środa, 14 sierpnia 2013
Jesteś tym, co jesz
Matka zaczyna wierzyć w ten frazes. Po dzisiejszym obiedzie Pierworodny zmienił się w kupkę szpinaku. Lepsze to od wczorajszej kaszy jęczmiennej z buraczkami.
niedziela, 11 sierpnia 2013
Komuno wróć, czyli sposób na kaszkę z mlekiem
Odkąd trwa przekonywanie Pierworodnego do tego, że mleko modyfikowane też jest fajne, problemem stała się kaszka na kolację. Robiona na wodzie zjadana była w całości, z dodatkiem mleka nie cieszy się już takim powodzeniem. Po kilku łyżeczkach Pierworodny grzecznie dziękuje, ale on czuje się już syty, może jeszcze trochę ogórka by zjadł, ale za kaszkę to on już podziękuje, może jutro, Mamusiu, ale raczej nigdy...
Ojciec (podając Synowi kaszkę): Nie chcesz już? No to nie. Mamy demokrację. Nikt nie będzie cię zmuszał do jedzenia kaszki.
Matka podłapuje temat: Nie, nie! W tym domu nikt nikogo nie będzie zmuszał do jedzenia kaszki. Ale wiesz Synku, my tak dobrze nie mieliśmy, my urodziliśmy się za komuny...
Ojciec: ...o tak, wtedy trzeba było kaszkę zjadać do końca...
Matka: ...i bez żadnej dyskusji...
Ojciec: ...nikt się dzieci nie pytał czy chcą.
Matka: Czy się stoi, czy się leży, porcja kaszki się należy.
Ojciec: Teraz to już, Matka, pojechałaś - uciął temat.
sobota, 10 sierpnia 2013
Ecie - pecie
Samochodzik, piłeczka, króliczek, książeczka.
Gryzaczek, balonik, na biegunach konik.
Łóżeczko, materacyk, piżamka, pajacyk.
Kocyk, ręczniczek, przy bluzeczce guziczek.
Buciki, rowerek, herbatka, sweterek.
Skarpetki, kurteczka, spodenki, czapeczka.
Kaszka i mleczko, jabłuszko, ciasteczko.
Pupcia, paluszek, nosek i brzuszek.
Talerzyk, miseczka, kubeczek, łyżeczka.
Śniadanko, deserek, obiadek, spacerek.
Stoliczek, leżaczek, krzesełko, bujaczek.
Stópki, kapciuszki, do kąpieli kaczuszki.
Karuzelka, misiaczek, nocniczek, śliniaczek.
Ziemniaczek i zupka, bączek i kupka.
Kremik, pieluszka, całusek dla maluszka.
Gryzaczek, balonik, na biegunach konik.
Łóżeczko, materacyk, piżamka, pajacyk.
Kocyk, ręczniczek, przy bluzeczce guziczek.
Buciki, rowerek, herbatka, sweterek.
Skarpetki, kurteczka, spodenki, czapeczka.
Kaszka i mleczko, jabłuszko, ciasteczko.
Pupcia, paluszek, nosek i brzuszek.
Talerzyk, miseczka, kubeczek, łyżeczka.
Śniadanko, deserek, obiadek, spacerek.
Stoliczek, leżaczek, krzesełko, bujaczek.
Stópki, kapciuszki, do kąpieli kaczuszki.
Karuzelka, misiaczek, nocniczek, śliniaczek.
Ziemniaczek i zupka, bączek i kupka.
Kremik, pieluszka, całusek dla maluszka.
czwartek, 8 sierpnia 2013
Pierworodny szuka kłopotów
Przewraca się. Jak każde dziecko. Tylko 30 razy częściej. Włazi w różne zakamarki. Wciąż przytrzaskuje sobie palce. Pod regał podstawia np. samochód-zabawkę, oczywiście na kółkach, by wspiąć się jeszcze wyżej... efekt do przewidzenia. Co i rusz siniak, zadrapanie, zdarta skóra. Zaczepia Kota, co prędzej czy później musi skończyć się użyciem przez sierściucha pazurków lub zębów (nielicznych, które mu jeszcze zostały). Na wypoczywającego w cieniu Psa - większego od Syna jakieś 5 razy (co najmniej 5) - siada okrakiem z nadzieją, że pojedzie jak na koniku. O ile po schodach potrafi wejść ostrożnie, jak należy, na czworakach, o tyle w drugą stronę już leci na łeb, na szyję, jak w przepaść - byle do przodu. Nie mówiąc już o samodzielnej jeździe windą. Upodobał też sobie wkładanie rąk pod deskę sedesową i wyciąganie kostek toaletowych. W piaskownicy ładuje do buzi kamienie a na spacerach jego rączki wyłapią każdego leżącego w okolicy papierosowego peta. Co jakiś czas przewraca na siebie kosze na pranie, suszarkę, wieszak w przedpokoju, deskę do prasowania... jakimś cudem zawsze wychodzi z tego cało.
A przy tym wszystkim zaskakująco mało z takich powodów płacze. Na wczasingu rozharatał sobie rączkę. Matka tylko domyśla się kiedy, bo pamięta, że widziała jak upadał na betonie. Nie rozpaczał długo, zaraz pobiegł dalej, więc nie potęgowała dramatu. Jakieś 2 godziny później dostrzegła porządnie zdarty nadgarstek Pierworodnego. Na szczęście obecna na miejscu Służba Zdrowia zaraz uratowała sytuację wodą utlenioną. Rana tłuczona nie zrobiła na pacjencie żadnego wrażenia, woda utleniona już tak.
Naprawdę nie można wrzucić Matki do kategorii "nadopiekuńcze". A mimo to, kiedy rodzice innych dzieci w wieku Pierworodnego siedzą, rozmawiają, delektują się spokojem, bo przecież dzieci się bawią, Matka wciąż ma oczy dookoła głowy, zawsze musi wiedzieć gdzie znajduje się w danym momencie Syn, albo wiedzieć, że wie to ktoś inny. Wciąż za Synem łazi, chociaż bardzo chciałaby usiąść z tyłkiem i móc pogadać z dorosłymi, krzyżówkę rozwiązać czy coś. Ale Bóg jeden wie, co w tym czasie wykombinowałby Pierworodny. Kiedy odwiedzają inną rodzinę z dziećmi, Matka wie, że to odpowiedzialni rodzice i mają swoje otoczenie tak zorganizowane, aby nie zagrażało ich potomstwu. Mimo to już na wejściu jej wzrok filtruje trzydzieści niebezpieczeństw - czyli rzeczy z pozoru niegroźnych, lecz w obecności Pierworodnego wróżących katastrofę. I mimo to Pierworodny zawsze znajdzie tę jedną, trzydziestą pierwszą, rzecz... Zawsze.
A przy tym wszystkim zaskakująco mało z takich powodów płacze. Na wczasingu rozharatał sobie rączkę. Matka tylko domyśla się kiedy, bo pamięta, że widziała jak upadał na betonie. Nie rozpaczał długo, zaraz pobiegł dalej, więc nie potęgowała dramatu. Jakieś 2 godziny później dostrzegła porządnie zdarty nadgarstek Pierworodnego. Na szczęście obecna na miejscu Służba Zdrowia zaraz uratowała sytuację wodą utlenioną. Rana tłuczona nie zrobiła na pacjencie żadnego wrażenia, woda utleniona już tak.
Naprawdę nie można wrzucić Matki do kategorii "nadopiekuńcze". A mimo to, kiedy rodzice innych dzieci w wieku Pierworodnego siedzą, rozmawiają, delektują się spokojem, bo przecież dzieci się bawią, Matka wciąż ma oczy dookoła głowy, zawsze musi wiedzieć gdzie znajduje się w danym momencie Syn, albo wiedzieć, że wie to ktoś inny. Wciąż za Synem łazi, chociaż bardzo chciałaby usiąść z tyłkiem i móc pogadać z dorosłymi, krzyżówkę rozwiązać czy coś. Ale Bóg jeden wie, co w tym czasie wykombinowałby Pierworodny. Kiedy odwiedzają inną rodzinę z dziećmi, Matka wie, że to odpowiedzialni rodzice i mają swoje otoczenie tak zorganizowane, aby nie zagrażało ich potomstwu. Mimo to już na wejściu jej wzrok filtruje trzydzieści niebezpieczeństw - czyli rzeczy z pozoru niegroźnych, lecz w obecności Pierworodnego wróżących katastrofę. I mimo to Pierworodny zawsze znajdzie tę jedną, trzydziestą pierwszą, rzecz... Zawsze.
środa, 7 sierpnia 2013
Ojciec z Matki się nabija
Matka otwiera laptopa.
Ojciec Pierworodnego: - Jedno wyświetlenie ze statystyk możesz sobie odliczyć. Czekałem w biurze aż mi się drugi komputer włączy to sobie wszedłem żeby się nie nudzić.
Matka bierze do ręki smartfona.
Ojciec Pierworodnego się drze: - Synek, bądź grzeczny! Mama bloga będzie pisać!
I jeszcze bezczelnie stwierdza: - Uuu, odkąd Ojciec Pierworodnego zaczął czytać, widać cenzurkę. Mniej piszesz. I cytować mnie przestałaś...
A tu czasu nie ma. Po prostu. I niech sobie nie myśli, że jest taki zabawny.
Ojciec Pierworodnego: - Jedno wyświetlenie ze statystyk możesz sobie odliczyć. Czekałem w biurze aż mi się drugi komputer włączy to sobie wszedłem żeby się nie nudzić.
Matka bierze do ręki smartfona.
Ojciec Pierworodnego się drze: - Synek, bądź grzeczny! Mama bloga będzie pisać!
I jeszcze bezczelnie stwierdza: - Uuu, odkąd Ojciec Pierworodnego zaczął czytać, widać cenzurkę. Mniej piszesz. I cytować mnie przestałaś...
A tu czasu nie ma. Po prostu. I niech sobie nie myśli, że jest taki zabawny.
wtorek, 6 sierpnia 2013
Pod słońcem To...runia
Zachciało
się Matce odpocząć w towarzystwie innej matki. Umówiła się
z Kuzynką,
że spędzą dzień ze swoimi dzieciakami na RODOS. Dla
niewtajemniczonych: Rodzinne Ogródki Działkowe Ogrodzone Siatką.
Miało być sielsko-anielsko i w ogóle wypas. Ogródkiem działkowym
dysponuje Kuzynka. Matce pozostało dojechać na miejsce pociągiem.
Nic trudnego, nie raz już tę trasę z Pierworodnym pokonywała.
Wszystko już obcykane i sprawdzone. W związku z tym, że z wiekiem
Syn ma coraz większe problemy ze spaniem w pociągu, a podróż
wypada w porze jego drzemki, zwykle wychodzili z domu 2 godziny wcześniej
by mógł wyspać się na spacerze i w dobrym humorze dojechać na
miejsce.
Siedzą
więc sobie rano w piżamach przy śniadaniu. Spokojnie. Dochodzi
wpół do 9. Czasu jeszcze sporo. Zdążą. Tylko o której ten
pociąg? O 12:00 czy 12:30? Trzeba sprawdzić. Zagląda Matka do
smartfona. Na spokojnie, bo czasu przecież tyle... O, zmiana
rozkładu? Ożeż, fuck! Co to za zmiany, do cholery? Wszystkie
pociągi z minimum 2. przesiadkami. W dodatku jedyne sensowne
połączenie o 9:17. Za 45 minut? Noł wej! Nie da rady. A tak się
Matka cieszyła na ten wyjazd...
Poużalała
się tak nad sobą 5 minut. Po czym stwierdziła: "A co tam,
trzeba spróbować. A nuż się uda, całe 40 minut jeszcze mamy".
Jak
wiadomo Matka ma
wprawę w pakowaniu się na ostatnią chwilę, ekspresowym
oporządzaniu siebie i Syna i pędzeniu jak na złamanie karku na
przeróżne środki transportu, pchając przed sobą obładowany
pakunkami wózek z dzieckiem. Doszła już do takiego mistrzostwa, że
tym razem na stacji była 9 minut przed czasem. W ciągu tych 9 minut
Pierworodny stwierdził, że on to jednak chromoli i w wózku
siedzieć nie zamierza. Pociąg podjechał. Pierworodny na rękach u
Matki. Z wózkiem ktoś pomógł. Całą drogę Syn uwieszony Matki.
Przesiadka z powodu remontu torów. Autobus. Pierworodny na rękach.
Z wózkiem ktoś pomógł. Przesiadka znów do pociągu. Pierworodny
na rękach itd.
Dojechali.
Upał. 27ºC? W wyniku
porannego pośpiechu oboje ubrani nieadekwatnie do pogody. Matka
złapała te ciuchy, które akurat trzeba było zdjąć z suszarki -
wszystko jasne lub białe - taa, w sam raz na podróż i dzień na
działce. No ale przecież będzie sielsko-anielsko i w ogóle. Ulga
- Pierworodny usiadł w wózku. Zostało jeszcze 15 minut spaceru i
będzie wypas. 28ºC. Po
drodze zero cienia. 200 metrów posiedział w tym wózku. Na
ręce! O nie, mój drogi. Idziesz sam! Histeria i
rzucanie się na chodnik. Do wózka? Histeria i
rzucanie się na chodnik. Upał. Pierworodny na ręce do Matki. 50
metrów. Idziesz sam! Dobra. 8 metrów. Na rączki! O
nie, mój drogi! Histeria
i rzucanie się na chodnik. 29ºC No
to do wózka! Histeria
itd. Na ręce do Matki. 40 metrów. Upał. Idziesz
sam! Ja nie daję już rady. Dajesz,
dajesz. Zasuwamy Mama! Idziesz
sam! 2 metry. Na
ręce do Matki. 30ºC. Do
wózka! Histeria
itd. Na ręce. 30 metrów. Przerwa na rzucanie się na chodniku. 20
metrów, przerwa. 31ºC.
Dotarli
wreszcie na miejsce. W parszywych nastrojach, ale Matka pełna
nadziei, że w cieniu altanki, w obecności łona natury, piaskownicy
i miesiąc starszej Kuzynki Pierworodnego będzie mogła w końcu
odsapnąć.
Pierwsze
3 godziny minęły na rozdzielaniu dzieci, rozsądzaniu sporów o
zabawki, pilnowaniu by Pierworodny nie połknął niczego zakazanego,
próbach uśpienia chociaż jednego z maluchów... A łona natury
Matka jednak nie lubi. Zaraz ją coś pogryzło. A Pierworodnemu
musiała mrówki wyciągać z pieluchy.
Po
3 godzinach obie matki doszły do wniosku, że chromolą piękną
pogodę i całe te okoliczności przyrody i zamknęły się z
dzieciakami w pokoju w altanie. Zasapane zaległy gdzie się dało.
Dzieci zajęły dywan, na którym ochoczo wzajemnie karmiły się
suchym chlebem. Nagle nastała zgoda. Po paru minutach ciszy, łapaniu
oddechu i rozbieganych myśli matki wreszcie się do siebie odezwały:
-
To co tam słychać?
Pierwsze
słowa inne niż: "uważaj na nich", "wypluj to",
"nie bij", "chodź, zmienimy pampka", "już
dobrze, nie płacz", "wracaj tu", "wyjdź
stamtąd", "nie idź tam", "nie grzeb przy tym
grillu"...
Dzieciaki
przez cały dzień nie zmrużyły oka. Był jeszcze przeraźliwy płacz Pierworodnego z powodu włączenia zraszacza, dobre pół godziny przekonywania go do wejścia do baseniku z wodą, nabicie siniaka na czole o nóżkę grilla. Kuzynka Pierworodnego zasnęła
wieczorem w wannie. W tym czasie Matka z Synem wracali do domu z
Ojcem Pierworodnego, który przyjechał po nich samochodem. Syn też
w połowie drogi zasnął. Jednak wcześniej urządził Rodzicom taką
jatkę... mało płuc nie wypluł. Pomogło dopiero puszczenie w ruch
smartfona. Cezik
rządzi. "Ona tańczy dla mnie" wciąż działa
cuda.
No
to sobie Matka tego dnia odpoczęłaaa.
A
wszystko wydarzyło się ponad 2 tygodnie temu. Tyle, że nim Matka
zabrała się za opowiadanie musiała najpierw pozbierać się
psychicznie. I odpocząć.
czwartek, 1 sierpnia 2013
Ojczyzna - polszczyzna
Marudził Pierworodny przy kolacji. Jęczał, popłakiwał, nic mu nie odpowiadało. W chwili lepszego nastroju podsunęła mu Matka talerz z kanapkami.
- Alej a niezje - zagadał po swojemu do pomidora.
- Słyszałaś co powiedział? - podjarał się Ojciec Pierworodnego - "Ale ja nie zjem"!
- Słyszałam - potwierdziła Matka, dla której rzeczywiście brzmiało to tak samo.
- Synek, twoje pierwsze pełne zdanie - ekscytował się dalej Ojciec. - Tylko na przyszłość pamiętaj, że nie zaczyna się zdania od "ale"!
Ale prawda jest taka, że Syn Pierworodny wciąż porozumiewa się używając tylko 4 "słów": mama, tata, am i mniam.
- Alej a niezje - zagadał po swojemu do pomidora.
- Słyszałaś co powiedział? - podjarał się Ojciec Pierworodnego - "Ale ja nie zjem"!
- Słyszałam - potwierdziła Matka, dla której rzeczywiście brzmiało to tak samo.
- Synek, twoje pierwsze pełne zdanie - ekscytował się dalej Ojciec. - Tylko na przyszłość pamiętaj, że nie zaczyna się zdania od "ale"!
Ale prawda jest taka, że Syn Pierworodny wciąż porozumiewa się używając tylko 4 "słów": mama, tata, am i mniam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
