyświetlane są przede wszystkim drobne ogłoszenia a w tle leci jakiś kanał radiowy. A tym, co tak spodobało się dziecku był blok z reklamami wszystkich znajdujących się w mieście zakładów pogrzebowych i kamieniarskich.

piątek, 27 września 2013

Pogoda dla bogaczy, czyli jak Matka czasem idiotkę z siebie robi

Matka dostała nowy laptop. Pierwszy własny, osobisty, którego z nikim nie musi dzielić. Może teraz posty dodawać nie tylko wieczorem, albo wręcz po nocach, gdy Ojciec Pierworodnego wróci z pracy ze swoim komputerem i kiedy Pierworodny pójdzie już spać, ale też w ciągu dnia, o ile oczywiście znajdzie czas. Ale luksus...
Nowy laptop pracuje na Windows 8. To zarówno dla Matki jak i Ojca nowość. Gdy wreszcie znalazł się moment by z komputerem się zapoznać, okazało się, że Matka nie ogarnia, nic nie potrafi zrobić i na pewno sama sobie z tym nie poradzi. Jako że problemy techniczne Matkę mocno frustrują, postanowiła nie zapędzać się w to klikanie po omacku, tylko po kilku minutach komputer porzuciła - niech Ojciec Pierworodnego ogarnie co trzeba, bo jemu chwilę tylko to zajmie, a potem nabytą wiedzę żonie w skrócie przekaże.
Ojciec przejął sprzęt. Spojrzał w monitor.
- O, nawet notowania giełdowe tu są
- Aaa, to giełda była - oświeciło Matkę.
- A ty myślałaś, że co?
- Nie, nic - próbowała się wymigać od odpowiedzi.
- No, mów!
- Nic. Naprawdę.
- Mów!
- Oj, nieeee
- No powiedz...
- Zastanawiałam się po co mi pogoda z Szanghaju.

Matką jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce

Każda matka czasem O TYM musi. Inaczej się udusi.

Wieczorem, tuż przed kąpielą, Pierworodny sfajdał się w pieluchę. Na tyle się postarał, że trzeba było wietrzyć mieszkanie. Jako że Ojca od kilku dni męczy grypa, Matka postanowiła się nad nim nie znęcać i okazać swoją wielkoduszność, nie zmuszając go do zajęcia się tą niecierpiącą zwłoki sprawą. Choć, po prawdzie, to już nie pamięta kiedy ostatnio ją ktoś w tym wyręczył.
I tak... Matka zajęta myciem dziecięcego tyłka nie pierwszej świeżości, Syn zajęty książeczką i pokazywaniem w niej kotka... Ojciec stanął w drzwiach pokoju, w którym powietrze jeszcze nie zdążyło ochłonąć, omiótł spojrzeniem sytuację i rzekł jakby w przestrzeń:
- Taaa, dzieci to kupa szczęścia. 
- Z przewagą kupy - dodała od siebie Matka, jednocześnie pozbywając się małej bomby biologicznej.

środa, 25 września 2013

Sens istnienia a zmęczenie materiału

Na weselu przygotowany był specjalny kącik dla dzieci. W związku z tym, że wszystkie obecne maluchy były wyjątkowo grzeczne i spokojne i wszystkie, bez wyjątku, siedziały posłusznie przy stole, względnie tańczyły na parkiecie trzymając za rączkę mamę, tatę, babcię czy kogoś z najbliższej rodziny, Pierworodny kącik miał cały dla siebie. I kiedy akurat nie biegał wokół stołu ciągnącego się pod ścianami całego pomieszczenia, nie leżał sobie na parkiecie wśród roztańczonych gości, nie gibał się w rytm "Białego misia", nie próbował na czworakach przemierzyć całej restauracji albo na przykład w niewiadomych celach nie przeciągał krzesła przez sam środek sali, to bawił się w owym kąciku z zabawkami. W pewnym momencie, gdy Matka właśnie pilnowała, by Syn nie wydłubał sobie oka kredkami, dołączył do niej Ojciec Pierworodnego.
- Spokojnie możesz sobie usiąść i odsapnąć. Ja się nim zajmę. Zjedz coś może... - dobrodusznie zaproponowała przybyłemu mężowi.
- Wolę być tutaj z wami. Bez naszego syna moje istnienie traci sens - górnolotnie pojechał Ojciec i chyba czekał na wzruszenie Matki.
Chwila konsternacji.
- Aha. No dobra, to ja usiądę.
- No wiesz...

poniedziałek, 23 września 2013

Ach, co to był za ślub!

Było weselicho. Pojechali całą rodziną: Matka, Ojciec Pierworodnego i Syn Pierworodny we własnej osobie. Były oczywiście obawy o to, jak dziecko zniesie 4-godzinną podróż, jak zniesie nocleg w obcym miejscu, bo zawsze ma z tym problem, jak przeżyje mszę w kościele i, rzecz jasna, samo wesele z tłumem obcych ludzi. Odkąd Pierworodny jest na świecie rodzina zaczęła żenić się na potęgę, ale to pierwsze takie wydarzenie, w którym Syn miał uczestniczyć w pełni. Plan był taki, by pojechać dzień wcześniej i nie być zmęczonym długą drogą w dniu imprezy.
Z tego powodu Matka Ojca zaczęła wymyślać własne scenariusze i wydzwaniać z pytaniem, czy to aby na pewno dobry pomysł, bo przecież jechanie dzień wcześniej będzie dla Pierworodnego zbyt dużym obciążeniem.
Hyyy? I co tu odpowiedzieć na tak dziwną teorię?
W końcu i tak wyszło na jej. Od rana wszystko szło jak po grudzie, czas uciekał, a gdy walizki były spakowane i wszystkie graty przygotowane do drogi, Ojciec stwierdził, że chociaż kontrolki są w porządku to jednak zbyt mocno niepokoi go dziwny dźwięk w tylnych kołach samochodu (którego Matka oczywiście nie słyszała ani trochę) i dzwoni do mechanika. Skończyło się szybką wymianą klocków hamulcowych, które jak się okazało do niczego już się nie nadawały. Jednak godzina zrobiła się taka, że nie było sensu jechać.

W ramach skróconej relacji kilka faktów z wyjazdu.
- Podróż, i to w obie strony, wbrew wszelkim przewidywaniom, najgorzej zniosła Matka. Nie ma pojęcia czy może to mieć ze sobą związek, ale po urodzeniu dziecka, stopniowo ujawnia się i rozwija u niej przyczajona od dzieciństwa choroba lokomocyjna.
- Tylko jedna wpadka w związku z pakowaniem. W domu zostały buty Ojca. Jak się okazuje Nike pasuje do wszystkiego, nawet do garnituru. Zauważyła tylko panna młoda. I znając awersję Ojca Pierworodnego do portali społecznościowych od razu zapowiedziała, że za karę wstawi ich wspólne zdjęcie na fejsa (tzn. jej, Ojca i "najek").
- Z kościoła Matka wyprowadziła Syna po 10 minutach, kiedy to organizowana przez niego naprędce impreza zaczynała się niebezpiecznie wymykać spod kontroli. Szok. Rekord czasowy pobity. Po dotychczasowych doświadczeniach podziewano się max. 6 minut.
- W trakcie mszy sobie spacerowali i uradowani zauważyli ekstra fajny plac zabaw. Niestety zamknięty na klucz. Dzieci bawiące się w środku, a było ich około 10, wszystkie razem i każde z osobna, szczerze i długo przekonywały Matkę, by mimo szpilek, obcisłej sukienki i wózka, tak jak one przeskoczyła przez płot. Mimo to odpuściła.
- Matka i Ojciec nie mają pojęcia ile dzieci było na ślubie i weselu, bo wszystkie grzecznie siedziały razem z rodzicami. Za to wszyscy goście wiedzą, że na weselu był Pierworodny.
- Obiad. Pierworodny zjadł wszystkie ziemniaki z talerza Matki i wszystkie z talerza Ojca. Zważywszy na to, że każdemu podano kotlet de volaille, którego z powodu alergii Syna trzeba było oddać Ojcu, Matce na talerzu został tylko liść sałaty.
- Odświętne ubranie Pierworodnego zupełnie zmieniło kolor. Po wielokroć wytarzał się w nim po wszystkich możliwych powierzchniach płaskich.
- Syn odkrył w sobie nowe talenty taneczne. Szczególnie ceni styl breakdance. Właściwie nie opuszczał parkietu. Od tej pory tańczy zawsze, gdy włączy mu się jakąś muzykę. Zdecydowanie ceni też tradycyjną pieśń okolicznościową pt.: "Sto lat".
- Matka z Ojcem już od tak dawna nie zaliczają się do imprezowego towarzystwa, że nie mieli pojęcia, że do przeboju, który od miesięcy regularnie odsłuchiwany jest w ich domu, czyli do "Ona tańczy dla mnie", istnieje specjalny układ taneczny. Gdy w środku zabawy na parkiecie zostali zaskoczeni tą piosenką i zobaczyli jak wszyscy wokół nich z wyraźną wprawą, równo (jak za dawnych czasów np. przy "Macarenie") i wręcz z powagą sytuacji pokazują jak ona to wie i jak on ją chowa w sercu na dnie, najpierw stanęli jak wryci a następnie popłakali się ze śmiechu.
- To niewiarygodne, ale po weselu wyspali się lepiej niż w domu. Zwykle Matka kładzie się spać o 1 albo 2 a wstaje razem z Synem ok. 7:30. Ojciec chodzi spać wcześniej, ale też dużo wcześniej wstaje. Tym razem, musząc czuwać przy łóżeczku Syna, Matka zasnęła przed północą. A rano Syn dał wszystkim czas aż do 8:45.
- Rano, po weselu, wybrali się na kawę do cukierni. Pierworodny wciąż biegał, jak to on. Pani za ladą zafascynowana tym widokiem nie wytrzymała i zapytała w końcu: "On zawsze ma tyle energii? W domu też?". No cóż.
A rozbijanie się po kawiarniach skończyło się tym, że rozbrykany Syn przewrócił się spadając twarzą na swój kubek niekapek. Limo jak ta lala.

Podsumowując, Syn Pierworodny okazał się doskonałym towarzystwem do imprezowania. I teraz pozostaje tylko czekać na kolejne zaproszenia.

piątek, 20 września 2013

Złośliwa Małpa albo Nie Szata Zdobi Laptopa

Ojciec Pierworodnego zarzucił temat, że może by kupić Matce nowego laptopa. Matka wymagań dużych nie ma. Laptop ma śmigać sprawnie, hulać długo na baterii i ładnie wyglądać. I tyle. Weszła więc w odpowiednie zakładki w Allegro by zorientować się jak się sprawy mają. Wyskoczyło kilkaset stron, więc trzeba było wybrać odpowiednie parametry, których Matka w ogóle nie rozumiała*, więc nie wiedziała co jej do szczęścia potrzebne. W związku z tym zdała się na polecenia Ojca siedzącego obok i pozaznaczała co kazał. Stron z wyborem laptopów zrobiło się mniej. Siedzą więc razem i przeglądają. Matka zarządza scrollem, bo to o laptopa dla niej się rozchodzi. Ojciec ma się wypowiadać na tematy techniczne. W pewnym momencie Matka zauważa, że Ojciec zwyczajnie nie nadąża za tym przewijaniem Matki. Postanawia się wytłumaczyć:
- Wiesz, ja tak szybko przewijam, bo ja nie czytam tego co tu piszą. Patrzę tylko na zdjęcia.
- Ahaaa - odpowiada zdziwiony taką selekcją Ojciec
- Ma być ładny. Najlepiej biały. (W domyśle: będzie pasował do smartfona i czytnika e-booków)
- Booooże, jak to się stało, że my się kiedyś spotkaliśmy i dogadaliśmy?
- Jak to jak? Normalnie, tak jak teraz. Ty patrzyłeś na wnętrze a ja tylko na wygląd ;-)

* A teraz Matka zdradzi dwa fakty ze swojego życia, które dopiero w połączeniu dają wielce kompromitujący efekt. Jak już łatwo się domyślić, Matka na komputerach się nie zna. Do tego stopnia się nie zna, że nie może zapamiętać co to jest RAM i ROM i które jest które. Nie wie gdzie jest procesor i jak to wygląda. O tym, że należy robić coś takiego jak "kopia zapasowa" dowiedziała się z jednego z odcinków "Seksu w Wielkim Mieście", wtedy kiedy i Carrie Bradshaw się o tym dowiedziała (ale dalej nie wie jak). Stworzenie aktualnego szablonu na blogu, z takimi bajerami jak samodzielnie zrobione logo czy odnośnik do Facebooka, to Matki wielki wyczyn i chluba. To był fakt pierwszy. Drugi fakt jest taki, że Matka swego czasu skończyła liceum - nic nadzwyczajnego, wielu ludzi kończy - ale Matka uczęszczała do klasy o profilu matematyczno-informatycznym. 
I teraz można się już z Matki nabijać.

wtorek, 17 września 2013

O rety! Kabarety!

Syn Pierworodny ewidentnie ma rozwinięte poczucie humoru. Jak pewnie każde dziecko uwielbia się wygłupiać, szaleć, śmiać do rozpuku. Ale ostatnimi czasy wymyśla już swoje pierwsze dowcipy. Rozczula Matkę to, jaki jest w tym uroczy :)

Stały numer:
- Pokaż język!
Syn wywala jęzor z paszczy.
- Gdzie masz brzuszek?
Syn podnosi dumnie bluzeczkę.
- A gdzie masz pępek?
Uważnie przygląda się brzuszkowi po czym z chirurgiczną precyzją wkłada palucha w pępek
- A gdzie masz rączki?
Na to hasło chowa rączki za plecami i z całych sił stara się miną wyrazić: "Rączki? Jakie rączki? Nie mam nic takiego!" - tylko zawadiacki uśmiech i chochliki w oczach od razu go zdradzają. Zwykle też w końcu nie wytrzymuje i wybucha śmiechem.

A ostatnio:
Zmieniała Matka pościel w sypialni. Syn natomiast wymyślił sobie, że będzie bawił się opakowaniem odplamiacza Loveli (rozpoczęła się faza pokazywania "dzidzi" na każdym obrazku, więc Lovela teraz rządzi i wymiata). Łaził wszędzie z tą butlą i tylko wkurzał Matkę. Bo niby wie Matka, że karygodnym jest pozwalać dziecku na zabawę środkami chemicznymi, ale z drugiej strony już naprawdę nie ma gdzie tego wszystkiego chować w szafach, więc sprawdza czy mocno zakręcone i pozwala, jednocześnie próbując jakoś stłumić poczucie winy z powodu bycia wielce nieodpowiedzialną Matką. Łaził więc z tą butelką, wdrapywał się z nią na materac i wymyślił, że będzie wrzucał ją za łóżko. A potem będzie jęczał, że Matka ma ją wyciągnąć. Za 3. razem Matce się odechciało i tako rzecze do Syna:
- Kochanie, zanieś butelkę do łazienki. Zanieś ją tam skąd ją wziąłeś.
Syn podumał, sprawę przemyślał, po czym zlazł z łóżka i udał się do łazienki. Stanął przy pralce i upewnił się, że Matka stoi w drzwiach sypialni i go obserwuje. Pochylił się jakby odstawiał płyn na miejsce. Uśmiechnął się w stronę Matki.
- Bardzo ładnie, Syneczku. Dziękuję. Ale z Ciebie zuch!
Po czym wyprostował się dalej trzymając butelkę z odplamiaczem w ręku i z głośnym śmiechem na ustach, szczerze rozbawiony, przybiegł z nią z powrotem do sypialni i wskoczył na łóżko, na którym Matka próbowała rozłożyć prześcieradło. A chochliki w oczach mówiły wszystko: "Powiedziałaś zanieś a nie zanieś i zostaw w łazience :)".
A myślała Matka, że za słówka to ją dopiero nastolatek łapać będzie.