poniedziałek, 20 maja 2013

Auć!

Cały dzień biegał, skakał, szalał i broił. Gonił, zaczepiał i ciągnął za ogon Kota. Jakieś 6 razy spadł z kanapy. Ciągle się przewracał, upadał, potykał, gdzieś zahaczał. Wciąż z tego powodu ryczał, ale mimo to pozostawał w jednym kawałku. A wszystko po to, by pod koniec dnia czworakując po kanapie pizgnąć w niewinnie wyglądający kartonik po nowej wiertarko-wkrętarce Ojca, który służył mu do zabawy przez ostatnie dni i rozharatać pół twarzy.
Wygląda teraz "jakby zupa była za słona".
Pod wieczór Ojciec zabrał jeszcze Syna na spacer, aby Matka w ramach relaksu i odpoczynku od dziecka mogła sobie porobić porządki w komodzie z ciuszkami Syna. Po powrocie stwierdził:
- Wygląda jak wygląda a i tak furorę robił jak zwykle. Kobitki nad wózkiem się pochylają i tylko "oj, ti ti ti, jaki on fajniutki, jaki ładny".
A potem trzepnął czołem w szybę okna i nabił siniaka.
Matka jutro z nim nie wychodzi. Wstyd sąsiadom pokazać.

4 komentarze:

  1. O raju, mały komandos. Jak podrośnie będziesz miała swojego ochroniarza ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. O ludzie skąd ja to znam? No dzień jak co dzień :)

    OdpowiedzUsuń